Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 44

– Jak się dziś czuje nasza Erna? – pytał od drzwi, a ona odpowiadała pytaniem:

– Zagramy w domino, doktorze?

Lubił te popołudniowe godziny, kiedy przy tym samym stoliku, przy którym wywoływano duchy, grał z nią w domino albo, kiedy przyłączały się do nich bliźniaczki, w loteryjkę. Przyglądał się wtedy ukradkiem Ernie, próbując dostrzec w niej tę skazę, to piętno, które sprawiało, że nagle stawała się obojętna i zamyślona, że mówiły przez nią… co? Duchy? I

Rosół z kury, buraczki, krwista wątróbka i chude befsztyki – karmiona specjalną pożywną dietą, którą wymyślił dla niej doktor, blada dziewczynka wracała do sił. “Mogłaby być moją wnuczką”, myślał doktor Löwe i z jakimś smutkiem dostrzegał, że jej sukienka obciska się na maleńkich piersiach.

ERNA ELTZNER

Erna nie chciała już leżeć po posiłkach. Gdy rodzeństwo wychodziło do szkół, a doktora jeszcze nie było, plątała się po domu, wyciągała z półek ojca książki i czytała je potem w jego fotelu. Kiedy w połowie listopada spadł pierwszy śnieg i przysypał miasto ażurową koronką, poprosiła doktora i matkę o zgodę na codzie

Następnego dnia, na spacerze z pa

– Chodźmy już, panienko – ponaglała Ernę nauczycielka, ale Erna jakby jej nie słyszała. Oparła się o balustradę i patrzyła w dół na rozbawionych, pokrzykujących ludzi. Na łyżwach, omotani długimi szalikami, popychali sanki, trzymając je za poręcz z tyłu. Na nich popiskiwały kobiety otulone w chusty i futerka. Kiedy ktoś się wywrócił, wszyscy wybuchali śmiechem. Nauczycielka z żalem pomyślała, że Erna musi zazdrościć tym ludziom radości ruchu, ale myliła się. Erna nie lubiła wysiłku fizycznego, hałasu i głośnej zabawy. Przyglądała się z zaciekawieniem, bo zdała sobie sprawę, że ci ludzie bawią się na lodzie, na fałszywej ziemi, która powstała w ciągu kilku godzin ze zwykłej rzecznej, nieokreślonej wody. Pod spodem, choć niewidoczny, nadal był żywy, lodowato chłodny nurt rzeki. Ludzkie postaci widziane z mostu wydały jej się bezbro

– Chodźmy, już całkiem ciemno, panienko – pociągnęła ją za rękaw A

Erna niechętnie odwróciła się i obie zaczęły iść powoli w stronę Schmiedebrücke.

Tej nocy Erna miała sen. Szła po ogromnym, zamarzniętym stawie. Miała na sobie wełnianą, kolorową czapkę i rękawiczki. Nagle pod jej nogami lód pękł. Pęknięcia rosły wszerz jak rośliny, jak powój. Mogła się ratować, uciekać, ale urzekły ją podnoszące się lodowe krawędzie. Delikatnie i bez strachu wsunęła się do wody, która ukazała spod lodu swoją potęgę. Erna zdziwiła się, że woda jest ciepła i ma piękny miodowozłoty kolor. Było tu cicho i miękko, tak jak lubiła. Poruszała się wolno, ni to płynąc, ni idąc. Potem zobaczyła na zielonym dnie granitowe budowle w kształcie sześcianów i ostrosłupów. Miały lśniącą szarą powierzchnię, od której odbijały się rozmyte wodą przestrzenie. Wzruszenie pięknem tego widoku ścisnęło jej serce. Podniosła głowę i zobaczyła rozbite na refleksy światło słońca. Było dalekie i słabe, ale przez to bezpieczne. Nigdy nic nie wydawało jej się tak piękne jak słońce widziane spod wody. Była szczęśliwa, chciała tu zostać na zawsze.

Obudziło ją jej własne wzruszenie. Otworzyła niechętnie oczy i zobaczyła zimny blask księżyca, wpadający przez szparę między zasłonami wprost na jej łóżko. Może to jego światło wzięła we śnie za blask słoneczny.

To, co działo się z Erną w ciągu ostatnich kilku tygodni, było niezwykłe, choć nie zawsze zauważalne dla doktora Löwe, jej sióstr, jej rodziców, nawet obu służących, u których strach przeważał nad ciekawością i sympatią – unikały Erny, jak mogły. Erna tkwiła w sobie, nieporuszona, obojętna. Wstawała rano, miała apetyt, swą codzie

W Ernie zachodziły jakieś powolne, ale i potężne zmiany, a ona obserwowała je w sobie bez strachu, chociaż nie potrafiła ich nazwać. To, co istniało poza jej świadomością, przestawało być dla Erny realne. Było to całe miasto, jego rzeki, kanały, mosty i uliczki. Było to podwórko i ludzie, którzy napełniali je swoim hałaśliwym nieistnieniem. Było to też mieszkanie, jej rodzeństwo, jej matka i ojciec, goście, służące. W domu uznano, że Erna stała się obojętna i zimna. Doktor Löwe zaczął czytać Breuera i skrzętnie wynotowywał objawy opisywanych tam chorób.

Sen o lodzie zapoczątkował u Erny prawdziwą lawinę snów. Noce stały się teraz tłoczne, a sny swoim realizmem były bliskie namacalności jawy. Pora

Kilka dni po swoim śnie o lodzie Erna usłyszała, jak kucharka Lucyna opowiada pani Eltzner o wypadku na Odrze:

– …lód się załamał pod nimi i cała trójka wpadła do wody. Zaraz wyciągnęli mężczyznę i jedną kobietę, ale ta druga poszła na dno. I koniec, proszę pani. Pewnie ją znajdą dopiero na wiosnę.

Opowiadanie kucharki zrobiło na Ernie duże wrażenie po pierwsze dlatego, że zazdrościła tej utopionej kobiecie znalezienia się tam, gdzie we śnie jej samej było tak dobrze. Po drugie, Erna zrozumiała, że wszystko, co się wydarza, łączy się ze sobą może chaotycznie, lecz bez wyjątku.