Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 62 из 62

Wielka radość zapanowała w pięciu obozach, bo nawet na Wzgórzu Dziękczynienia zapomniano o nieśmiałości, kiedy zgromadzonemu wojsku obwieścili heroldowie akt łaski jego królewskiej mości, według którego wszyscy żołnierze, bez względu na stopień i starszeństwo, mieli prawo do łupienia miasta, według zwyczajów i z zachowaniem części przynależnej koronie i przyobiecanej krzyżowcom. Wiwatowano tak długo i tak głośno, że Maurowie przestraszyli się, iż nadeszła pora ostatecznego uderzenia, choć żadne wcześniejsze przygotowania niczego takiego nie zwiastowały. Rzeczywiście nic takiego się nie wydarzyło, ale z wysokości murów mogli zobaczyć, jak wrzały działaniem obozy, zupełnie jak mrówki poruszone nagłym odkryciem stołu zastawionego przy ścieżce, na której dotąd znajdowały tylko zeschnięte liście i okruchy jedzenia. W ciągu godziny cieśle doszli do porozumienia, po dwóch godzinach place budowy kipiały gorliwością, gdzie jak dotąd korniki stopniowo przejmowały obowiązki robotników przy budowie wież, jest to przenośnia, bo korniki nie są wyposażone w przyrządy do cięcia i wiercenia zdolne przezwyciężyć świeże drewno, a po trzech godzinach przyszedł komuś do głowy pomysł, że po wykopaniu głębokiego dołu pod murami i napakowaniu go drewnem, i podpaleniu, skruszą się kamienie i rozsypie zaprawa, dzięki czemu i jeśli Bóg by trochę popchnął, wszystko runie na ziemię w ciągu jednego pacierza. Mamrotać będą sceptycy i ci, którzy zawsze szkalują naturę ludzką, że ci ludzie, wcześniej obojętni na miłość ojczyzny i przyszłość kolejnych pokoleń, z chęci szatańskiego zysku wkładają teraz w pracę nie tylko twardy wysiłek ciała, ale także niewidzialne poruszenia duszy i inteligencji, jednak trzeba powiedzieć, że tkwią w błędzie, bo motorem tego działania i przyczyną radości było zadowolenie wywołane obietnicą sprawiedliwości, która nie wyróżnia nikogo i każdego czyni użytkownikiem pełnego i nieprzekupnego prawa.

Wraz z tym nowym usposobieniem chrześcijan, widocznym nawet ze znacznej odległości, w szeregi Maurów zaczęło wkradać się zniechęcenie, i jeśli dla większości sama konieczność walki z rodzącą się słabością stawała się źródłem nowych sił, to jednak niektórzy nie wytrzymali presji strachu rzeczywistego i wyobrażonego i próbowali ratować skórę pośpiesznym chrztem, tym samym skazując na potępienie swą islamską duszę. Ciemną nocą, przy użyciu zaimprowizowanych sznurów, zsunęli się po murach i w ukryciu, pośród ruin podgrodzia i krzaków, oczekiwali na dzień, aby się ujawnić. Z wzniesionymi w górę rękoma, z linami, które pomogły im uciec z miasta, okręconymi wokół szyi jako symbol poddania i posłuszeństwa, ruszyli w stronę obozu, krzycząc jednocześnie, Chrzest, chrzest, wierząc w moc ochro

I w ten sposób nadeszła Noc Przeznaczenia, ta, o której mówi się w dziewięćdziesiątej siódmej surze Koranu i która upamiętnia pierwsze objawienie proroka, i podczas której, zgodnie z tradycją, objawiają się wydarzenia całego roku. Jednakże na tych Maurów z Lizbony przeznaczenie nie będzie czekało tak długo, dopełni się w tych dniach, i nadeszło nieoczekiwanie, bo nie objawiła go Noc sprzed roku albo nie potrafiono odczytać tajemnicy, sugerując się tym, że chrześcijanie znajdowali się jeszcze tak daleko na północ, ten podły Ibn Arrinque i jego galisyjskie wojsko. Nie można dociec powodu, dla którego Maurowie wzniecili na całej długości murów ogromne ognie, które jak wielka ognista korona otaczały miasto, płonęły całą noc, napawając strachem i religijnym niepokojem serca Portugalczyków, których zdumiewające widowisko być może natchnęłoby wątpliwościami co do bliskiego zwycięstwa, gdyby nie mieli wiarygodnych informacji o aktach rozpaczy, do jakich posunęli się nieszczęśnicy. O świcie, kiedy almuademowie zwołali wiernych na modlitwę, ostatnie kolumny czarnego dymu pięły się pionowo w górę ku przejrzystemu niebu i zabarwione przez słońce na czerwono snuły się, pchane słabą bryzą, ponad rzekę, w kierunku Almady, jak groźba.

Rzeczywiście dopełniły się dni. Podkopywanie się dobiegało końca, trzy wieże, normandzka, francuska i portugalska, której budowa szybko dogoniła dwie pozostałe, rosły w pobliżu murów jak ogromni księża wznoszący straszliwą pięść, mając obrócić w perzynę barierę, której zaczyna teraz brakować cementu woli i odwagi. Maurowie spoglądają jakby we śnie na zbliżające się wieże i czują, że ich ramiona ledwie mogą unieść miecz i naprężyć cięciwę łuku, że zamglone oczy nie potrafią ocenić odległości, oto zbliża się klęska gorsza niż śmierć. W dole ogień trawi mur, z wykopu wydobywają się kłęby dymu jakby z dogorywającego smoka. I wtedy właśnie ostatnim wysiłkiem Maurowie, usiłując we własnej rozpaczy znaleźć ostatnie siły, rzucają się naprzód przez Bramę Żelazną, aby jeszcze raz podpalić wieżę, bo z góry nie udało się jej zniszczyć, tym razem jest lepiej chroniona. Z jednej i drugiej strony zabija się i umiera. Udaje się wzniecić ogień, ale pożar się nie rozprzestrzenia, Portugalczycy bronią wieży z taką samą furią, z jaką Maurowie atakują, ale w pewnej chwili, jedni ranieni, i


Понравилась книга?

Поделитесь впечатлением

Скачать книгу в формате:

Поделиться: