Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 27 из 94

Lekko zeskoczył z pokładu do doków. Natychmiast zafalował wokół niego tłum rozgadanych sprzedawców, lecz jedno jego gniewne spojrzenie uciszyło ich wszystkich. Dawno już sobie wyrobił reputację w Łupogrodzie. Myśl ta napełniła go jedynie jeszcze większą goryczą. Ludzie ustępowali, kiedy przepychał się obok nich. Reputacja w Łupogrodzie! Też coś! Była równie ce

Miotał nim gniew, niczym szalejąca we krwi trucizna. Młody pirat zdawał sobie sprawę z tego, że mądrzej byłoby poszukać miejsca, gdzie w samotności przeczekałby ponury nastrój, czuł jednak tak wielką nienawiść do samego siebie i do świata, że nie myślał racjonalnie. Nienawidził lepkiego, czarnego błota ulic i bocznych dróżek, nie cierpiał brudnych kałuż, które przeskakiwał, czuł wstręt do fetoru i hałasu Łupogrodu. Żałował, że nie może wziąć odwetu na swoim świecie i własnej głupocie poprzez zniszczenie wszystkiego wokół.

Wiedział, że nie ma czasu na negocjacje. Nie dbał o to. Pośrednicy w Łupogrodzie pobierali dla siebie tak wielki procent, że właściwie nie warto było robić z nimi interesów. Bardziej się opłacało sprzedać towary w Chalced. Wszystkie łupy, które zdobyli między Chalced i domem, praktycznie trzeba było oddać sępom. Zdenerwowany i roztargniony, sprzedał jedwab za połowę jego wartości, a kiedy kupiec próbował zapłacić równie niewiele za brandy i cindin, Ke

Bez zbędnych ceregieli opuścił sklep.

Na zewnątrz zapadł już letni zmierzch. Z tawern docierały chrapliwe i coraz głośniejsze odgłosy; bzyczenie owadów i rechot żab z okolicznych moczarów i słonawej, bagie

Fala gniewu osłabła, pozostawiając po sobie znużenie i smutek. Rozpaczliwie starał się obarczyć kogoś odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację. Nie chciał przyznać, że wina, jak zawsze, leżała po jego stronie. Nie mógł jej złożyć na kogoś i

Niemal bezwiednie dotarł do burdelu Bettel. Światło przeciekało przez żaluzje niskich okien. Ze środka docierała cicha muzyka i ostry głos śpiewającej sopranistki. W pirackim mieście było zaledwie kilkanaście wielokondygnacyjnych budynków; należał do nich lokal “U Bettel”. Biała farba, maleńkie balkony i czerwone dachówki – budowla wyglądała jak lupanar przeniesiony z Chalced i rzucony w błota Łupogrodu. Donice z kwiatami na schodach przesycały powietrze przyjemnym zapachem, dwie miedziano-mosiężne latarnie kusząco świeciły po obu stronach zielono-złotych drzwi. Pełniący straż dwaj zbóje błyskali w stronę Ke

Uśmiechnął się lekko do nich. Nadal patrzyli na niego, a ich uśmieszki stały się nieco nieprzyjemne i szydercze. W końcu rozstąpili się na boki i prawie się kuląc zrobili mu przejście.

Drzwi burdelu zamknęły się za Ke

Białe drzwi powoli się rozsunęły i śpiew stał się głośniejszy. Ke

– Ke

Właścicielka burdelu podfarbowała swe czarne włosy he

Zignorował jej zrzędzenie. Wiedział, że owe stwierdzenia miały połechtać jego próżność, ale swymi słowami Bettel tylko go rozdrażniła. Oczywiście, że go pamiętała. Płacił w końcu za to. Rozejrzał się ponad jej głową po pomieszczeniu – gustownie umeblowana sala, a w niej trochę zadbanych kobiet oraz mężczyzn siedzących na wyściełanych krzesłach i otomanach. Dwie kobiety uśmiechały się do Ke

– Nie widzę Etty.

Bettel posłała mu spojrzenie pełne pogardy i dezaprobaty.

– No, sądzisz, że tylko ty jeden obdarzasz ją względami? Etta nie może czekać na ciebie bez końca. Skoro przybyłeś tak późno, kapitanie Ke

– Idź po nią natychmiast. Wyślij ją do izby na szczycie. Czekaj! Niech się najpierw wykąpie, ja w tym czasie zjem. Przyślij mi dobry posiłek, ze świeżym chlebem. Żadnych ryb ani wieprzowiny, co do reszty sama zdecyduj. I wino, Bettel. Tylko dobre. Nie te gnijące winogrona, które zaserwowałaś mi ostatnio. W przeciwnym razie nigdy już nie odwiedzę twojego domu.

– Kapitanie, przypuszcza pan, że po prostu zapukam do tamtych drzwi i powiem jednemu z moich gości, że Etta potrzebna jest w drugiej sali? Sądzisz pan, że twoje pieniądze są lepsze niż i

Zignorował ją. Podszedł do umieszczonych w rogu pokoju krętych schodków i zaczął się po nich wspinać. Na drugim piętrze na chwilę się zatrzymał. Miał wrażenie, że za ścianą słyszy bieganinę szczurów. Parsknął z oburzeniem. Otworzył drzwi na ciemne schody i wszedł piętro wyżej. Tu, na poddaszu, znajdowała się izba, która przez żadną ze ścian nie łączyła się z i