Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 84 из 87

Czas Pawła

Ponieważ grobowiec wciąż nie byt gotowy, Paweł pochował Misie przy Genowefie i Michale. Pomyślał, że powi

Po pogrzebie, kiedy dzieci odjechały, w domu zrobiło się bardzo cicho. Paweł czuł się nieswojo z tą ciszą. Włączał więc telewizor i oglądał wszystkie programy. Hymn na zakończenie nadawania był sygnałem do położenia się. Dopiero wtedy Paweł słyszał, że nie jest sam. Na górze skrzypiały deski pod powłóczącym, ciężkim krokiem Izydora, który nie schodził już na dół. Obecność szwagra denerwowała Pawła. Dlatego poszedł kiedyś do niego na górę i namówił go na dom starców.

– Będziesz miał opiekę i gorące jedzenie – powiedział.

Ku jego zdziwieniu Izydor nie protestował. Nazajutrz był już spakowany. Kiedy Paweł zobaczył dwie tekturowe walizki i reklamówkę z ubraniami, targnęły nim wyrzuty sumienia, ale tylko na chwilę.

„Będzie miał opiekę i gorące jedzenie" – powiedział teraz sam do siebie.

W listopadzie spadł pierwszy śnieg, a potem już padało i padało. W pokojach zapachniało wilgocią i Paweł wyciągnął skądś elektryczny grzejnik, który z trudem był w stanie ogrzać pokój. Telewizor strzelał od wilgoci i zimna, ale działał. Paweł śledził prognozy pogody i oglądał wszystkie dzie

– Tato, zrobiłeś marny dach – powiedział do mebli. – Twoje gonty przegniły. Mój dom stoi.

Wiose

Zobaczył równiutko poskładane stosy pościeli, obrusy, serwety, ręczniki. Dotknął ich brzegów i nagle całym ciałem zatęsknił do Misi. Wyciągnął więc stos poszew i wtulił w nie twarz. Pachniały mydłem, czystością, porządkiem, jak Misia, jak świat, który był dawniej. Zaczął wyciągać z szaf wszystko, co w nich było: ubrania swoje i Misi, stosy bawełnianych podkoszulków i kalesonów, woreczki ze skarpetami, bieliznę Misi, jej halki, które tak dobrze znał, śliskie pończochy, pasy i staniki, jej bluzki i sweterki. Zdejmował z wieszaków garnitury (wiele z nich, tych z watowanymi ramionami, pamiętało jeszcze czasy wojny), spodnie z uwięzionymi w szlufkach paskami, koszule o sztywnych kołnierzykach, sukienki i spódnice. Długo przyglądał się szaremu kostiumowi z cienkiej wełenki i przypomniało mu się, że kupował ten materiał, a potem woził do krawca. Misia zażyczyła sobie szerokich klap i ciętych kieszeni. Z górnej półki ściągał kapelusze i apaszki. Z dołu wygarniał torebki. Zanurzał dłoń w ich chłodnych, śliskich wnętrzach, jakby patroszy! martwe zwierzęta. Na podłodze urósł stos rzeczy rzucanych bezładnie. Pomyślał, że powinien rozdać to dzieciom. Ale Adelka odeszła. Tak samo Witek. Nawet nie wiedział, gdzie są. Potem jednak przyszła mu do głowy myśl, że ubrania oddaje się tylko po tych, którzy umarli, a przecież on wciąż żył.

– Żyję i czuję się nieźle. Daję sobie radę -powiedział do siebie i zaraz wyciągnął z zegara nie używane od dawna skrzypce.

Wyszedł z nimi przed dom na schody i zaczął grać, najpierw Ostatnią niedzielę, potem Na sopkach Mandżurii. Ćmy zlatywały się do lampy i krążyły nad jego głową – ruchoma aureola pełna skrzydełek i czułków. Grał tak długo, aż zakurzone zesztywniałe struny popękały, jedna po drugiej.