Страница 19 из 48
V
Milczenie Kosmosu, sławne Silentium Universi, skutecznie zagłuszane przez zgiełk lokalnych wojen połowy wieku, zostało uznane przez wielu astrofizyków za pewnik, skoro uporczywe radionasłuchy nie dały rezultatów – od projektu Ozma aż po wieloletnie badania Australijczyków.
Przez cały ów czas pracowali, poza astrofizykami, i
Stało się jednak, że nieznany nadawca popełnił fatalne faux-pas, bo przysłał list bez wstępów, bez gramatyki, bez dykcjonarza – ogromny list, utrwalony na bez mała kilometrze wstęg rejestracyjnych. Kiedy się o tym dowiedziałem, pierwszą moją myślą było, że albo list nie został przeznaczony dla nas i znaleźliśmy się – czystym przypadkiem – na linii sygnału między dwiema „rozmawiającymi” cywilizacjami, albo też był przeznaczony dla wszystkich takich cywilizacji, które, przekroczywszy pewien „próg wiedzy”, zdolne są zarówno odnaleźć trudno wykrywalny sygnał, jak i rozłamać jego znaczenie. Zgodnie z ewentualnością pierwszą – odbioru losowego – problem „niezastosowania się do reguł” nie istniał. Zgodnie z drugą – przybierał nową, niejako wzbogaconą swoiście postać: informacja (tak sobie wyobraziłem) została – niejako – zabezpieczona przed „niepowołanymi”.
Według naszej najlepszej wiedzy, nie znając ani jednostek kodowych, ani składni, ani słownika, nie można wiadomości rozszyfrować inaczej aniżeli metodą prób i błędów, przy zastosowaniu odsiewu częstościowego, przy czym na sukces można czekać dwieście lat, dwa miliony albo i okrągłą wieczność. Dowiedziawszy się, że do matematyków Projektu należą Bear i Sharon, a głównym programistą jest Radcliff, poczułem się nieswojo i wcale tego nie ukrywałem. To, że w ogóle zwrócono się do mnie, wyglądało – w takim położeniu – dziwnie, i tylko to napełniło mnie lekką otuchą, ponieważ zadania nierozwiązalne istnieją w matematyce i są jednakowo nie do zwyciężenia dla trzeciorzędnych rachmistrzów, jak dla umysłów najgenialniejszych. Szansa jednak zdawała się istnieć – albowiem inaczej Baloyne usłuchałby Sharona i Beara. Widocznie uznali, że jeśli nie oni, to może ktoś i
Wbrew licznym mniemaniom zbieżność pojęciowa języków wszystkich ziemskich kultur, jakkolwiek różnorodnych, jest uderzająca. Depeszę „Babcia umarła pogrzeb w środę” można przełożyć na dowolny język – od łaciny i Hindu po dialekty Apaczów, Eskimosów czy plemienia Dobu. Zapewne dałoby się to zrobić nawet z językiem epoki mustierskiej, gdybyśmy go znali. Wynika to stąd, że każdy człowiek musi mieć matkę matki, że każdy umiera, że rytuały pozbywania się zwłok są kulturowym niezmie
Przykład jest prymitywny, zakłada bowiem, że ten, kto odbiera sygnał, wie, co stanowi w nim znaki informacyjne, a co ich tło nieistotne. Wobec „listu z gwiazd” byliśmy w sytuacji odmie
Osobną sprawą jest różnica poziomów cywilizacyjnych. Z pośmiertnej maski złotej Amenhotepa historyk sztuki wyczyta epokę i jej styl kulturalny. Z jej ornamentacji religiolog wyprowadzi ówczesne wierzenia. Chemik przedstawi, jaką stosowano wtedy metodę obróbki złota. Antropolog wskaże, czy egzemplarz gatunku sprzed 6000 lat różni się od człowieka współczesnego, a lekarz postawi diagnozę, że Amenhotep cierpiał na zaburzenia hormonalne, które akromegalicznie zdeformowały mu szczęki. W ten sposób przedmiot sprzed 60 wieków dostarcza nam, współczesnym, daleko więcej informacji, niż mieli jej twórcy, cóż bowiem wiedzieli oni o chemii złota, akromegalii i stylach kulturowych? Jeśli odwrócimy proceder w czasie i wyślemy Egipcjaninowi z epoki Amenhotepa list dzisiaj napisany, nie odczyta go, nie tylko dlatego, że nie dysponuje słowami ani pojęciami, którym mógłby nasze przyporządkować.
Tak wyglądały ogólne deliberacje wokół „gwiazdowego listu”. Informację o nim skomprymowano praktycznym zwyczajem w rodzaj wzorcowego tekstu, zapisanego na magnetofonie, a odgrywanego przed „Bardzo Ważnymi Osobami”, które nas odwiedzały. Zamiast streszczać ją własnymi słowami, zacytuję dosłownie.
„Zadaniem Projektu Master Voice jest wszechstro
W czasie dłuższych rejestracji pęków niskoenergetycznych wykryto w paśmie 57 milionów Ev sygnał sztucznego pochodzenia, złożony z ponad dwu bilionów jednostek w przeliczeniu na kod binarny (dwójkowy), który to sygnał nadawany jest sposobem ciągłym (bez przerw). Sygnał ten, o radiancie stosunkowo bardzo rozległym, gdyż pokrywającym cały obszar alfy Małego Psa oraz jego otoczenie w promieniu 1,5 stopnia, przekazuje informację o nieznanej treści i przeznaczeniu. Ponieważ nadmiarowość w kanale przesyłowym jest prawdopodobnie przyzerowa, sygnał przedstawia się jako szum. O tym, że ten szum jest sygnałem, świadczy to, iż co 416 godzin, 11 minut i 23 sekundy cała modulowana sekwencja powtarza się od początku z dokładnością co najmniej dorównującą rozdzielczości używanej na Ziemi aparatury.
Aby wykryć i zarejestrować ten sygnał jako sztuczny, spełnić trzeba następujące warunki: Po pierwsze, odbierać korpuskularne promieniowanie neutrinowe aparaturą o rozdzielczości co najmniej 30 000 Ev, skierowaną na radiant Małego Psa z dopuszczalnym odchyleniem 1,5 stopnia w każdą stronę od alfy tego gwiazdozbioru. Po drugie, trzeba wyfiltrować z całości emisji neutrinowej tego segmentu nieba pasmo leżące pomiędzy 56,8 a 57,2 milionów Ev. Po trzecie wreszcie, trzeba odbierać sygnał dłużej niż przez 416 godzin i 12 minut, a następnie porównać początek emisji z początkiem poprzedniej. Jeśli się tego nie uczyni, sygnał odebrany nie zdradzi niczym tego, że nie stanowi zwykłego (naturalnego) zjawiska szumowego. Dla szeregu powodów gwiazdozbiór Małego Psa jest okolicą interesującą astronomów neutrinowych. Pierwszy warunek może być tedy spełniony dość powszechnie tam, gdzie znajdują się tacy specjaliści, dysponujący odpowiednią aparaturą. Wyselekcjonowanie pasma emisji jest już mniej prawdopodobne, gdyż w regionie tym emisja posiada 34 maksima w i
Jeśli przyjąć, że spośród czterdziestu światowych obserwatoriów, wyposażonych w aparaturę Lascaglii-Jeffreysa, co najmniej 10 stale obserwuje radiant Małego Psa, to szansa wyfiltrowania przez jednego z nich sygnału wynosi okrągło 1/3 (10:34) – caeteris paribus. Jednak czas rejestracji rzędu 416 godzin jest raczej uważany za długotrwały. Nie spotyka się takich rejestracji częściej niż w każdej 9-10 pracy badawczej. Można zatem ustalić z rozsądnym przybliżeniem, że odkrycie miało szansę zrealizowania, wynoszącą około l: 30-40, i z analogicznym prawdopodobieństwem może być powtórzone poza terenem Stanów Zjednoczonych.”
Zacytowałem cały ten tekst, ponieważ jest interesujący również w drugiej swej części. Zawarte tam obliczenie probabilistyczne przedstawia się niezbyt poważnie. Jego umieszczenie podyktowała polityka kierownictwa Projektu, odrobinę cyniczna. Chodziło o niepokojenie Bardzo Ważnych Osób, jako iż szansa l:30 nie wydaje się na ogół astronomicznie mała, a zaniepokojone wpływowe osoby mogły sprzyjać zwiększaniu funduszów inwestowanych w Projekt (najkosztowniejszą inwestycją były – oprócz wielkich maszyn cyfrowych – urządzenia automatycznej chemii syntez).