Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 106 из 108

Podeszła do Biafry.

– Słuchaj, świnio. Zrobię to dla ciebie, ale…

Spojrzał na nią zdziwiony.

– Zwolnisz z wojska tę Lo

– Kogo?

– Tę służącą, co ma chorą matkę. Zrobisz to.

Wzruszył ramionami. Spojrzał na nią z ukosa.

– Jak nie ona, to zginie jakaś i

– Zamknij się.

Znowu wzruszenie ramion. Dochodzili właśnie do strzelistej wieży położonej wśród gęstych drzew. Wokół kręciło się już kilku zaaferowanych służących, ale Biafra nie okazał zdenerwowania. Znowu jego ludzie. Miał ich chyba wszędzie. Brakowało tylko cesarza Luan, który powinien wyłonić się z krzaków, zasalutować i złożyć meldunek.

– Harmeen – Biafra podniósł pochodnię – pluton niech otoczy wieżę. Strzelać do wszystkiego, co będzie chciało wyjść.

– Tak jest!

– La

– Tak jest!

– Sierżancie.

– Sierżant Shha melduje się na rozkaz! – Dziewczyna podskoczyła błyskawicznie.

– Widzisz to okno, gdzie pali się światło?

– Tak jest, proszę pana generała!

– Weź trzech najlepszych strzelców i trzymajcie palce na spustach. Jak zobaczycie w oknie chociaż cień… Strzelajcie.

– Tak jest! Mayfed, Chloe, Sharkhe! Ruszać tyłki, głupie owce! Mayfed, ty jesteś najlepsza, ładuj dupę na to drzewo! Chloe, psia twoja mać! Przyklej się do muru i mierz w górę! Sharkhe do mnie, no, ruszaj się, krowo!

Biafra pchnął ciężkie, okute spiżem skrzydło drzwi. Wziął od jednego ze sług podłużny pakunek, odwinął szmatę i rzucił Achai luański miecz. Lekki, średniej długości, bogato zdobiony. Ciekawe komu z poselstwa został ukradziony?

Ar

– Wywalamy? – spytała przejęta.

Biafra skrzywił się lekko. Zapukał energicznie i wszedł jako pierwszy. Czarownica, starsza, kostyczna kobieta, siedziała za stołem, na którym stał tylko lichtarz z kilkoma świecami. Na idealnie czystym blacie nie było żadnego i

– Przyszedłeś mnie zabić? – spytała czarownica.

Biafra wydął wargi. Zerknął na swoje dziewczyny.

– No… – szepnął. – Już!

Spojrzały po sobie, nie rozumiejąc.

– On wam mówi, że macie już zacząć mnie zabijać – wyjaśniła czarownica spokojnie. Dopiero teraz podniosła oczy. – Witaj, Ar

– W… witaj.

– No, co z tobą? – Starsza kobieta za stołem skrzywiła się lekko. – Skoro już zostałaś morderczynią, no to zacznij zabijać.

Dziewczyna, niepewna, spojrzała znowu na Achaję. Ta również nie miała zbyt tęgiej miny.

– No, no – czarownica wykorzystała chwilę ciszy – widzę, że pani major „Rzeźnik” Achaja też raczyła się pofatygować. Słyszałam, że zabiła pani Viriona i sześciuset jego rębajłów. Cóż za wyczyn.

Achaja z trudem przełknęła ślinę.

– Niech pani nie wierzy we wszystko, co o mnie mówią.

– No, zróbcie coś – warknął Biafra.

– A ty co? – Czarownica spojrzała na niego. – Jak zwykle. Nigdy własnymi rączkami?

– Chcesz zgubić Arkach, kretynko! – Szarpnął się, ale nie podszedł nawet o krok. – Dzięki tobie Luan będzie tu za dwa lata!

Czarownica wzruszyła ramionami.

– Wiem, wiem – szepnęła. – Nie mówisz w tej chwili do mnie. Tylko do tych twoich zestrachanych dup, które jakoś nie mogą na mnie ruszyć. Chcesz je natchnąć miłością do królestwa – roześmiała się. – To ty, idioto, chcesz zniszczyć Arkach. Chcesz go wplątać w awanturę, której już nie przeżyje.

– Zabijcie ją, kurwa! – ryknął Biafra na Achaję i Ar

– Aż tak mnie nienawidzisz? – uśmiechnęła się czarownica. – Nie możesz zapomnieć, że nie poparłam cię przy reformie armii?

– Sprawiasz kłopoty, stara.

– Wygadałeś się. Cała intryga na nic.

– Nie doceniasz mnie – wrzasnął. – Intryga jest bardziej skomplikowana. – Zerknął na swoje dziewczyny. – Zaraz będzie tu królowa. Achaja, masz więc wybór. Zabić mnie, a siebie posłać na wieczną banicję, albo ją! Ar

Ar

– No już! – krzyknęła przestraszona. – Bierz ją!

Achaja podniosła miecz i skoczyła do przodu, odbijając się z obu nóg. Czarownica była jednak szybsza. Podniosła dłoń do ust. Ar

Siedząca na drzewie Mayfed, widząc cień, strzeliła precyzyjnie przez pokrytą szronem szybę. Czarownica z bełtem w plecach wybiła okno wraz z framugą i odwinęła się w tył. Chloe strzeliła z dołu, osłaniając oczy przed spadającymi na nią odłamkami szkła. Shha i Sharkhe wystrzeliły chwilę później. Obie trafiły w spadające ciało. Martwe już zresztą. La

Chloe osłoniła się kuszą, ale i tak czarownica spadła na nią, pokrywając krwią wszystko wokół.

W wieży Biafra wstał spod ściany, klnąc coraz głośniej.

– Egzekutorzy mi się trafili, psiakrew!!! – Usiłował powstrzymać krew lecącą z nosa. Popatrzył na zdemolowany, płonący pokój. – Chodźcie wreszcie, nieustraszone zabójczynie, bo wam tyłki spłoną.

Pchnął drzwi i zbiegł po schodach, zasłaniając twarz chustką. Ar

Biafra klął. Potem jednak podszedł do Achai.

– Czegoś się jednak od ciebie nauczyłem.

– Czego?

– Patrz. – Uśmiechnął się i ryknął: – Która żołnierz siedziała z kuszą na tym drzewie?!

– Melduje się szeregowa Mayfed!

Biafra zdjął z dłoni swój wielki pierścień z godłem królestwa i rzucił go przestraszonej dziewczynie.

– Masz! – Mrugnął do niej. – Jak twoje wnuki będą oglądać ten pierścień, to niech wiedzą… że ich babcia jednym strzałem uratowała Królestwo Arkach!

W oczach Mayfed nagle pojawiły się łzy.

– Ja… ja… – Powstrzymywane łzy popłynęły nagle po policzkach szerokimi strumieniami.

– Jednym strzałem – powtórzył Biafra. – Nie zapomnijcie powiedzieć o tym wnukom wyraźnie.

– Tak jest! – Mayfed rozbeczała się kompletnie. Patrzyła na swój pierścień, za który mogła sobie kupić ze dwie wsie, a może i folwark. I było jasne, że nie sprzeda go nigdy. Za żadne skarby świata. Że to niepozorne, ryte w szlachetnym kamieniu godło będzie przechodzić w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Że będzie początkiem legendy.

– Dawać tu te trzy pozostałe – rozkazał Biafra. Uporał się nareszcie z chustką. Zdołał już nawet jakoś wytrzeć nos. – Dawać dowódcę oddziału!

Shha zameldowała obecność Sharkhe i Chloe, która usiłowała wytrzeć krew ze swojej twarzy. La

– Dobry masz oddział, poruczniku. Od jak dawna masz swój stopień?

– Od lata, panie.

– No to nie mogę cię mianować kapitanem – przerwał jej. – Ktoś powstrzymał sługi biegnące od pałacu. Kto?