Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 13 из 44

– Artur jest taki dzieci

Artur żachnął się. Matka miała rację. Odłożył odkryte karty.

– Chciałbym tam pójść następnym razem – powiedział.

ARTUR SCHATZMANN

Przywitała ich pani Eltzner. Miała na sobie prostą spódnicę i jasną bluzkę, uwydatniającą duży biust. Wprowadziła ich do długiego, ciemnego przedpokoju, gdzie służąca wzięła od nich płaszcze. Obok lustra paliło się małe czerwone światełko. Nie wiadomo dlaczego pani Schatzma

Arturowi mimo woli udzielił się ten nastrój tajemniczości. Uważnie rozglądał się po mieszkaniu Eltznerów. Pani Eltzner podobała mu się. Emanowała od niej kobiecość, która budziła zaufanie.

Kiedy weszli do pokoju, na ich powitanie podniósł się wysoki, szczupły mężczyzna. Ale uwagę Artura przykuła kaleka kobieta siedząca w fotelu pod oknem. Miała dziwnie gładką bladą twarz, bez wieku, bez doświadczeń i uczuć. Ich spojrzenia spotkały się i Artur skłonił głowę. Odwzajemniła to ledwie zauważalnym skinieniem, jakby każdy ruch sprawiał jej ból.

Pani Eltzner półgłosem dokonała prezentacji, a potem kazała podać kawę.

– Nie powi

– A to dlaczego? – zapytał ktoś z obecnych.

– Kawa jest środkiem podniecającym i może zwiększać napięcie. To nie wpłynie dobrze na medium. Medium potrzebny jest przede wszystkim spokój i nasza przychylność.

– Ma pan rację – powiedziała zaraz pani Eltzner i kazała zabrać kawę.

Artur nie śmiał zatrzymać swojej filiżanki, którą wziął jako pierwszy. Czekał na medium, ale wyglądało na to, że najpierw wszyscy będą w nieskończoność prawić sobie grzeczności, mówić i mówić. Doktor Löwe usiadł przy garbusce i szeptał jej coś do ucha. Słuchała go z zamkniętymi oczami. Pani Eltzner starała się być bardzo miła dla matki Artura. Z zatroskanym wyrazem twarzy zapytała ją o samopoczucie.

Artur ukradkiem przyglądał się Frommerowi. Miał minę mistrza ceremonii, kogoś, kto najlepiej zna się na tym, co za chwilę się tu wydarzy. Położył na stole spory karton z wyrysowanymi na nim literami i cyframi. Oglądał filiżankę, jakby była jakiś ce

– Zdarza się niejednokrotnie, że obecność osób nastawionych sceptycznie do tego typu fenomenów może wpływać zaburzające na stan medium – odezwał się nagle Frommer tym swoim donośnym głosem, wyraźnie patrząc na Artura.

– Nie jestem nastawiony sceptycznie, wręcz przeciwnie… Kieruje mną ciekawość – odrzekł Artur. Nie chciał pokazać po sobie, jak bardzo zaskoczyła go i zmieszała ta niespodziewana uwaga.

Pomógł mu doktor.

– Artur jest zbyt młody, żeby być sceptycznym – zażartował. – W tym wieku jest się po prostu otwartym…

Weszła pani Eltzner z Erną. Erna wyglądała zdrowo i normalnie. Dygnęła u drzwi jak mała dziewczynka. Jej spokojny wzrok zatrzymał się chwilę na młodym Schatzma

– To nowa osoba, Erno. Pan Schatzma

Erna dygnęła jeszcze raz, a Artur niezręcznie się ukłonił.

Zrobiło się małe zamieszanie, przenoszono krzesła i zajmowano miejsca, okazało się bowiem, że pani Eltzner ma jakąś własną wizję rozsadzenia gości.

Artur obserwował medium. Był rozczarowany. Spodziewał się osoby bardziej demonicznej, raczej kobiety niż dziewczynki. Erna według niego nie wyglądała na osobę w jakikolwiek sposób niezwykłą, na kogoś, kto rozmawia z duchami. Może była tylko trochę anemiczna, to wszystko. Siedziała na swoim miejscu lekko przygarbiona i patrzyła ciekawie po twarzach ludzi zajmujących krzesła. Z jednej strony usiadł przy niej Frommer, z drugiej jego dziwna siostra. Artur od razu zauważył, że dyrygentem tego wszystkiego był Frommer, a pani Eltzner wyglądała na jego powabną pomocnicę, asystentkę prestidigitatora. Porozumiewali się wzrokiem, jakby znali nawzajem swoje myśli. Potem Frommer dał znak, żeby chwycić się za dłonie, i zamknął oczy. Większość zebranych zrobiła to samo. Artur spojrzał na doktora i jego twarz z zamkniętymi oczami wydała mu się zabawna.

Przez długi czas nie działo się nic i Artur zaczął się niecierpliwić. Obserwował wszystko spod przymkniętych lekko powiek, ale nie uchwycił tego momentu, kiedy z Erną zaczęło się coś dziać. Zobaczył ją już nienaturalnie odgiętą w tył, z twarzą pobladłą, wypraną z jakiegokolwiek wyrazu. Zaczął sobie zdawać sprawę, jak bardzo wzrosło przy stole napięcie. Zapanowała absolutna cisza. W tej ciszy ruch Frommera kładącego dłonie medium na filiżance wydał się gwałtowny. Teraz palce wszystkich spotkały się na porcelanowej powierzchni. Artur ze zdziwieniem zobaczył, że filiżanka zaczęła się poruszać. Zataczała małe kręgi, bardziej się kołysząc niż sunąc. Potem te ruchy stały się gwałtowniejsze, kanciaste, jakby filiżance chodziło o wyznaczenie na planszecie skomplikowanych figur geometrycznych. Kąty tych figur pokrywały się z polami, na których narysowano litery. Teresa Frommer cichym głosem zaczęła je czytać. Wychodziły z tego proste zdania, niewolne od błędów ortograficznych i gramatycznych. Pytał Frommer. Artur nie bardzo rozumiał, jak się to wszystko dzieje. Przyszło mu do głowy, że ktoś musi popychać filiżankę, ale z drugiej strony nie czuł jakiegoś silniejszego nacisku. Pojawiające się zdania mówiły o tolerancji i miłości bliźniego. Zadziwiała ich banalność, jakby wyjęto je z jakiejś prymitywnej umoralniającej książki. Nagle Artur usłyszał swoją matkę. Natychmiast poczuł, że się poci.

– Duchu przewodniku, czy możesz sprowadzić tu mojego męża, Gustawa? – zapytała pani Schatzma

– “Musisz poczekać, on jest daleko” – odczytała monoto

Artur potoczył wzrokiem po twarzach siedzących przy stole ludzi. Wszyscy mieli poważne, skupione miny i przymknięte powieki. Filiżanka zaczęła się poruszać o wiele żwawiej, a nawet gwałtownie.

– “Jestem… znowu, moja droga… Witaj, synu… Wzruszam się patrząc na was…”

– Jak ci tam jest? – zapytała pani Schatzma

– “Nie… wiem… gdzie… jestem… brakuje słów…” – przeczytała Teresa.

– Czy jest coś, czego nie zdążyłeś mi powiedzieć… Coś ważnego… – głos pani Schatzma

Filiżanka zatrzymała się na moment, a potem ruszyła jeszcze szybciej, tak szybko, że wydawało się niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł nią świadomie kierować.

– “Grzechem jest zbaczać z drogi, która prowadzi do celu… Wy, póki jeszcze możecie, idźcie prosto… Bądźcie pełni miłości i miłosierdzia…”

Artur słuchał tego z niedowierzaniem i niesmakiem. Jego ojciec nigdy nie opowiadałby takich banałów. Ale widział, że matka jest bardzo przejęta. Podejrzewał, że chciała zapytać o co i

“Duch” opowiadał teraz o czystości moralnej i sile codzie