Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 78 из 78

Co to są TIR-y? Wagner rozwinął w biegu jedną ze zdobytych z takim poświęceniem map i wpatrywał się w nią przez łzy, które ciągle jeszcze stały mu w oczach po ataku kioskarki. Nic z tego. Mapa była opisana w jakimś dziwnym języku polskim. Co to jest „Wzgórze Partyzantów”? Jacyś partyzanci zdobyli wzgórze w mieście? I ciągle się tam trzymają?! To dlaczego ci tutaj nie przysłali swoich spalinowych czołgów i artylerii? Trzeba było zrównać górę z powierzchnią ziemi, a nie uwieczniać nazwy na mapie… Nie mógł tego zrozumieć. A może to jacyś pacyfiści?

Na szczęście Baryła siedział tuż obok, przy jednej z wielkich ciężarówek, na swoim rozkładanym, drewniano-płócie

– No co, Andrzejku? – zagaił, zupełnie rozluźniony. – Dokończymy? – wskazał na butelkę, którą adiutant trzymał na srebrnej tacy.

– Powi

– Nie panikuj, Andrzejku…

– Panie generale… Zatrzymali naszych na Moście Pomorskim! Heini i Iwan zdołali się jakoś zakamuflować, ale po kwadransie ta ich „policja” znajdzie nasze maszyny!

Baryła wystawił twarz na spadające z nieba płatki śniegu z deszczem.

– Wiesz, oni sądzą, że to poprawia cerę…

– Śnieg? A jak opad radioaktywny weżre się w skórę?

– Tu jeszcze nie ma opadu.

– Panie generale! Musi pan podjąć decyzję!

Baryła uśmiechnął się lekko.

– Ale ja już podjąłem decyzję, Andrzejku. Zanim jeszcze wyruszyłem w podróż przez Wrota Czasu… Rzeczpospolita über alles. Od morza do morza, jak nasi ojcowie kazali.

– Co pan chce zrobić, generale?!

– Nie pieprz, Andrzej! – Baryła skinął na adiutanta. – Przecież wiesz, co chcę zrobić.

Wagner skamieniał nagle. Wiedział. Dokładnie wiedział. Gdzieś, jakby poza nim, rozgrywały się oniryczne sceny. Baryła kazał dać Amerykance komputer medyczny. Kazał jej się oczyścić w ciągu pięciu minut, bo później… Baryła zawsze dotrzymywał słowa, jeśli nic go to nie kosztowało. Lubił dogadzać swoim ludziom, bo od tego wzrastało morale. A potem… Po pięciu minutach pan generał Rzeczypospolitej Polskiej Rafał Baryła kazał swojemu adiutantowi odbezpieczyć spusty ogromnego zbiornika, umieszczonego na najbliższej ciężarówce.

– Ciągnij.

Adiutant szarpnął za spusty.

– Wypuść.

Dwa kciuki przycisnęły odpowiednie guziki. Rozległ się straszliwy syk, adiutant zaczął kichać, bo za dużo drobinek dostało mu się do nosa.

– Boże! Boże… Boże!!! – krzyknął Wagner. – Pan wypuścił szeny, panie generale!

– A tak.

– Właśnie zabił pan parę miliardów ludzi, panie generale!

– Owszem.

– Jezus!… Oni nie są na to przygotowani…

– A my byliśmy przygotowani?

– Jezuuuuu… Właśnie załatwił im pan elektryczność. Oni nie wyżywią paru miliardów ludzi z trójpolówki! To będzie masowe umieranie.

– A będzie, będzie… Ale nie w Rzeczypospolitej. Ja mam na tych ciężarówkach nową chemię i nowe rośliny. Ja wyżywię nawet i pięćdziesiąt procent Polaków. Tu wciąż jest zdrowy klimat, są naturalne rośliny. Co ty myślisz, Andrzej, że co?! Że ja się sroce spod ogona urwałem?! Lądujemy po podróży w czasie w wieku elektroniki. I co? Zaraz nas namierzą i spacyfikują. Ale ja wypuściłem szeny! Nie miałem chińskiej bomby, ale przez trzy lata specjalna parowa sprężarka ładowała je do tego kontenera bezpośrednio z powietrza. One się rozprzestrzenią po całej atmosferze. I koniec z elektrycznością, z ich radiostacjami, radarami, samolotami, telefonami i spalinowymi czołgami! Koniec!!! Teraz my rulez, Andrzejku!

Baryła uniósł się z płócie

– Jezus Maria… Dlaczego pan to zrobił? Pan zabił parę miliardów ludzi jednym pociągnięciem za spusty tego kontenera! Oni sobie nie poradzą bez sztucznych nawozów!

– Owszem. Zabiłem – Baryła uśmiechnął się dobrodusznie. – Rzeczpospolita über alles. Rzeczpospolita rulez. Od morza do morza, kurwa jej mać! Panu Janowi się nie udało, bo miał za mało sprzętu, ale ja to zrobię!!!

– A Amerykanie?

– Nie chrzań. Wypuściłem szeny z dwóch powodów. Po pierwsze, bo by mnie tu namierzyli i spacyfikowali, w tych durnowatych czasach – teraz będą mieli i

– Pan… – Wagner przełknął ślinę. – Pan zwariował, panie generale… Pan właśnie zabił parę miliardów ludzi… – powtórzył.

– Wagner! Wiesz, dlaczego właśnie ciebie wybrałem do tej misji? – Baryła obciągnął poły zrabowanej żółtej kurtki. – Wiesz? Nie? Bo jesteś najbardziej sumie

– Panie generale… Ja…

– Teraz weźmiesz ludzi za pysk i poprowadzisz ich do Trzebnicy, na punkt koncentracji przewidziany w planie B. Wykonać!

Wagner zasalutował odruchowo. Było mu zimno, oczy łzawiły po tym cholernym iperycie, czuł się okropnie… jednak Baryła miał rację. Wykona rozkaz. Wiedział, gdzie jest Trzebnica, choć za jego czasów to miasto już nie istniało. Pieprzona autobahn nach Poznań.

Podszedł do jakiegoś przechodnia, który zatrzymał się, widząc niecodzie

– Przepraszam pana – ciągle przecierał chustką oczy. – Gdzie jest autobahn nach Poznań?

– Jaki, psiakrew, „autobahn”?

– No… Autobana. Awtostrada czy ten, no… Highway. Znaczy, autostrada do Poznania.

– Jaka autostrada? – mężczyzna w ciepłym płaszczu wybałuszył oczy. – A droga na Poznań to tam – wskazał ręką kierunek.

Nie miał zresztą czasu dalej zajmować się dziwakiem, bo właśnie zaczynały gasnąć uliczne światła. Nie mógł wiedzieć, że na świecie nie będzie już elektryczności. Wokół gasły światła, milkły telefony, zatrzymywały się samochody…

Jedynie parowy konwój Wagnera mógł bez problemu ruszyć w swoją drogę.


Понравилась книга?

Поделитесь впечатлением

Скачать книгу в формате:

Поделиться: