Страница 1 из 44
Olga Tokarczuk
E. E.
Nieuzasadnione jest odróżnianie
świata duchowego od materialnego…
Naprawdę istnieją tylko osoby.
Berkeley
Tani
ERNA ELTZNER
Erna Eltzner wyłoniła sie z mgły nieokreślenia, jaka zwykle towarzyszy egzystencji średnich córek w wielodzietnej rodzinie, w kilka dni po swoich piętnastych urodzinach, kiedy zemdlała przy obiedzie.
Zawołano natychmiast doktora Löwe, który stwierdził niedotlenienie mózgu, ogólną słabość organizmu i przewrażliwienie. Położono ją w chłodnej sypialni matki, ponieważ doktor zalecał spokój. Pani Eltzner została przy niej dłużej. Trzymała chłodną małą rękę w swojej ciepłej pulchnej dłoni i próbowała znaleźć w nieruchomej twarzy córki jakąś wskazówkę dla siebie.
W pełnej życia rodzinie Eltznerów omdlenie Erny było wydarzeniem równie sensacyjnym jak niedawna odrą małego Klausa albo przyjęcie oświadczyn przez najstarszą z rodzeństwa, Bertę. Od obiadu drzwi do pokoju, w którym położono Ernę, nie zamykały się. Pięć sióstr Erny, od najmłodszej, Liny, niesionej na rękach przez ojca, aż do Berty, pięknej osiemnastolatki, i dwóch braci – wszyscy zaglądali co chwilę, przynosili termofor, ziółka, koc, lalkę, żeby choć rzucić okiem na nienaturalną szarość jej twarzy, zapadnięte oczy i woskowe dłonie ze zbielałymi paznokciami.
Dom Eltznerów, przestro
Pani Eltzner przy pomocy Berty rozebrała słabiutką, ale całkowicie już przytomną Ernę i ułożyła ją spać w swoim łóżku; Erna spędzała tę noc po raz pierwszy w życiu sama. W ciemnościach rozświetlonych tylko mgliście przez latarnie z ulicy pokój matki wyglądał, jakby go przysypano pudrem. Szerokie łóżko zapadało się w środku i leżąca w tym zagłębieniu Erna widziała sufit pełen pęknięć i cieni. Leżała bez ruchu, przysłuchując się zegarowi z przedpokoju, który równomiernie kawałkował ciszę na drobne kuleczki. Ernie przypomniały się półki u piekarza, zawsze pełne okrągłych bułeczek, ułożonych rytmicznie jedna koło drugiej. Tej nocy tak wyglądał czas.
Potem Erna odwróciła nieco głowę i z uwagą rozejrzała się po matczynym pokoju. Patrzyła na wielką szafę z ubraniami, obcą, zagrażające potężną, nieodgadnioną bryłę, wielokrotniejącą niewyraźnie w odbiciach trójście
Jeszcze teraz, leżąc w matczynym łóżku, Erna potrafiłaby go opisać, może nie każdy szczegół postaci, ale rzeczy najważniejsze: bardzo jasne oczy i i
Dlaczego widok człowieka, przez którego przebija wzór tapety na ścianie, wydał jej się taki przerażający? Oto podnosi oczy znad talerza, który ma brzeg zdobiony w gałązki kwitnącej jabłoni, i widzi młodszego brata, Maxa, a zaraz za nim jest to. Patrzy na nią wzrokiem, w którym jest wiele myśli naraz, wiele słów i obrazów. To właśnie zobaczyła Erna.
Erna nie powi
Teraz ta niepisana umowa została złamana i Erna od razu zrozumiała, że lekko rozmyta, nie przystająca do niczego, obca postać, która brała przez chwilę udział w rodzi
To mogła być ta sama choroba. Erna snuła te domysły i wydało się jej, że łóżko stanęło nad brzegiem przepaści, która powstała właśnie dzisiaj i która zmieniła cały świat. “Jutro” było słowem, które niosło ulgę. Zasypiając zobaczyła twarz ojca, który pocałował ją w czoło i cichutko wyszedł. Potem, już tam, po drugiej stronie, w jej śnie, zaczęło wyrastać wielkie drzewo, pełne zdarzeń, słów, obietnic. Rosło i rosło, aż sięgnęło nieba i rozbłysło jakąś oczywistą prawdą, której jednak Erna nie potrafiła nazwać. Ale odkryła, że przecież to ona jest tym drzewem wyrosłym z ciepła termofora i rośnie teraz, przez sufit i mieszkania na górze, aż do dachu i jeszcze, jeszcze wyżej.
Rano Erna opowiedziała wszystko matce, jedząc w łóżku z apetytem jajko na miękko. Kątem oka śledziła wyraz twarzy pani Eltzner. Spodziewała się jakiejś gwałtownej reakcji, ale matka milczała. Dopiero zaplatając Ernie mysie warkoczyki z jej rzadkich włosów, zapytała głosem z pozoru obojętnym, w którym jednak córka wyczuła nieopanowaną ciekawość:
– Czy go znasz?
– Kogo? – zapytała Erna niewi
– Tego pana przy obiedzie…
– Nie wiem – odpowiedziała Erna, ale na tym rozmowa się nie skończyła.
Pani Eltzner, balansując między rozpierającym ją podnieceniem i ciekawością a koniecznością zachowania wobec dziecka spokoju, znalazła jeszcze kilka koniecznych do wykonania czy
– Jak wyglądała ta… ta postać? Pamiętasz ją, opowiesz mamie?
Erna stała teraz przed lustrem, a matka zapinała haftki jej beżowej, nietwarzowej sukienki. Działo się coś dziwnego z jej pamięcią, bo nie potrafiła sobie przypomnieć twarzy mężczyzny, przez którą przenikał wzór tapety. Pamiętała sam wzór: różowo-pomarańczowe lilie o trzech płatkach ułożone w rozety na jasnobrązowym tle. Pamiętała kwiatki na brzegu talerza i oliwkowy kolor zupy rybnej z grzankami. Pamiętała też najpierw zdziwiony, a potem przestraszony wzrok Maxa i rozmazany, nierealny kształt za jego plecami. I znowu było tak jak z tymi głosami w nocy – im bardziej chciała sobie przypomnieć tę postać, tym obraz stawał się mniej uchwytny. Twarz owej postaci za plecami Maxa umykała jej, rozlewała się, jakby właśnie na nią oczy Erny ślepły. Milczała więc, nie widząc niczego poza własnym odbiciem w lustrze.