Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 24 из 72

Warszawa, niedziela

13 grudnia, gdzieś tuż przed północą, marzłam na jednym z warszawskich postojów taksówek. To właśnie od jednego z taksówkarzy usłyszeliśmy: ludzie wracajcie do domów. Wojna. Było kilka minut przed 12.00.

Na drugi dzień dzwonek do drzwi. Na progu stoi starszy pan i mówi: „Dzieci, musicie się kochać. Czołgi na ulicach, właśnie wybuchła wojna”.

Wojna, nie wojna, wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby święta spędzić ze swoimi rodzicami w Legnicy.

Jak zawsze. Stałam więc o piątej rano w kolejce przed odpowiednim urzędem, a potem jakiemuś urzędnikowi, patrząc prosto w oczy, przyrzekałam, że naprawdę jadę do mamy i taty.

Muszę mieć tę przepustkę.

Nie mogłam zadzwonić, że już ją mam, ale oni i tak wiedzieli, że przyjadę. Udało się, w Wigilię byłam tam, gdzie powi

Każdy z nas miał swój 13 grudnia i konsekwencje oprócz tych powszechnych, swoje własne, osobiste.

A przecież właśnie wtedy miałam radykalnie zmienić swoje życie. To prywatne. Zacząć inaczej i od nowa. Właśnie wtedy, jak nigdy wcześniej, po raz pierwszy i dorośle wiedziałam, czego na pewno już nie chcę.

Komunikat: „Dzieci, musicie się kochać”, zbił mnie z pantałyku. Decyzję odłożyłam na kilka lat. Czy słusznie?

Pewnie nie, chociaż patrząc z perspektywy czasu, nie mogłam postąpić inaczej. Nie tyle ze sobą, co z i

Kilka lat… straconych. Tak jak my wszyscy, w powszechnym, ale i w indywidualnym kontekście.

„Nic na świecie nie trwa wiecznie, ale i nic nie mija całkowicie. A nic nie mija całkowicie, ponieważ nic nie trwa wiecznie”.

Przeczytałam u Philipa Rotha w jego porywającej „Ludzkiej skazie”. Tak właśnie bywa z naszą pamięcią, chociaż ta z 13 grudnia, nawet jeśli dla naszego dobra ma być wybiórcza, jest zła, przytłaczająca i nie do wymazania. Dla nas, którzy mieliśmy wtedy po dwadzieścia parę lat i całe życie przed sobą. W miłości też.

Serdecznie pozdrawiam i niech Pan koniecznie przeczyta Rotha, jeśli Pan tego jeszcze nie zrobił. Co za książka, co za wiedza o kobiecie i mężczyźnie, i o tym, co w nich zwichrowane i nie do odkręcenia. O tym, czego się w życiu wyrzekamy, by grać przez i

Nie wiem, może się mylę, ale intuicja mi podpowiada, że jest Pan z jakiegoś powodu przygnębiony…

Z jakiego?

Pozdrawiam,

MD

Frankfurt nad Menem, poniedziałek wieczorem

Pani Małgorzato,

powracając do 13 grudnia. Fabuły z wątków normalnych, zwykłych ludzi byłyby z pewnością o wiele bardziej interesujące niż fabuły polityków (z obu stron barykad), które zajmują i długo pewnie jeszcze będą zajmować historyków lub socjologów. Politycy, takie jest moje zdanie, i tak nie układali sami tych wątków. Przeważnie realizowali tylko z góry narzucone scenariusze omówione przedtem z i

Martyrologia tzw. oprawców to temat mi dobrze znany. Mieszkam od kilkunastu lat w Niemczech. A tutaj trudno uciec od tego tematu. Pełno go w literaturze. I to nie tylko pamiętnikarskiej. Nawet ci Niemcy, którzy obdarzeni są przywilejem „późnego urodzenia”, nie przechodzą obok tego obojętnie. Załatwianie tego tematu – my, Polacy przejawiamy taką tendencję – krótkim „dobrze im tak” nie jest tym, co mi odpowiada. Nie rozczulam się wprawdzie nad „wypędzonymi”, ale także potrafię zrozumieć ich gorycz i poczucie krzywdy

Wspomniany przez Panią amerykański pisarz Phillip Roth wydaje się także nie uciekać od tego tematu, chociaż zupełnie w i

Nie kupiłem Rotha w ciemna Znałem jego i

Wszyscy zachwycali się świetnym przedstawieniem czasów amerykańskiego makkartyzmu w tej książce, a mnie najbardziej podobał się obraz nieszczęśliwej rodziny „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie bardzo podobne, ale każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. Roth wziął te sły

Nie dziwi mnie Pani zachwyt „Ludzką skazą”. Dziwi mnie jedynie to, że do tego garnka słodkiego zachwytu nie dodała Pani szczypty soli. A moim zdaniem jako „czujna feministka” powi

Dla mnie była ta książka także opowieścią o przemijaniu. I to opowieścią starego człowieka, który nie może już nieuchro

Ostatnio często mam takie myśli – chociaż nie jestem impotentem, ta zbieżność jest tutaj absolutnie(!!!) przypadkowa – i dlatego jest mi smutno. I chyba jest to zauważalne, sądząc po Pani troskliwym pytaniu. Zaznaczam, że nie jest to przejaw żadnego midlife-crisis. Wiem, co piszę, bowiem taki „kryzys” przeżyłem już kilka razy. Pierwszy, gdy skończyłem 18 lat, a drugi po trzydziestce. Potem było także kilka i

Przygnębiony jestem z tego samego powodu, co Zuckerman, bohater książki Rotha. Z powodu żalu, że pewne decyzje, które podjąłem, są już nieodwracalne, że pewnych rzeczy nigdy nie zrobię, że wcale nie chcę się z tym pogodzić i że nawet nie wiem, do kogo mógłbym w tej sprawie napisać zażalenie…

A może się mylę? Może to żaden syndrom nieuniknionego przemijania, a tylko najzwyklejszy banalny SAD, czyli po polsku Sezonowe Zaburzenie Afektywne nastroju spowodowane brakiem światła słonecznego? Przecież za tydzień będzie najkrótszy dzień w roku. Powinienem chyba wybrać się jak najprędzej do jakiegoś centrum handlowego i postać w świetle lampek choinkowych.