Страница 8 из 94
Porzucił próżne rozmyślania, sięgnął po sakiewkę i wyjął z niej dwie złote monety – zwyczajową cenę za tego typu usługi. Ukrył ten fakt przed Gankisem, lecz dokładnie sobie przemyślał całą sprawę i teraz świetnie wiedział, jak ma się zachować. Po co kusić los? Pozostał więc niewzruszony, kiedy I
Powoli wyjmował je i układał na plaży. Najpierw położył szklaną kulę z figurkami, obok niej różę, a później ostrożnie rozłożył dwanaście paznokci. Przy końcu łuku umieścił skrzyneczkę z maleńkimi filiżankami, dalej rzucił garść niewielkich kryształowych kulek, które zebrał pod koniec poszukiwań, a przy nich położył ostatnie znalezisko: miedziane pióro, ważące niewiele więcej niż ptasie. Skinął głową, że skończył, i zrobił kroczek w tył. Rzuciwszy przepraszające spojrzenie swemu kapitanowi, Gankis nieśmiało dołożył z boku łuku zabawkę z pomalowanego drewna, a potem także się wycofał. I
– To wszystko, co znalazłeś? – spytał z wyraźnym naciskiem. Ke
– Żadnej rzeczy, którą wyrzuci na ten brzeg ocean, człowiek nie może zatrzymać. Woda przynosi tutaj różne przedmioty, ponieważ takie jest jej życzenie. Jeśli jesteś mądry, nie walcz z wolą wiatru i wody. Nikomu z ludzi nie wolno brać tego, co znajduje na Plaży Skarbów.
– Więc wszystko należy do ciebie? – spytał spokojnie Ke
Mimo niesamowitego wyglądu i zachowania I
– To, co ocean wyrzuca na Plażę Skarbów, należy tylko do oceanu. My jesteśmy jedynie stróżami, niczym więcej.
Nieznaczny uśmieszek pojawił się na ustach Ke
– Hm, w takim razie, nie musisz się mną przejmować. Jestem kapitan Ke
Stojący obok młodego pirata Gankis głośno sapnął, I
– Mowa moja będzie tak jasna, że pojmą ją nawet najgłupsi przedstawiciele twego gatunku. Bierzesz to, co do ciebie nie należy, kapitanie Ke
Ostatnie słowa wróżby bynajmniej nie zaniepokoiły Ke
– Złotem kupiłem sobie prawo do zadania jednego pytania, prawda? – zapytał śmiało.
I
– Tak.
– Czy spełnią się moje ambicje?
Torebki powietrzne I
– Zechcesz sprecyzować swoje pytanie?
– Ty wróżysz, nie ja – odrzekł lekko Ke
Stwór spojrzał ponownie na szereg skarbów: różę, filiżanki, paznokcie, figurki w szklanej kuli, pióro, kryształowe kulki.
– Odniesiesz sukces w upragnionej dziedzinie – odparł zwięźle. Twarz Ke
– Wystarczy – warknął Ke
– Skarby oczywiście pozostają na Plaży Skarbów. Dopilnuję, by wróciły tam, gdzie ich miejsce.
– No cóż, dziękuję ci – stwierdził Ke
Rozmyślnie powstrzymał się przed podobnym potraktowaniem róży, podejrzewał bowiem, że kruchy materiał, z którego ją wykonano, nie ustąpi pod naciskiem pirackich butów i nie chciał się ośmieszyć próbując zniszczyć coś, czego zepsuć nie sposób. Pozostałe przedmioty miały dla niego niewielką wartość; I
Za plecami usłyszał, jak bestia syczy z oburzenia. Długo nabierała oddechu, po czym oświadczyła:
– Stopy, która niszczy to, co należy do morza, morze zażąda z powrotem. – Zębate szczęki zamknęły się z kłapnięciem, ucinając ostatnie proroctwo.
Gankis natychmiast ruszył, by dogonić Ke
– Och, było jeszcze jedno znalezisko, z którego mógłbyś mi powróżyć. Ale zdawało mi się, że ocean wyrzucił je dla ciebie, nie dla mnie, więc nie ruszałem go z miejsca. Słyszałem, że członkowie I
I
– Weź je! – błagał. – Zabierz je wszystkie. Proszę!
– Mam zabrać z Plaży Skarbów coś, co ocean uważał za stosowne na nią wyrzucić? Nawet by mi się to nie przyśniło – zapewnił go Ke