Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 83 из 87

Czas Misi

Misia długo nie chciała obciąć swoich długich siwych włosów. Kiedy przyjeżdżały Lila i Maja, przywoziły ze sobą specjalną farbę i w ciągu wieczora przywracały włosom dawny kolor. Miały oko do kolorów -wybierały dokładnie taki, jaki potrzeba.

Któregoś dnia coś jej się nagłe stało i kazała sobie obciąć włosy. Kiedy farbowane kasztanowe pukle opadły na podłogę, Misia spojrzała w lustro i zrozumiała, że jest starą kobietą.

Wiosną odpisała młodej dziedziczce, że nie przyjmie letników.

Ani w tym roku, ani w następnym. Paweł próbował protestować, ale nie słuchała go. Nocą budziło ją nagłe łomotanie serca i pulsowanie krwi. Puchły jej ręce i nogi. Patrzyła na swoje stopy i nie poznawała ich. „Miałam kiedyś smukłe palce i cienkie kostki. Moje łydki napinały się, gdy szłam na wysokich obcasach" -myślała.

Latem, kiedy przyjechały dzieci, wszystkie oprócz Adelki, zabrały ją do lekarza. Miała nadciśnienie. Musiała łykać tabletki i nie wolno jej było pić kawy.

– Co to za życie bez kawy – mruknęła Misia, biorąc z kredensu swój młynek.

– Mamo, jesteś jak dziecko – powiedziała Maja i wyjęła jej młynek z rąk.

Następnego dnia Witek kupił w peweksie wielką puszkę kawy bez kofeiny. Udawała, że jej smakuje, ale kiedy zostawała sama, mełła ziarna ce

Któregoś dnia, gdy pita swoją kawę, przyjechali jacyś ludzie do Pawła. Dowiedziała się, że Paweł wynajął ich do budowy grobowca.

– Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? – zapytała.

– Chciałem ci zrobić niespodziankę.

W niedzielę poszli oglądać głęboki wykop. Misi nie podobało się miejsce – koło grobu starego Boskiego i Stasi Papugowej.

– Dlaczego nie przy moich rodzicach? – zapytała. Paweł wzruszył ramionami.

– Dlaczego, dlaczego – przedrzeźniał ją. – Tam jest za ciasno.

Misi przypomniało się, jak kiedyś z Izydorem rozdzieliła małżeńskie łóżka.

Gdy szli już do domu, rzuciła okiem na napis przy wyjściu z cmentarza.

– „Bóg widzi. Czas ucieka. Śmierć goni. Wieczność czeka" – przeczytała.

Rok, który nadszedł, był niespokojny. Paweł włączał w kuchni radio i we trójkę, z Izydorem, słuchali komunikatów. Niewiele z tego rozumieli. Latem przyjechały dzieci i wnuki. Nie wszyscy. Antek nie dostał urlopu. Do późna w nocy siedzieli w ogrodzie, pili wino z porzeczek i dyskutowali o polityce. Misia odruchowo patrzyła na furtkę i czekała na Adelkę.

– Ona nie przyjedzie – powiedziała Ula.

We wrześniu dom znowu opustoszał. Całymi dniami Paweł objeżdżał na motorze swoje nie uprawiane pola i doglądał budowy grobowca. Misia wołała na dół Izydora, ale on nie chciał schodzić. Ślęczał nad arkuszami szarego papieru, na którym rysował nie kończące się tabele.

– Obiecaj, że kiedy umrę pierwsza, nie oddasz go do domu starców – powiedziała do Pawła.

– Obiecuję.

W pierwszy dzień jesieni Misia zmełła w młynku porcję prawdziwej kawy, wsypała ją do szklanki i zalała wrzątkiem. Wyjęła z kredensu pierniki. Kuchnię wypełnił cudowny zapach. Przysunęła krzesło do okna i piła kawę drobnymi łyczkami. Wtedy świat w umyśle Misi wybuchł, a jego drobne odłamki posypały się wkoło. Osunęła się na podłogę, pod stół. Rozlana kawa kapała jej na dłoń. Misia nie mogła się ruszyć, więc czekała, niby zwierzę złapane w sidła, aż ktoś przyjdzie i ją uwolni.

Zawieziono ją do szpitala w Taszowie, gdzie lekarze powiedzieli, że miała wylew. Codzie

Przynosili jej kompoty i zdobyte za ogromne pieniądze pomarańcze. Powoli godzili się z myślą, że Misia umrze. Pójdzie gdzie indziej. Ale najbardziej bali się tego, że w ferworze umierania, tego oddzielania się duszy od ciała czy zanikania biologicznej struktury mózgu, na zawsze przepadnie Misia Boska, przepadną wszystkie jej przepisy kulinarne, znikną na zawsze sałatki z wątróbki i rzodkwi, jej kakaowe ciasta z polewą, pierniki i, w końcu, jej myśli, słowa, zdarzenia, w których brała udział, zwyczajne jak jej życie, a jednak – każdy z nich był tego pewien – podszyte ciemnością i smutkiem: że świat nie jest człowiekowi przyjazny, i jedyne, co da się zrobić, to znaleźć dla siebie i bliskich muszlę i tam trwać aż do uwolnienia. Gdy patrzyli na Misie siedzącą w łóżku, z nogami przykrytymi kocem i nieobecną twarzą, zastanawiali się, jak wyglądają jej myśli. Czy są porwane, poszarpane, tak jak jej słowa, czy może ukryte w głębi umysłu zachowały całą swoją świeżość i siłę albo zamieniły się w czyste obrazy, pełne kolorów i głębi. Liczyli się także z tym, że Misia przestała myśleć. To by znaczyło, że muszla była nieszczelna, a Misie dopadł chaos i zniszczenie jeszcze za życia.

Misia zaś, zanim po miesiącu umarła, cały czas widziała lewą stronę świata. Czekał tam na nią anioł stróż, który zawsze zjawiał się w naprawdę ważnych momentach.