Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 21 из 62

Tak długie krążenie wynikające z tego, że jedne słowa pociągają za sobą następne, sprawiając wrażenie, że nie robią nic oprócz spełniania pragnień kogoś, kto w końcu będzie musiał za nie odpowiedzieć, a w rzeczywistości wprowadzają go w błąd, wiodąc do kulminacyjnego punktu narracji pozostawionej w miejscu bez nazwy i bez historii, do czystego dyskursu bez powodu ani celu, który można by uczynić scenerią albo ozdobą nie wiedzieć jakiego dramatu czy opowieści, to krążenie rozpoczęte pytaniem o godziny snu i jawy, zwieńczone wyświechtaną refleksją o krótkotrwałości życia i długowieczności nadziei, to krążenie, zakończmy, znajdzie usprawiedliwienie, jeśli nagle zadamy sobie pytanie, ile razy podczas całego życia człowiek podchodzi do okna, ile dni, tygodni, miesięcy tak spędza i dlaczego. Zwykle robimy to, aby sprawdzić, jaka jest pogoda, żeby zobaczyć niebo, żeby marzyć przy księżycu, żeby odpowiedzieć na czyjeś wołanie, żeby obserwować sąsiadów, a także żeby zająć czymś oczy, podczas gdy myśl towarzyszy plączącym się obrazom, zrodzonym jak rodzą się słowa, ot tak sobie. To mgnienie, krótkie chwile i długie kontemplacje tego, co nigdy nie zostanie ujrzane, gładkiej, ślepej ściany, miasta, szarej rzeki albo wody kapiącej z dachów.

Raimundo Silva nie otworzył okna, spogląda przez szybę, a w rękach trzyma książkę, otwartą na fałszywej stronie, tak jak mówi się, że fałszywą jest moneta wybita przez kogoś, kto nie miał na to pozwolenia. Deszcz głucho rozbrzmiewa na cynkowej blasze daszku i on go nie słyszy dlatego, że, jak powiedzielibyśmy, poszukując porównania odpowiedniego do sytuacji, deszcz jest jakby jeszcze odległym odgłosem ko

Pewni autorzy, może z powodu nabytego przeświadczenia albo z powodu usposobienia ducha, z natury swojej nie znajdującego upodobania w cierpliwych dociekaniach, cierpią na myśl o tym, że nie zawsze istnieje linearny i jednoznaczny związek pomiędzy tym, co nazywamy przyczyną, i tym, co z racji tego, że następuje później, nazywamy skutkiem. Twierdzą oni, i trudno nie przyznać im racji, że odkąd świat światem, mimo że nie wiemy, kiedy powstał, nigdy nie widziano skutku nie mającego swej przyczyny i że wszystkie przyczyny, czy to za sprawą przeznaczenia, czy też z powodu zwykłego mechanicznego działania, powodowały i będą powodować skutki, które, co istotne, powstają natychmiast, nawet jeśli przejście od przyczyny do skutku umknęło uwagi obserwatora albo dopiero po długim czasie zostaje bardziej lub mniej precyzyjnie zrekonstruowane. Idąc dalej, wystawiając się zuchwale na niebezpieczeństwo, utrzymują rzeczeni autorzy, że wszystkie widoczne dziś i rozpoznawalne przyczyny spowodowały już swoje skutki, nie musimy nawet czekać, aż się objawią, oraz że wszystkie skutki, już objawione albo dopiero mające się objawić, mają swe nieuniknione przyczyny, choć z powodu naszych wielorakich ograniczeń nie jesteśmy w stanie ich zidentyfikować i odpowiednio przyporządkować, nie zawsze w sposób linearny, nie zawsze w sposób jednoznaczny, jak to stwierdzono na początku. Mówiąc teraz tak jak wszyscy ludzie, i zanim te tak uciążliwe rozważania pchną nas w kierunku bardziej złożonych problemów, jak dowód na przypadkowość świata Leibniza albo dowód kosmologiczny Kanta, co nieuchro

Ten wniosek, mający tyle z niepewności co przezorności, pozwala nam, dzięki zręcznej zmianie planu narracji, powrócić do redaktora Raimunda Silvy dokładnie w chwili dokonywania czynu, którego przyczyn nie mogliśmy przeniknąć, pochłonięci smakowitym badaniem ogólnym przyczyn i skutków, szczęśliwie przerwanym w chwili, gdy pojawiło się zagrożenie ontologicznym i paraliżującym przygnębieniem. Czyn ten, tak jak wszystkie, jest skutkiem, lecz jego przyczyna, któż wie, czy znana samemu Raimundowi Silvie, zdaje się nam nieprzenikniona, gdyż trudno pojąć, biorąc pod uwagę dostępne dane, dlaczego ów człowiek wylewa do kuche