Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 66 из 78

– Ale on…

Sally podniosła się lekko, obserwując zamroczonego mężczyznę.

– Jasne. Leci tańszą klasą, płaci jakimiś drobniakami… Wiedziałam, że bogacze to największe sknery.

– Ale on… On ma… – jąkał kasjer.

– No, wykrztuś wreszcie!

– On ma te miliardy w gotówce! Nie w papierach, nieruchomościach, czy przemyśle. To konto gotówkowe!

Oszołomiona Sally opadła z powrotem na fotel. Kasjer oddał kartę klientowi i pomógł schować ją do kieszeni.

– Proszę iść w tamtą stronę – ręką wskazał kierunek. – Czy odprowadzić pana?

– Nie.

Murray potrząsnął głową.

– Na Hawaje! – krzyknął nagle. – Jadę kąpać się w morzu!

– Tak jest, proszę pana. Życzymy miłej podróży.

Murray odbił się od kontuaru i pożeglował w stronę przejścia kontrolnego. Nie zauważył stojącego w głębi policjanta w cywilu. W ogóle nie widział nikogo.

Czekający obok Neville Haverfield zauważył go od razu. Ciągle nie mógł zapomnieć krzywdy wyrządzonej przyjacielowi. Czując, że ma coraz silniejsze wypieki, opuścił głowę.

– Czy coś się stało? – spytał policjant.

– Nie, nie. Już w porządku… Czy sądzi pan, że Murray wybierze akurat to lotnisko?

Wrocław, Warszawa 1985