Страница 58 из 72
Wilber przeplata w książce swoje refleksje zapiskami prowadzonymi przez umierającą żonę. „Zawsze zmagałam się z pytaniem, co jest dziełem mojego życia? Być może zbyt duży nacisk kładłam na działanie, a zbyt mały na bycie? To spostrzeżenie przynosi ulgę. Nareszcie mogę być sobą. Przestanę starać się być jak mężczyzna i zacznę rozkoszować się tym, że jestem kobietą”. Tuż przed śmiercią Trei, Wilber notuje: „Byliśmy różni i może to odnosi się do wszystkich kobiet i mężczyzn. Nauczyliśmy się doceniać te różnice – nie tylko je uznawać, ale odczuwać wdzięczność za to, że istnieją. Naszym ulubionym powiedzeniem stało się zdanie z Platona: «Mężczyźni i kobiety byli kiedyś jednością, ale potem zostali rozdzieleni i odtąd poszukiwanie, i pragnienie tej jedności jest nazywane miłością«„.
Myśleli o samobójstwie, skoczeniu z mostu i położeniu kresu temu wszystkiemu. Tak się jednak nie stało, w dniu, w którym okazało się, że Treya ma kilkanaście nowych guzów i przestaje widzieć, poddała się. Żeby umrzeć, nie potrzebowała zgody żadnego szacownego gremium i nie musiała tak jak Diana Pretty przestać jeść. Nie wiem, czy już widziałeś „Milion dollar baby” Eastwooda? Czy jednak człowiek nie powinien mieć prawa do tego, żeby nie tylko godnie żyć ale i godnie umrzeć? Czy sparaliżowana młoda bokserka musi przegryzać sobie język, żeby wykrwawić się na śmierć? Czy to jest w porządku, że aby tego znowu nie zrobiła, musi być na ogłupiających prochach? Czy ten, kto zdecyduje się jej pomóc, jest zabójcą?
Małgorzata
Frankfurt nad Menem, wtorek nocą
Małgosiu,
„głoszone przez i
Politycy to ludzie, którzy najpierw robią sztorm na morzu, a potem Przekonują, że tylko oni mogą nas przed tym sztormem uratować. Poza tym wydaje im się, że są „autorytetami”. Wszystko bowiem ichzdaniem jest polityczne. Gdy staruszka sadzi kwiaty na grobie swojego zmarłego męża, ich zdaniem uprawia politykę agrarną i popiera w ten sposób jakąś partię. W Polsce najprawdopodobniej chłopską, w Niemczech najprawdopodobniej Zielonych. Tyle że „autorytet” polityczny to moim zdaniem ktoś, kto uzurpuje sobie prawo do tego określenia tylko dlatego, że udało mu się zgadnąć coś jeden raz. Jeden raz zgaduje się kolor w konkursie audiotele: „jaki kolor ma czerwone auto: czarny, czerwony czy zielony?”. Generalnie nie lubię polityków, chociaż wiem, że także wśród nich są godni zaufania i prawi ludzie. Myślę, że tych jest około 10%. A pozostałe 90% wytrwale pracuje nad tym, aby tę uczciwą mniejszość zbagatelizować. Ostatnio zastanawiałem się nad pytaniem, co w ogóle motywuje mężczyznę do bycia politykiem. Poszperałem trochę w bibliotece i w sieci. Natrafiłem na bardzo interesującą książkę Amerykanina Harolda Laswella pt. „Psychopatology and politics” (Psychopatologia i polityka), nie mam pojęcia, czy została przetłumaczona i wydana w Polsce. Laswell, wychodząc z psychoanalizy freudowskiej, stara się dowieść dość zaskakującej tezy: w politykę angażuje się mężczyzna, który ma na celu skompensowanie swoich porażek w życiu osobistym. Kariery polityczne według Laswella ujawniają istnienie zaburzeń seksualnych w okresie dzieciństwa lub w wieku wchodzenia w dorosłość.
Homo politicus to nikt i
Czasami śmierć jest jednak jak z zupełnie i
Wróćmy jednak do eutanazji w polityce. Znam i Wilbera, znam także Oates, pamiętam również ten precedensowy (ustali więc prawo na przyszłość) werdykt Trybunału w Strasburgu. Nie ja tych sędziów wybierałem. Jedynie z moich podatków opłacam ich pensje (ponad 10 tys. euro miesięcznie) i płacę za ich togi i podróże służbowe samolotami w business class do Strasburga. Czyli w pewnym sensie i ja przyczyniam się do ich werdyktów. Także tego odnośnie do Diane Pretty. Prawo do śmierci powi