Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 25 из 44

Vogel wielką wagę przywiązywał do odkrycia nieświadomości, której Artur do tej pory nie umiał docenić. Dla Artura ta sły

Często wracali do tego problemu, aż stał się w końcu refrenem ich spotkań – zastanawiali się nad możliwością dokładniejszego poznania nieświadomości.

Skoro nieświadomość jest poza dostępem naszej świadomości, to skąd wiemy, że w ogóle jest? Vogel cytował Freuda, a raczej przypadki pacjentów Freuda: A

– To, co nieświadome, przedostaje się do świadomości jako symptomy nerwicowe oraz poprzez sny i symbole – powtarzał Vogel.

– Więc nieświadomość można określić tylko przez to, co ulegnie z niej uświadomieniu? Czyli dotrzeć do nieświadomości przez świadomość…

– Albo przez szaleństwo…

– Czy ta zasada nie działa także w drugą stronę, czy świadomości nie można poznać tylko za pomocą nieświadomości? Czy myśl może poznać samą siebie? Czy psychika może poznać samą siebie? Czy przedmiot może być zarazem podmiotem?

– Nasza psychika jest częścią natury, a zagadka natury nie ma granic. Nie można zdefiniować, czym w istocie jest nasza psychika. Można ją opisywać i proponować wyjaśnienia, o których trzeba jednak pamiętać, że są tylko przybliżeniami, a nie obiektywną prawdą.

Vogel traktował ludzką świadomość (czyli to, co Arturowi wydawało się niezmie

– Świadomość nie osiągnęła jeszcze ciągłości – mówił Vogel. – To dlatego niepowodzeniem kończą się wszelkie próby oparcia reguł życia na racjonalnych podstawach. Jest jednak ce

Artur często nie mógł nadążyć za rozumowaniem Vogla, nie dlatego, że był młodszy czy mniej inteligentny, ale ponieważ Vogel używał i

Artur Schatzma

Pewnego prawie wiose

– Dworzec to symbol podróży, którą razem zaczęliśmy.

Przed nimi wyrósł gmach wielki jak lewiatan, oświetlony rzęsiście gazowymi latarniami. Zajeżdżały pod niego dorożki, małe figurki wchodzących i wychodzących ludzi sprawiały ruch, który niepokoił. Vogel coś sobie przypomniał.

– Kiedyś, parę lat temu, był tutaj Freud. Na pewnym sympozjum. Odprowadzałem go z Fliessem na dworzec… To było pod wieczór, tak jak teraz. Freud opowiedział nam wtedy, że kiedy był mały, miał może pięć, sześć lat, jechał z matką i rodzeństwem pociągiem z Wiednia do Berlina. W nocy pociąg zatrzymał się na dworcu we Wrocławiu; zmieniano lokomotywę. Mały Freud wyglądał przez okno i zafascynował go ten ogromny ruch, żelazny świat, w którym zawsze jest się tylko przejazdem. Ludzie, pociągi jak wielkie zwierzęta, gazowe lampy udające słońca i stalowe sklepienie udające niebo. Jego matka zaczęła kłaść dzieci spać. Najpierw ścieliła kuszety, potem rozbierała jego siostry i w końcu położyła spać także i jego, ale nie mógł usnąć, przyzwyczajony do monoto

Minęli dworzec i zawrócili do rynku. Niebo zgasło, zaczęło robić się ciemno i zimno.

– Martwi mnie to – powiedział po długim milczeniu Vogel – że doniosłość takich drobnych faktów możemy ujrzeć tylko z perspektywy czasu. Tu i teraz jesteśmy ślepi i nigdy nie wiemy, co jest naprawdę ważne.