Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 12

– Dziś rano pani pewnie miała dużo zajęć. Nagle zrobiło mi się go żal. Tak się stara nawiązać kontakt. Znów zobaczyłam ten wymuszony uśmiech.

– Tak, rzeczywiście, musimy doprowadzić dom do porządku możliwie jak najszybciej. A to wymaga czasu. Ale i bez tego nie byłybyśmy dziś na mszy, monsieur le cure.

nie chodzimy do kościoła – wyjaśniłam łagodnie, uspokajająco, ale wyraźnie się zgorszył, nieomal obraził.

– Och, tak.

Byłam zanadto bezpośrednia. On by wolał, żebyśmy na wstępie krążyli wokół siebie jak ostrożne koty.

– Ale bardzo ksiądz uprzejmy, że zechciał przyjść i nas poznać – ciągnęłam żwawo. – Może by ksiądz nam pomógł poznać tutejszych ludzi.

On jest trochę jak kot, doszłam do wniosku. Te zimne, jasne oczy, niewytrzymujące spojrzenia, ta niespokojna czujność i on – taki wystudiowany, pełen rezerwy.

– Zrobię, co w mojej mocy. – Już zobojętniał, wie, że nie będziemy należały do jego trzódki. A przecież sumienie mu nakazuje dać więcej, niż chciałby dać. – Potrzebna pani pomoc?

– No, przydałby się ktoś. Nie ksiądz, oczywiście – dodałam szybko, widząc, że otwiera usta, żeby coś powiedzieć. -Ktoś, kto mógłby popracować za pieniądze. Tynkarz, ktoś do roboty przy urządzaniu… – Poruszyłam bezpieczny temat.

– Nikt taki nie przychodzi mi na myśl – powiedział. Chyba najostrożniejszy ze wszystkich ludzi, których w życiu spotkałam. -Ale rozejrzę się.

Może się rozejrzy. Zna swoją powi

– To na szczęście. – Uśmiechnęłam się.

Omiótł spojrzeniem te symbole wyraźnie urażony.

– Maman. – Głowa Anouk ukazała się w drzwiach, włosy jej sterczały jak krzywe kolce. – Pantoufle chce się pobawić. Możemy wyjść?

Przytaknęłam.

– Ale tylko do ogrodu. – Starłam jej smugę brudu znad nosa. -Wyglądasz jak łobuziak. – Zerknęła na księdza, ale zdążyłam powiedzieć, zanim zrobiła minę. -Anouk, to jest monsieur Reynaud. Nie przywitasz się?

– Dzień dobry! – wrzasnęła, biegnąc do drzwi wyjściowych. – Do widzenia!

Mignęły żółty sweterek i czerwone spodnie kombinezonu w wariackim posuwistym pędzie po zamydlonej podłodze i już jej nie było. Nie po raz pierwszy nagle zobaczyłam Pantoufle'a znikającego w ślad za nią – ciemną plamę na tle ciemnej framugi.

– Ona ma tylko sześć lat – pośpieszyłam z wytłumaczeniem.

Reynaud uśmiechnął się kwaśno, jak gdyby pierwsze zetknięcie z moją córką mogło utwierdzić każdego w najgorszych podejrzeniach wobec mnie.

3

Czwartek, 13 lutego

Chwała Bogu, to już poza mną. Wizyty bardzo mnie męczą. Rzecz jasna, nie odnosi się to do ciebie, mon pere. Moja cotygodniowa wizyta tutaj jest luksusem, mógłbym prawie powiedzieć, moim jedynym. Mam nadzieję, że podobają ci się, mon pere, te kwiaty. Są niepozorne, lecz pięknie pachną. Postawię je przy twoim fotelu, abyś wciąż je widział. I ładny stąd widok masz na łąki i na Ta

Jest nowa parafianka. Niejaka Yia

Nie myśl, mon pere, że cały dzień straciłem na obserwowanie piekarni. Po prostu widzę ten dom stojący prawie naprzeciwko mojego domu – który był twoim, mon pere, zanim stało się to wszystko. Przez cały wczorajszy dzień i połowę dzisiejszego stukał tam młotek, odbywało się szorowanie, pobielanie, malowanie, aż wbrew sobie jestem ciekaw rezultatów. Nie ja jeden. Słyszałem niechcący, jak madame Clairmont przed piekarnią Poitou głośno plotkowała z gromadką przyjaciółek o udziale swego męża w tym remoncie. Padły słowa "czerwone okie