Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 12 из 44

ARTUR SCHATZMANN

Artur Schatzma

– To dobrze, że jedzie pan do nas. Mama miała już po pana posłać, bo ma kłopoty ze spaniem – powiedział moszcząc się obok doktora i usiłując poruszyć zziębniętymi palcami w wąskich butach.

– Mam pacjentkę na waszej ulicy i do niej jadę. Ma gruźlicę.

Artur się zmieszał.

– To może wpadnie pan do nas na coś gorącego. Mama nie wybaczyłaby panu, że był pan tak blisko i nie odwiedził nas.

– Prawdę mówiąc, napiłbym się ponczu, który robi zawsze zimą twoja matka – powiedział Löwe.

– Wobec tego zapraszam pana na poncz – zaśmiał się Artur.

Rozmawiali teraz o pogodzie, o chorobach, o czosnku, który leczy wszelkie przeziębienia, a jednak Artur czuł, że doktor jest zajęty czymś i

Pamiętał z dzieciństwa jego lekarską torbę pełną trąbek, szpikulców, buteleczek, jakichś dziwacznych zakrzywionych nożyczek i niezwykłego zapachu. Pachniało z niej karbolem i spirytusem i ta mieszanka powodowała, że gdy doktor otwierał swą torbę, wszystko wokół nabierało metalicznego smaku. Może to z powodu tego zapachu Artur zaczął kiedyś marzyć, że zostanie lekarzem.

Pamiętał też doktora przecinającego mu wrzód na przedramieniu, który skrzętnie ukrywał pod rękawem aż do momentu, gdy w ciągu nocy ciemna krecha zaczęła piąć mu się do serca. To wtedy, przy tym wrzodzie, Artur uświadomił sobie po raz pierwszy, że może umrzeć, że jest śmiertelny, a śmierć tak samo dotyczy jego, jak świątecznych karpi i kurczaków. Teraz łączył to poczucie własnej śmiertelności z osobą doktora. Może dlatego, że doktorowi nie pozostało już wiele czasu, a może Artur wciąż jeszcze miał przed oczyma trzymaną tymi starymi dłońmi strzykawkę, która przenosiła ojca w kojący stan między życiem a śmiercią.

Artur widział, że doktor trzyma coś w zanadrzu, żeby powiedzieć to potem. Czy zbankrutował jakiś wspólny znajomy albo pan Klein czy Kosack miał romans z pokojówką? A może okazało się, że jakaś pani Herma

W ciemnym przedpokoju paliło się tylko małe światełko pod lustrem. Artur rozbierał się, gdy z saloniku wyjrzała matka.

– Zaraz będzie tu Löwe – powiedział Artur i poszedł do kuchni.

– To dobrze, tak chcę z nim porozmawiać. Jak było, synku?

Artur mruknął coś pod nosem.

Pani Schatzma

– Uderzenia krwi do głowy, ataki gorąca, zawroty głowy, bezse

– Masz po prostu za wysokie ciśnienie i zbyt przejmujesz się błahostkami – powiedział.

– Nie mów z pełnymi ustami – mruknęła urażonym tonem pani Schatzma

– Powi

– Nie stać nas na to.

– Owszem, stać. Dostałem stypendium.

Pani Schatzma

– Arturze, naprawdę? Dlaczego nie powiedziałeś od razu? Jesteś zupełnie taki jak twój ojciec – stwierdziła.

Löwe przyszedł, gdy dobry nastrój rozkwitł w pełni. Pani Schatzma

Schatzma

– Pomyślałam, że Gustaw ukrył te pieniądze i nie powiedział mi o tym – powiedziała teraz.

Jej syn roześmiał się.

– To dlatego bywasz na tych seansach u Eltznerów. Chodzisz tam w interesach. Chcesz się dowiedzieć, gdzie są pieniądze.

– Nie powinieneś żartować w ten sposób – zganiła go pani Schatzma

Doktor Löwe zaczął pić poncz małymi łyczkami.

– Z pewnością dzieją się tam rzeczy z punktu widzenia medycznego dziwne i niezrozumiałe – stwierdził ostrożnie. – Nie jestem znawcą ani psychologii, ani spirytyzmu. Studiowałem klasyczną medycynę, gdzie nie ma miejsca na takie rzeczy.

– Pan się wymiguje od zajęcia stanowiska – powiedział Artur.

– Mogę cię zapewnić, że wydarzenia na tym seansie wyszły daleko poza to, co ja w swoim życiu i w praktyce lekarskiej uważam za rzecz zwykłą, oczywistą. A wyjaśnią to zjawisko na pewno nie starzy lekarze domowi, tylko tacy młodzi jak ty.

– A nie sądzi pan, że to oszustwo?

– Oszustwo? Nie. Nawet jeżeli tamten świat nie istnieje i duchów nie ma, to czy atak histeryczny, epilepsję, szaleństwo nazwałbyś oszustwem? W oszustwie musi istnieć intencja wprowadzenia kogoś w błąd przez udawanie, musi być jakaś gra… Nie jest ono spontaniczne. A tamto, co widzieliśmy z twoją matką, było prawdziwe, nieprzewidywalne. Po prostu musiałbyś to zobaczyć.

– Czy pan czasem nie sugeruje Arturowi, że mała Erna jest jakąś epileptyczką? – zaniepokoiła się pani Schatzma

– Ależ nie, mamo. Doktor stwierdza, że istnieją co najmniej trzy wytłumaczenia tego, co widzieliście. Po pierwsze świadome oszustwo, po drugie szaleństwo, histeria czy przypadłość chorobowa. Po trzecie – kontakt ze światem duchów. – Artur trzymał podniesione trzy palce i wyzywająco patrzył na doktora. – A teraz, doktorze, niech pan wyzna z ręką na sercu, że wierzy pan, iż Erna Eltzner kontaktuje się z duchami zmarłych.

– Nie mogę tego powiedzieć. Ale chciałbym wierzyć.

Pani Schatzma

W czasie tego wieczoru, który upłynął na wypisywaniu recept dla pani Schatzma