Страница 26 из 94
Po raz kolejny zastanowił się nad kosztami i zyskami. Piractwo stałoby się legalne i jego ludziom przestałby grozić stryczek. Ke
– Zaproponuję wam to samo, co podczas trzech ostatnich wizyt w portach. Każdy z was może wziąć wyznaczone mu łupy i sprzedać, gdzie mu się żywnie podoba i najlepiej, jak potrafi. Osoby bardziej cierpliwe i rozsądne mogą pozostawić sprzedaż swoich łupów mnie i matowi. Na pewno znacznie na tym zyskają. Ci, którzy zdecydują się na takie rozwiązanie, niech wrócą na statek pojutrze po swoją dolę. – Popatrzył po twarzach piratów. Niektórzy patrzyli mu w oczy, i
Przerwał. Stojący pod nim mężczyźni denerwowali się i niecierpliwili. Ke
– Przedstaw rejestr naszych zysków, Sorcorze.
Mat był przygotowany. Jak zawsze. Podniósł zwój i rozwinął go, jak gdyby zamierzał z niego czytać, ale Ke
– Ci z was, którzy pragną powierzyć mi swoje dobra, niech ustawią się w kolejce przed moją kwaterą. Pozostali mogą załatwić sprawy finansowe z Sorcorem.
Odwrócił się i odszedł do swojej kajuty. Wiedział, jak wyglądają rozliczenia mata. Marynarze odbierali tyle, ile wyliczał im Sorcor. Na przykład jedna trzecia część beli jedwabiu równała się dwóm piątym beczułki brandy albo połowie miarki cindinu. Skoro piraci nie mieli cierpliwości, by poczekać na gotówkę, przyjmowali wszelki ekwiwalent, jaki Sorcor uważał za stosowne im przyznać. Do tej pory Ke
Kolejka preferujących gotówkę za łupy była rozczarowująco krótka. Kapitan wręczał każdemu z nich po pięć soldów. Sądził, że taka kwota wystarczy im na opłacenie kobiety, alkoholu i jedzenia na wieczór oraz przyzwoitego pokoju w jakiejś gospodzie, gdyby zdecydowali się nie wracać w nocy na statek. Po otrzymaniu pieniędzy marynarze opuścili “Mariettę”. Gdy Ke
Ke
– A zatem, Sorcorze. Jedziesz ze mną zmienić nasz ładunek w złoto?
Mat z zakłopotania przestąpił z nogi na nogę.
– Jeśli nie masz, panie, nic przeciwko temu, chciałbym najpierw trochę czasu dla siebie.
Ke
– Mnie wszystko jedno – skłamał, po czym dodał cicho: – Żałuję tylko, iż nie zdołałem przekonać ludzi, by przekazali mi swoje udziały. Im większe ilości towarów sprzedaję, tym lepszą uzyskuję cenę. Co sądzisz na ten temat?
Mężczyzna przełknął ślinę, potem odchrząknął.
– To ich prawo, panie. Mogą robić ze swoim łupem, co chcą. W Łupogrodzie zawsze tak się działo. – Przerwał i podrapał się w bliznę na policzku.
Kapitan wiedział, że mat długo waży słowa, zanim coś powie.
– To dobrzy ludzie, panie – podjął po chwili. – Dobrzy marynarze, prawdziwi żeglarze. Żaden z nich nigdy się nie wymiguje, czy chodzi o szycie żagla, czy też o wymachiwanie szablą. Ale nie zostali piratami, aby żyć zgodnie z narzucanymi przez kogoś zasadami, niezależnie od tego, jak wielkie korzyści mogliby dzięki temu osiągnąć. – Z trudem wytrzymał wzrok Ke
Chwilę milczał, po czym nagle nabrał pewności siebie.
– Ciężko pracują i chcą się nacieszyć swoimi zarobkami – ciągnął. – To zaprawieni marynarze, a nie odrzutki z lupanaru. Sprzedając ich łupy, sugerujesz im, panie, że sami nie potrafią tego zrobić. Obrażasz ich. – Potrząsnął w zamyśleniu głową. – To dzielni ludzie. Zdobyłeś ich sobie, panie. Poszliby za tobą w ogień. Ale wykaż się mądrością i nie próbuj decydować za nich. Cała ta gadka o królach i przywódcach bardzo ich niepokoi. Nie można zmusić człowieka, by dobrze dla ciebie walczył… – Sorcor urwał i spojrzał nagle na Ke
Młody kapitan poczuł przypływ lodowatego gniewu.
– Nie wątpię, że tak, Sorcorze. Dopilnuj wachty, ponieważ nie wracam tej nocy. Zostawiam statek w twoich rękach.
Po tych słowach odwrócił się i odszedł. Nie obejrzał się, nie spojrzał matowi w twarz. Jego stwierdzenie oznaczało rozkaz pozostania na statku przez noc, ponieważ umówili się, że podczas pobytów w porcie zawsze któryś z nich będzie spał na pokładzie. No cóż, niech sobie Sorcor zrzędzi. Przecież właśnie paroma zdaniami sparaliżował wszystkie marzenia, którymi Ke