Страница 86 из 108
– Pani. Arkach będzie palić Las i nie zdołacie go powstrzymać. Chorzy Ludzie palą go od swojej strony. Ale my nie chcemy waszej zagłady. Chcemy zawrzeć układ. Zagwarantujemy absolutną nienaruszalność Lasu w zamian za prawo przejścia.
– Ta ziemia spłynie krwią – przerwała jej Starsza Starsza.
– Przykro mi to mówić… ale nie sądzę. A może inaczej. Spłynie krwią, ale nie żołnierzy Arkach. Wypalenia są w tej chwili tak wielkie, że sami zdajecie sobie sprawę, że tego nie da się już powstrzymać. – Ryzykowała strasznie, nie znała oczywiście rozmiarów wypaleń. Ale znała Biafrę. – Pani, proponujemy układ. Zawieszenie broni. Współpracę. A mówię w imieniu mojej królowej.
– Nie zgodzimy się na to, by obcy przemierzali te knieje.
– Przez trzy lata nie. Potem będzie tu szlak handlowy wśród popiołów.
Uderzyła w jakąś czułą strunę. Kobieta poruszyła się nieznacznie.
– Nie znacie wszystkich naszych możliwości.
– A wy nie znacie naszych. W przyszłym roku połowy Lasu już nie będzie. Chorzy Ludzie od swojej strony postąpią tak szybko, że…
– Oni mają same bagna i uroczyska. Nie spalą niczego.
– Oni dadzą jednego zabitego żołnierza na jeden krok terenu. Oni mają nóż na gardle. A my jesteśmy w stanie powstrzymać nawet Chorych Ludzi. Jesteśmy w stanie zagwarantować nienaruszalność Lasu. Możemy…
– Niczego nie możecie.
– A sól, pani? Dostarczymy wam sól.
Kobieta zerwała się na równe nogi.
– Skąd o tym wiesz??? Kto ci to zdradził?! – Jej oczy ciskały gromy. – Mów, bo każę obedrzeć ze skóry i zdrajcę, i ciebie jednocześnie.
Achaja uśmiechnęła się zimno.
– Jestem majorem wywiadu, proszę pani. – Usiłowała powściągnąć nerwy. – Nasza propozycja jest taka: sól, stal, nienaruszalność granic, dowolne cła z waszej strony, pokój.
Kobieta usiadła na swoim miejscu.
– I powstrzymacie Chorych Ludzi? Jak? Skoro nie możecie się z nimi porozumieć?
– Powstrzymamy ich, pani. Damy wam sól, damy stal, damy pieniądze, damy broń i wszystko co zechcecie.
– Za co?
– Za szlak handlowy do Chorych Ludzi. Na waszych warunkach. Wasze cła, wasze myta, wasze przewozowe. Nie będziemy się wtrącać. Chcemy mieć szlak. A jak go dostaniemy, nie będzie już wypaleń Lasu. Będzie pokój i przyjaźń między naszymi królestwami. Jeśli ktoś będzie chciał palić Las, armia Arkach ruszy na niego.
Ar
– Ona nie wie, co to cła.
– Pani – podjęła natychmiast Achaja. – Jeśli karawana będzie przewozić dziesięć sztuk towaru, to wy weźmiecie sobie dwie sztuki. Tylko za to, że przejadą przez Las pod waszą ochroną. Albo ekwiwalent w soli lub w stali czy czymkolwiek i
Starsza Starsza zagryzła wargi.
– Nie spalicie całego Lasu. Las jest nieprzebyty.
– Spalimy, pani. Wiem, że za to, co mówię, grozi nam stukrotne umieranie. Ale… Spalimy go, pani. W trzy lata.
– To są fakty, pani – dodała Ar
– Paliliście Las od wielu lat. Od wielu pokoleń. Odkąd pamiętamy. Las istnieje nadal, a kości tchórzliwych podpalaczy dawno już rozrzuciły zwierzęta!
– Pani – Achaja pochyliła głowę – nigdy przedtem nie mieliśmy noża na gardle. Teraz mamy. Biafra zrobi z tego cuda popielisko. W trzy lata.
– Pani – Ar
– Pani – powiedziała Ar
– Pani – Achaja uniosła się lekko na kolanach – karawany nie muszą przecież chodzić, gdzie chcą. Można im wyznaczyć szlak. Jak ktoś zboczy ze ścieżki… zabijecie! Ich wina. Nikt nie będzie wam miał za złe. Mogą nocować w wyznaczonych miejscach otoczonych ostrokołami, żeby nie widzieli niczego, co się dzieje w Lesie, ale… w Lesie, pani, nie na pogorzelisku. Bierzcie, co chcecie z ich towarów, ale przepuście Chorych Ludzi do nas. Biafra się cofnie. Chorzy Ludzie się cofną. Nie będzie podpalania!
– Chorzy Ludzie się nie cofną! – powiedziała Starsza Starsza.
– Cofną się, pani. Puść mnie do nich, a zapewniam cię, że cofną się w przeciągu dziesięciu dni. Nie będzie więcej podpaleń. Nam chodzi tylko o szlak. Wasz szlak. Możecie brać, co chcecie.
– Cła, myta, sól, stal, co chcecie – dodała Ar
– To będzie koniec Lasu – powiedziała Starsza Starsza.
– Nie! Nie! – skłamały Achaja i Ar
– Nikt i nigdy nie deptał Lasu swoimi stopami. Nikt nie przeszedł go żywy.
– Pani. Biafra spali was w trzy lata – powtórzyła Achaja.
Ar
– Pani. Chorzy Ludzie spalą was, zanim Biafra dojdzie do połowy. Pani…
Starsza Starsza powstrzymała je ruchem ręki.
– Chorych Ludzi nie powstrzymacie. Oni palą Las, nie bacząc na bagna. Oni mają coś, co dymi i wybucha, oni… – Wyraźnie zmieniła zdanie co do skuteczności Chorych Ludzi. Najwyraźniej nie tylko Biafra dobrał się im do skóry. Po tamtej stronie ktoś również musiał stracić już cierpliwość. – Oni mają broń, która razi niewidzialnymi strzałami.
– Powstrzymamy, pani – odważyła się przerwać Achaja. – Dostaniecie tę broń, pani.
– Tak? – Starsza Starsza zamyśliła się na chwilę. – Dobrze. Właśnie zmierza tu ich karawana. Zamierzaliśmy ich wpuścić głębiej i pozabijać, jak już będą mieć nadzieję w sercach. Nadzieję na przejście Lasu. Ale dobrze. Jeśli przekonasz ich i sprawisz, że w przeciągu trzydziestu dni Chorzy Ludzie przestaną palić las, wtedy porozmawiamy. Będziemy mówić raz jeszcze. Wtedy wysłucham, co naprawdę macie do powiedzenia.
Wstała szybko, a wraz z nią cała rada. Obie, Achaja i Ar
– I jak? – szepnęła czarownica.
– Świetnie. Dzięki za ten krzak – mruknęła Achaja – i za te drzewa.
Aiiiiiiiiiiii wyskoczyła zza drzewa.
– I co? – spytała podniecona. – Rozmawiałyście?
– Tak. Dzięki.
– To teraz dasz mi się pokonać przy moich koleżankach. Tak, tak! Dasz się pokonać, co?
– My zawsze dotrzymujemy słowa – wtrąciła się Ar
– Wiem, wiem. Ona – kopnęła przyjacielsko Achaję w ramię – ma nami dowodzić. Uueee… Obca smarkula będzie rządzić wojownikami. Pewnie się zbłaźni.
– Pewnie nie – mruknęła czarownica. – Nie mogę powiedzieć, że ją lubię. Ale wiem, że raczej potrafi dowodzić ludźmi.
– Zbłaźni się! I ją wyśmieją. Cha, cha, cha będzie, ot co.