Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 44

To, co czuła teraz, było podobne i choć nikt jej nie dotykał, zrobiło jej się ciepło i przyjemnie. Wstrzymała nawet oddech, żeby nie płoszyć tej nagłej przyjemności. Jej ciało odprężyło się, zwiotczało i Erna miała wrażenie, że odchodzi od niego. Zobaczyła nagle pusty korytarz i jakąś postać ginącą na jego zakręcie. Cofnęła się i na chwilę otworzyła oczy. Na stole nie było już rąk-ciem. Teraz z mroku wpatrywało się w nią kilka par oczu, otwartych, nachalnych, ciekawskich. Czegoś od niej żądały, a ona była zbyt słaba, zbyt zajęta sobą, żeby chcieć być z nimi. Zamknęła oczy i zobaczyła rozbłyskujące kolorowe światełka. “Kto jest?”, zapytał jakiś pośpieszny głos. Odpowiedział mu bezładnie cały chór głosów. Nie mogła zrozumieć, co mówiły, ale też nie starała się zbytnio. Wiedziała, że śpi cudownym snem. Jej ciało unosiło się teraz i oddawało przypadkowym dźwiękom, westchnieniom, niezrozumiałemu falowaniu, które dosięgło samego środka jej brzucha i było zaprzeczeniem, drugim biegunem mdłości. Kiedy Erna próbowała popłynąć w to jeszcze głębiej, poczuła z rosnącym gniewem, że jest przytrzymywana. Spojrzała od spodu i zobaczyła wielkie trzymające ją motyle. “Puść”, powiedziała nie słysząc siebie i już chciała powtórzyć, kiedy motyle zwolniły uścisk i uwolniły ją. “Nie odchodź”, powiedział jakiś głos z korytarza. “Odszukaj ich”, rozkazał jej i

Przebudzenie było nagłe i oszałamiające. Leżała na sofie, w mokrej od potu białej sukience.

Zobaczyła klęcząca obok matkę i wynurzającą się z brązowego rękawa dłoń doktora Löwe. Widziała błyszczące oczy Frommera i skupioną twarz jego siostry. Coś się musiało stać, pomyślała, i nagle zaczęło jej walić serce.

PANI SCHATZMANN

Po seansie u Eltznerów pani Schatzma

Pani Schatzma

Pani Schatzma

– Jesteś tu? – zapytała szeptem i zaraz zawstydziła się swojego pytania.

Nic się nie stało, nic nie poruszyło.

– Wiem, że tu jesteś – powiedziała już śmielej i głośniej, stawiając wszystko na jedną kartę. – Moglibyśmy się tu spotykać, ale musiałbyś mi powiedzieć, jak to robić. Jeżeli nie mogę, to nie muszę cię słyszeć, ale chciałabym jakiegoś znaku, że ty mnie słyszysz, że rozumiesz, co przeżywam… Jest mi tak ciężko bez ciebie, Gustawie…

Zamilkła, bo wydawało jej się, że usłyszała szelest. Nic. Gładziła krawędź starego biurka i łzy łaskotały jej pomarszczone policzki. Przywołała teraz obraz umierającego męża, jego twarz zniszczoną bólem. Nikt nie potrafił mu pomóc. A on tak długo wzbraniał się przed morfiną. Kiedy skapitulował, wiedział już o tym, że niedługo umrze. Śmierć przyszła nie wiadomo kiedy, po kryjomu. Dopiero rano zauważyli, że nie oddycha. Na to wspomnienie pani Schatzma

– Nie musisz dawać mi znaku – powiedziała nagle. – I tak wiem, że jesteś wciąż ze mną. Jesteś ze mną, choć umarłeś. Po prostu to wiem.