Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 72

Niespodziewanie z odsieczą tej szowinistycznej ideologii nadchodzi medycyna. Lekarze nie mają wątpliwości, że już niedługo będziemy żyli o wiele dłużej. Bardzo długo. Powiedzmy do 120. roku życia.

Stuletnia staruszka z poprawioną buzią i ciałem z wyssaną skórką pomarańczową, czy 80-latka ze zdrową wątrobą i sprawnie funkcjonującymi nerkami, ale z siateczką zmarszczek na twarzy? Niech się martwią ci, których to dosięgnie. Zastanawiam się jednak, co będzie się działo w głowach tych starych – młodych. Mam 60 lat i mentalność 60-latki, czy też mam 90 lat, a w głowie beztroskę 20-latki? Patrzę w lustro i widzę gładziutką jak brzoskwinka twarz stulatki. Czy uznam, że jest to normalne? Jakie to będzie miało dla tych wszystkich szczęśliwców konsekwencje? Można by o to zapytać Lema, ale już komuś odpowiedział, że go to wcale nie interesuje. Gdy szczęśliwa dzwonię do swego ojczyma lekarza i mówię mu, że jeden z profesorów zaklina się, że już całkiem niedługo ludzie będą żyli ponad 100 lat. „Ale po co?” – pada odpowiedź. Intuicyjnie wierzę swojemu ojczymowi. W którym momencie życia wymknie nam się z rąk to, co stanowi o naszym losie? Na razie myśl, z jaką musimy się pogodzić, brzmi -jesteśmy młodzi, by pewnego dnia się zestarzeć.

Pozdrawiam,

MD

Frankfurt nad Menem, sobota rano

Pamięć jest funkcją czasu. Im dłuższy minie czas od jakiegoś wydarzenia, tym więcej nieistotnych szczegółów przyćmiewa samo wydarzenie, przenosząc jego prawdziwe znaczenie na dalszy plan.

13 grudnia 1981 roku miałem 26 lat i mieszkałem w Polsce. Wiedziałem, że są kraje, w których żyje się lepiej, wygodniej lub po prostu normalniej. Podróżowałem na tyle dużo, aby to wiedzieć. Ta wiedza nie uwierała mnie w żaden dotkliwy sposób. Urodziłem się między Bugiem i Odrą i byłem z tego dumny. Brzmi to być może patetycznie i dzisiaj w zglobalizowanym świecie bez granic nie jest en voque, ale tak było naprawdę. To był taki, gdy dzisiaj o tym myślę, geograficzny patriotyzm. Takie młodzieńcze niewzruszone przekonanie, że twój kraj jest lepszy od i

Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że będę kiedyś mieszkał w i

Jedyne, co mi tak naprawdę dokuczało, to uczucie, że urodziłem się w drugoligowym kraju. Świat (zachodni) postrzegał Polskę jako kraj biedaków, którzy raczej pójdą 5 km pieszo, niż wydadzą dolara na metro w Nowym Jorku lub Paryżu. Nie dostrzegał, że my szliśmy pieszo z kanapkami w plecakach do muzeów lub oper, a nie do Disneylandu. Bolało mnie, że zakwalifikowanie mnie do drugiej ligi, dotyczy to także mojego mózgu, mojej wiedzy, mojej kultury i mojego wykształcenia. Nie wiedziałem, w jaki sposób je się langustę, ale potrafiłem w czasie kolacji rozmawiać o najnowszych tendencjach w informatyce. Wiedziałem wprawdzie, że te tendencje wkrótce uobecnią się w ich laboratoriach, a ja będę tylko o nich czytał, ale mimo to wydawało mi się, że wiem o nich tyle samo, jeśli nie więcej. Po kolacji oni zamawiali taksówki i jechali z żonami do hoteli z wieloma gwiazdkami w centrum miasta, podczas gdy ja zabierałem swój plecak z szatni i szedłem pieszo do hotelu na przedmieściach. Bo ja wtedy sumie

Ale moja żona, gdybym mógł ją tam zabrać, przyćmiłaby urodą i elegancją wszystkie kobiety.

Poza tym wiedziałem, że mieszkam w kraju, który odgrywa cały czas rodzaj politycznej komedii. Katoliccy milicjanci, partyjni byli ministranci, relacje ze zjazdów partii na początku dzie

Taki był scenariusz tej komedii. Historia była jej scenarzystą. Jałta, zimna wojna, „przewodnia rola” i strefa wpływów. Ja urodziłem się w swojej strefie i nie miałem czasu zmieniać historii. Pogodzony z nią robiłem swoje. Pracowałem i studiowałem, awansując społecznie z robotniczej klasy wiodącej do zubożałej klasy przyszłych inteligentów. Zresztą jaką historię ja miałem zmieniać?

Matka – apolityczna katoliczka, pół-Niemka urodzona w Berlinie, ojciec – Polak, ateista i liberał po trzech latach Stuthoffu. Przestał nienawidzić Niemców nie z dobrego serca, ale ze zmęczenia tą nienawiścią. Babcia pisząca mi kartki z listą zakupów niemieckim gotykiem i wstająca w wieku 89 lat z fotela na baczność, gdy w telewizji grali Mazurka Dąbrowskiego, dziadek zaczynający dzień od „Trybuny Ludu”, komunizujący ekspatriota – dla niego Polska skończyła się wraz z sanacją – nienawidzący polskich „przemalowanych komunistów”, bo Bierut wsadził go do więzienia na cztery lata za to, że w czasie wojny wstąpił do sprzyjającej Niemcom granatowej policji.

Poznałem kilka wersji tej samej historii. Do dzisiaj nie wiem, która jest prawdziwa. Czy w ogóle istnieje jakaś jedna prawdziwa wersja historii? Według Marqueza („Sto lat samotności”) historia to wcale nie to, co się naprawdę wydarzyło, ale głównie to, co ludzie sobie przypominają i co oraz jak o tym opowiadają. Trzy pokolenia na 50 metrach kwadratowych w moim toruńskim mieszkaniu i czworo łudzi opowiadający cztery różne wersje tych samych wydarzeń. Piątą, zupełnie i

13 grudnia 1981 roku w niedzielę około 9.00 obudził mnie rano ojciec i powiedział, że mam wstawać. Bo inaczej nie zdążę na korepetycje. Zapytałem dlaczego. Odpowiedział: „Wprowadzili w nocy stan woje

Mój ojciec przyjmował historię ze spokojem. Nie znosił polityki i polityków. Do końca życia traktował polityków jak totalnych nieudaczników. Mówił mi zawsze, że polityk, to ktoś, kto oprócz tego, że potrafi wiarygodnie kłamać, nie potrafi nic i

„Ucz się, abyś nigdy nie musiał zostać politykiem” – dodawał.

Stan woje

Nie poszedłem tego dnia na żadne korepetycje. Nie podzielałem obojętności mojego ojca. Słuchałem w telewizji propagandowych przemówień i zastanawiałem się, ile w nich jest prawdy. Do dzisiaj tego nie wiem.

Moje życie zmieniło się tamtego dnia. Okazało się, że historia nie rozgrywa się na oddalonej scenie jak sztuka, którą ogląda się z widowni. Że dotyczy także mnie.

Podejrzewam że każdy mógłby opowiedzieć swoją własną historię związaną z tym dniem. Pani pewnie także. 13 grudnia…

Ta data jest i pozostanie szczególna.

Serdecznie,

JLW