Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 9 из 44

Pani Schatzma

Kiedy przyszła Ivana, czeska służąca, pani Schatzma

– Znowu nie mogę spać – powiedziała pani Schatzma

Wzięła tacę ze śniadaniem i poszła do pokoju syna. Artur stał przed lustrem i zapinał ostatni guzik białej koszuli.

– Czemu tak wcześnie, mamo?

– Chciałam z tobą porozmawiać, zanim wyjdziesz.

– Stało się coś? – zapytał z niepokojem Artur.

Pani Schatzma

– Znasz Ernę Eltzner? – zapytała.

– Musiałem kiedyś ją widzieć…

– Taka niepozorna, drobna…

– Mamo, o co ci chodzi?

Pani Schatzma

– A więc i doktor tam był – powiedział Artur.

– Erna mówi niewiele, a czasem, gdy się odezwie, zdarza się jej powiedzieć coś zupełnie nie na temat. Jej matka twierdzi, że Erna słyszy też głosy, które chcą przez nią mówić. Teresa Frommer spostrzegła w oczach Erny niespotykaną głębię, właściwą tylko mediom, a przecież Teresa się na tym zna. Sprawdziła też ponoć wrażliwość Erny na dotyk, która jest fenomenalna. Ale najważniejsze jest to, co zdarzyło się tam… na tym seansie – zakończyła pani Schatzma

Jej syn nie od razu zrozumiał, co chciała przez to powiedzieć. Dopiero gdy zobaczył toczące się po jej policzkach łzy, domyślił się, że musiało to mieć związek z ojcem, ponieważ łzy jego matki zawsze wiązały się z ojcem.

Pani Schatzma

– Zapytałam, jak się czuje. Boże, jak się czuje – powtórzyła pani Schatzma

– Wtedy Erna powiedziała: “Media vita in morte sumus”, i po jej twarzy przeszedł taki straszny skurcz. I zbladła, a potem powiedziała tylko jedno słowo: “Wiewiórko.” – Pani Schatzma

Kiedy to usłyszała, siedząc przy stoliku do kart w dusznym mroku salonu Eltznerów, zrobiło jej się słabo. Nie mogła uwierzyć w istnienie tu, w tym cudzym domu słowa “Wiewiórko”. A jednak Erna wymówiła je po raz drugi.

Zebrani poruszyli się skonsternowani, ale kiedy zobaczyli twarz pani Schatzma

– Wiewiórko – powiedział Gustaw-Erna – nic mnie nie boli. Nie wiem, gdzie jestem. Wszystko jest podzielone. Nie wiem, gdzie jest moja fajka.

Tyle mniej więcej powiedział i zaraz zniknął z bladej twarzy Erny. Potem nastąpiły potoki słów, ale pani Schatzma

– Arturze, ona miała z nim kontakt! Skąd mogła wiedzieć, że Gustaw nazywał mnie kiedyś Wiewiórką? On nie umarł!

– On umarł, mamo.

– Więc co to było? – krzyknęła pani Schatzma

Artur wstał i założywszy ręce do tyłu zaczął przemierzać pokój.

– Mamo, nie wierzę w duchy, wybacz mi – powiedział. – To, co dzieje się na takich seansach, nie ma związku z duchami. Ludzie uruchamiają swoją pamięć, doświadczenia, działa sugestia i autosugestia, a może nawet jakiś rodzaj hipnozy. Może coś w rodzaju przekazywania myśli, ale to jest tylko hipoteza, nic pewnego. Nie powi

Pani Schatzma

ARTUR SCHATZMANN

W 1908 roku Artur Schatzma

Najpierw musieli zamienić swoje duże mieszkanie przy Kaiserstrasse na mniejsze i brzydsze po drugiej stronie Odry. Teraz Artur miał na uniwersytet kilka minut drogi – dojście do mostu i przejście go – jednak stawało się coraz bardziej prawdopodobne, że będzie musiał zacząć chodzić w i

Lecz Artur Schatzma

Pewność tę zaszczepił mu ojciec, stawiając za wzór Harveya, Pasteura, Kocha, a także, i może przede wszystkim – Goethego. Poczucie naukowego posła

Dlatego też Artur Schatzma

Zaczynał ostatni rok studiów i był w trakcie tych badań. Miał też pomysł na genialną pracę dyplomową. Chciał być sły

Kiedy pisał podanie do rektora, był po sześciu latach intensywnych studiów na kierunkach medycznym, filozoficznym, historii naturalnej i chemii. Odbył też dwa długie staże w klinice psychiatrycznej w Lipsku, gdzie uczestniczył między i