Страница 47 из 108
– Wy gnoje jedne! – ryczał Biafra. – Jak daleko, ciekawym, ujedziecie, zanim was moi żołnierze dopadną?
Poseł Luan zbliżył się, patrząc z pewną pogardą na adwersarza.
– Panie generale Biafra – powiedział spokojnie. – Pan grozisz godności posła! Opamiętaj się pan, bo Arkach zdolność honorową utraci.
– Co?
– Nie godzi się poselstw atakować, o czym pan wiesz równie dobrze jak ja. Przegrałeś pan, wasza mistyfikacja się nie udała. Trudno. Teraz już tylko zęby zagryźć można, boś się pan za wcześnie wygadał. – Poseł uśmiechnął się z wyższością. – Bywaj! – Skinął na swojego woźnicę. – Przykro mi, że w takich okolicznościach się rozstajemy.
– Zaraz. Ubić was nie mogę… Ale krzyczeć chyba wolno?
– Krzyczeć wolno – odparł wyniośle poseł, wsiadając do wozu. – Jak i szczekać psom zawsze dozwolone, mój panie.
– A to mi w zupełności wystarczy. – Biafra uśmiechnął się skromnie. Odwrócił się i ryknął do zgromadzonego na placu wojska: – Dywizjaaaaaaaa… Na moją komendęęęęęę, krzyczeć: „Tchórze”! Wykonać!
Dywizji nie trzeba było powtarzać. Wykonała ten niezbyt regulaminowy rozkaz z wielkim poświęceniem, początkowo niezbornie, potem w większym ładzie. Skandowanie: „Tchó-rze!!! Tchó-rze!!! Tchó-rze!!!” za odjeżdżającym poselstwem Luan niosło się echem wśród drzew.
Królowa podeszła do medyka.
– Będzie żyć? – spytała, nachylając się nad Achają.
– To już w woli Bogów, Wasza Wysokość – skłonił się medyk. – Rana brzucha, nie wiem jak głęboka, ręka rozcięta do złamanej kości i… w życiu nie widziałem tego, pani. Ona ma skurcze chyba we wszystkich mięśniach swojego ciała.
– Zrób, co możesz. Szlachectwem nagrodzę, jak ci się uda!
– Zrobię co w mojej mocy, Wasza Wysokość. – Medyk ukląkł, jeszcze niżej skłaniając głowę. – Ale jej życie w rękach Bogów teraz. Ja niczego nie zaniedbam. Niczego nie pominę. Ale jej życie w rękach Bogów.
Księżniczki otaczające władczynię patrzyły przerażone, jak medyk rozbiera Achaję. Wszystkie zobaczyły niewolnicze piętno na jej pośladku.
– Muszę ją nagrodzić, jeśli przeżyje – powiedziała Królowa. – Jeśli ktoś odznaczy się jak ona. Honor Królestwa uratuje. Powi
– Pani! – Jedna z księżniczek przypadła do nóg władczyni. – Toż to prostytutka i niewolnica!
– Pani! – pochyliła się w ukłonie druga. – Jak będą mówić o honorze Arkach, jeśli księżniczką zostanie… – Zawahała się. – Ja już nie mówię, że niewolnica, która może nas zdradzić. Co będzie, jeśli księżniczką zostanie ladacznica?! Co powiedzą i
Królowa zawahała się, ale tylko przez chwilę.
– Wolę prostytutkę, która mi całą dywizję uratowała, swoim życiem płacąc, niż księżniczkę, która mi tę dywizję straciła.
– Będzie jak rozkażesz, pani – powiedziała trzecia. – Ale czy godzi się wystawiać honor Arkach na śmieszność? Co powie król Dery, jeśli jego poselstwo przyjmie prostytutka w barwach książęcych i suknię zadrze, żeby się przypodobać? Czy to się godzi, pani?
– A godzi się całą dywizję na śmierć wystawić tylko dlatego, że się ktoś schlał, miał tytuł i był za głupi, żeby knowania nieprzyjaciół rozeznać?
– To się nie godzi, pani – odparła ta na kolanach. – Ale to była księżniczka, o honor walczyła.
– Czyj? – krzyknęła Królowa. – Całą dywizję mogli rozsiec! To głupie, małe dziecko, które tu leży, i Biafra, który jedyny ma głowę na karku, uratowali razem trzy tysiące ludzi! Gdyby nie oni, mielibyśmy tu trzy tysiące trupów! Co ja bym powiedziała ich rodzinom? Że co? Że bitwa była? Musiałabym się zabić albo abdykować!
– Pani, ja…
– Milcz! Oznajmiam wszystkim, że jeśli dziewczyna przeżyje, będzie księżniczką Arkach i być może po raz pierwszy w dziejach ten tytuł zabrzmi dumnie.
Królowa, wściekła, nagle odwróciła się i odeszła szybko. Biafra czekał już jednak w pobliżu.
– Pani?
– Ach, to ty – Zatrzymała się. – Dziękuję ci, Biafra.
– Za cóż, pani?
– Słuchaj… Jesteś ostatnim gnojem, jesteś taką swołoczą, że ziemia nie powi
Biafra uśmiechnął się i przestąpił z nogi na nogę.
– Pani, Bogowie Bogami. Ja rozumiem, darowanie, te sprawy. Ale ja konkretnej nagrody wyglądam.
Królowa żachnęła się tylko.
– Czego chcesz? Książęcego tytułu? Tyś mężczyzna przecież, księżniczką nie zostaniesz nigdy.
– E… Wszystkie wakujące tytuły książęce prostytutki teraz biorą, jak słyszałem. Ja, jak rzekliście, mężczyzna, tyłka nikomu nie nadstawię, więc to nie dla mnie.
Coś łączyło Królową i Biafrę. Coś bardzo silnego. On był chyba naprawdę jej strasznie potrzebny. Ktokolwiek i
– Czego chcesz? – warknęła.
– Jej – powiedział Biafra rzeczowo, wskazując na Achaję leżącą w namiocie medyka. – Na własność!
– Toż ona ledwie żywa! – żachnęła się Królowa. – Zaraz… Co ty chcesz z nią robić, świntuchu?
– Chcę ją mieć na własność – powtórzył. – Do wyłącznego rozporządzania.
– Co tobie? U nas niewolnictwa nie ma.
– Nie zrozumieliście mnie, pani. Ona księżniczka, nie moja niewolnica. Chcę ją mieć w służbach zaopatrzenia i rozpoznania.
– Toż jako księżniczka będzie tobą rządzić! Takie jej prawo.
– Poradzę sobie. – Uśmiechnął się lekko. – Naprawdę sobie z nią poradzę. Niech mną rządzi, jeśli tak trzeba. Ma być u mnie. Zrób ją, pani, majorem wojsk zaopatrzenia i rozpoznania, wyżej i tak nie podskoczy z kaprala, nawet jako księżniczka, tylko ty to możesz sprawić. Ja będę nad nią miał władzę służbową jako generał, ona nade mną administracyjną, jako księżniczka. Zupełnie mi to wystarczy.
– Dobra. Masz ją – mruknęła. – Nie zrób jej krzywdy, świnio!
– Nie wygląda na taką, co sobie da zrobić krzywdę – uśmiechnął się zimno. – Nawet Virion nie za bardzo potrafił to sprawić.
ROZDZIAŁ 8
Grubo ponad rok przygotowań, intryg i topienia pieniędzy w różnych przedsięwzięciach zaczęły nareszcie przynosić efekty. Wielki Książę Tau został związany wojną na wschodzie – Symm zaatakowało, ale tym razem wsparte siłami swojego niedawnego wroga, księstwa Li
Rada Królewska wierzgała jak nieudolnie podkuwany ogier. Królewscy Donosiciele byli jednak spenetrowani przez Mikę na tyle głęboko, że Rada mogła sobie wierzgać. Wiedziała mniej więcej tyle, ile powiedziało jej jedyne źródło informacji, czyli tyle, ile Mika zdołał wypocić w swoich lipnych raportach.
Zakon odzyskał swoich informatorów. Tyle tylko, że dzięki Zaanowi Biuro Handlowe wiedziało, kto jest kim i o czym donosi. Mika musiał stworzyć specjalny wydział pisania donosów, który kształtował przesyłaną informację, cyzelował, właściwie to nawet pieścił, przemieniał w poezję, wykuwał prawdziwą maestrię skurwysyństwa.
Sytuacja jednak wcale nie była dobra. Zmontowanie większego spisku, który obejmowałby choćby trzy wielkie rody, nie udawało się i pozostawała jedynie opcja brutalna: frontalny atak na wszystkich, czyli popełnienie samobójstwa. Jeśli jednak nic się nie uda zrobić, to szansa na to, że Sirius przeżyje kolejny rok, była żadna.