Страница 37 из 72
Uzasadniona zazdrość matematyków wobec fizyków jest dość powszechna. I wcale im (matematykom) nie chodzi o Nagrodę Nobla, której za osiągnięcia w matematyce się nie przyznaje (matematycy mają swoją, jednakże mało znaną i raczej symboliczną finansowo nagrodę w postaci tzw. medalu Fieldsa). Bardziej im chodzi o arogancję fizyków i permanentne spychanie matematyki w cień. Przypomina mi się w tym momencie – ponoć prawdziwa – anegdota, którą z lubością opowiadają sobie matematycy, gdy wypiją trochę więcej wina. Swego czasu Gottfried Wilhelm Leibniz (1646-1716), wybitny niemiecki matematyk, odkrywca systemu zerojedynkowego (binarnego), na którym bazuje funkcjonowanie komputera, uczestniczył w kongresie fizyków. Podsumowując obrady kongresu, jakiś młody arogancki fizyk przekroczył granice cierpliwości Leibniza, wygłaszając, notabene fałszywą, tezę, że fizyka całkowicie zastąpiła matematykę, bez matematyki świat byłby opóźniony co najwyżej o tydzień, bowiem fizycy i tak wszystko sami by wymyślili. W tym momencie Leibniz bardzo się ponoć zdenerwował, poprosił o głos i powiedział:
„To racja, co pan mówi, kolego. Świat bez matematyków byłby opóźniony tylko o tydzień. Ale o ten tydzień, w którym Bóg tworzył świat”.
Jean-Pierre tak naprawdę zaczął mnie lubić dopiero po tym, gdy opowiedziałem mu tę anegdotę. Ja, fizyk z wykształcenia.
Dla mojego francuskiego kolegi fizycy zajmują się jedynie przygnębiającą z natury rzeczy materią nieożywioną (biolodzy to co i
Poza tym świat, który odkrywa matematyk, jest światem idealnym. Jean-Pierre, wskazując na ten idealizm, powołuje się na największe matematyczne sławy takie jak Carl Gauss (1777-1855) czy G.H. Hardy (1977-1947). Gauss twierdził, że „istnieje tylko jedna nauka, teoria liczb, która jest tak odległa od zwykłej ludzkiej działalności, że na zawsze pozostanie czysta i nieskażona”. Z kolei Hardy był absolutnym apologetą matematyki i uważał, że „nikt nie odkrył jeszcze żadnego woje
Mój kolega, Francuz, jest więc z krwi i kości matematykiem, i perfekcyjnie uwodzi kobiety. Jest przy tym chuderlakiem, ma odstające uszy i większość brunetek, blondynek i szatynek, które sprowadzał do biura, była wyższa od niego. Jean-Pierre butnie twierdzi, że tylko Francuzi opanowali sztukę flirtu do perfekcji i on jest tego najlepszym dowodem. Uzasadnia to ich narodową mentalnością. Gdy flirtuje Niemiec lub Polak to jego zdaniem robi to tak, jakby programował komputer lub inwestował w akcje na giełdzie: najważniejszy jest dla niego cel. Gdy mu się nie uda osiągnięć celu, jest rozgoryczony i obrażony jak chłopiec, którego zawstydzono przed całą klasą. Francuzi z kolei flirtują inaczej. Gdy upatrzona kobieta za trzecim razem mówi nie, to próbują czwarty raz. Po prostu! Celem jest sam flirt, a nie to, co ma z niego wynikać. Niemcy lub Polacy zainteresowani są jedynie premierowym przedstawieniem. Francuzi w trakcie każdego, nawet ostatniego, przedstawienia grają tak, jakby to była premiera. Poza tym dla Francuzów żadne przedstawienie nie jest ostatnim. Hołdują oni bowiem założeniu, że mężczyzna powinienem zdobywać kobietę, ale nigdy nie powinien jej zdobyć. Gdy zdobędzie, to znaczy, że czas skończyć spektakl. Chyba że w międzyczasie stracił dla niej rozum (co mu zdarzyło się w życiu tylko dwa razy, był wtedy bardzo młody i niedoświadczony). Zdolność do utraty rozumu jest dla Jean-Pierre'a także powiązana z cechami narodowymi. Niemiec na przykład o wiele częściej traci rozum dla swojego mercedesa niż dla swojej kobiety.
Dokończę ten e-mail pojutrze. Proszę o wybaczenie. Jean-Pierre wszedł właśnie do mojego biura i stoi za moimi plecami. Widocznie jego brunetka musiała już pójść do domu. Na ekranie monitora mojego komputera jest Pani fotografia. Gdy do Pani piszę, chcę często spoglądać na Pani fotografię. Lubię patrzeć na Panią. To taka imitacja intymności, która ma mi pomóc w rozmowie z Panią. Jean-Pierre wszedł bez pukania do mojego biura, musiał spojrzeć na mój monitor i bez chwili wahania zapytał, czy Pani jest moją… kochanką. W jego świecie (i takie myślenie przenosi na świat wszystkich pozostałych heteroseksualnych mężczyzn) wszystkie niespokrewnione z nim kobiety należą do trzech zbiorów rozłącznych (zostanę przy teorii mnogości i terminologii matematycznej). Pierwszy zbiór to kobiety, które już miał, drugi to kobiety, których jeszcze nie miał, ponieważ jeszcze się z nimi nie zetknął. Trzeci zbiór jest jednoelementowy i należy do niego Matka Teresa z Kalkuty. Trudno mu uwierzyć, że ktoś może posługiwać się i
Pozwoli Pani, że przerwę pisanie i dokładnie wytłumaczę mu naszą relację. Tym bardziej że jest zachwycony Pani urodą i z pewnością zapyta, czy mam Pani numer telefonu…
Serdeczności,
JLW
PS Pytanie #4: Za czym ostatnio tęskni Pani najbardziej?
Warszawa, piątek
Panie Januszu,
nie cierpiałam wszystkich swoich matematyków i matematyczek. W dniu, w którym zdałam maturę z królowej wszystkich nauk na piątkę, wraz z przyjaciółkami spaliłam odpowiednie podręczniki w lesie. Być może był w tym jakiś zamysł, bo wkrótce zrozumiałam, że tak naprawdę większość nas, kobiet, po zapoznaniu się z tabliczką mnożenia matematykę przekłada na praktyczną stronę życia. Policzalne albo niepoliczalne. Żeby była para, musi być ona i on. Do rodziny brakuje jednego lub dwojga dzieci i wówczas jest trójka albo czwórka. Pozorny spokój. Mniej więcej w ten sposób rozwiązujemy pierwsze, a bywa że i dla wielu z nas to najważniejsze zadanie. Matematyczne. Dom i święty spokój, tak żeby się wszystko zgadzało. W naszym wyobrażeniu o życiu poukładanym. Szczęśliwe czy też nie, najważniejsze że statystycznie policzalne. Do tego naturalnie dochodzą pensje, niezaplanowane wydatki i niezapłacone rachunki. Gdy w sumie wszystko co najmniej wychodzi na zero, to wówczas życie wydaje nam się w miarę bezpieczne. Poza tym w wolnych chwilach kobiety liczą lata i zmarszczki, i kolejne rocznice. Ile lat minęło od ślubu i ile jeszcze zostało do śmierci. To cała matematyka. Trochę więcej matematycznych problemów my, kobiety, mamy ze skonstruowaniem wzoru na to, kiedy nie zachodzić, a kiedy zajść w ciążę. Kiedy urodzić pierwsze dziecko, a kiedy dać sobie spokój z macierzyństwem.