Страница 53 из 56
Po tej prezentacji osoby Bekierskiego detektyw przystąpił do charakteryzowania zmarłego Leona Bójki, który wraz z oskarżonym przez trzy semestry studiował był w Kazaniu matematykę, zanim hrabia podjął studia techniczne. Bójko dokonał wiekopomnego wynalazku matematycznego: opracował teorię tak zwanych liczb Charona, w których jest „zapisany każdy skończony ciąg”. Ponieważ opowieści, czy to mówione, czy pisane, są skończonym ciągiem liter, w liczbach Charona zakodowana jest każda z nich. Ponieważ życie każdego człowieka jest opowieścią, w liczbach Charona zakodowane jest życie wszystkich razem z narodzinami i śmiercią. Do tej pory nie znano klucza do tego nieskończonego szyfru, obejmującego wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i żyć będą na ziemi. Bójko uważał, że klucz ów odnalazł był w hebrajskim tekście Starego Testamentu. Zestawiając rozmaite frazy i słowa wyrwane z kontekstu, budował kwadraty magiczne – nie pytajcie mnie, na Boga, co to jest! – które (i tu Popielski był też bezradny) nie wiadomo jak wykorzystywał do rozszyfrowywania opowieści o życiu ludzkim, zapisanym w liczbach Charona. W każdym razie Bójko poświęcił się całkowicie badaniom nad Biblią. Przypadkiem odkrył ciekawą zbieżność liczbową dotyczącą dwóch kobiet, które znał był od dawna i z którymi utrzymywał stosunki intymne. Mowa tu o wróżce Lubię Bajdykowej i o prostytutce Lii Kochównie. Otóż po dodaniu liczb, które tkwią w literach ich imion – nie pytajcie mnie, w jaki to mianowicie sposób litery mogą mieć wartość liczbową! – otrzymał liczbę 68. Po dodaniu liter-liczb w hebrajskim określeniu ich profesyj (wyrazy „prorokini” i „nierządnica” też mają jakieś liczby w hebrajszczyźnie), otrzymał również 68. Uznał to za wyraźny znak. Wciąż pracując w urzędzie ewidencyjnym, po kryjomu zaczął w księgach szukać takich ludzi. Przypadkiem natrafił na informacje o żydowskim pochodzeniu matki swego dawnego kolegi z ławy uniwersyteckiej, obecnie bajecznie bogatego właściciela dóbr ziemskich i działacza nacjonalistycznego Józefa Bekierskiego.
I tutaj nastąpiło połączenie dwóch opowieści – o Bójce i Bekierskim. Popielski, rozpoczynając ten wątek, przyznał z niejakim smutkiem, że tajemnicę odczytania liczb Charona Bójko zabrał do grobu i to, co teraz on, Popielski, powie, ma charakter czysto hipotetyczny. Otóż nie wiadomo, czego się Bójko dowiedział o Lubię Bajdykowej i Lii Kochównie, ale prawdopodobnie z liczb Charona wyczytał datę i okoliczności ich śmierci. Poszedł z tymi informacjami do Bekierskiego, aby poprosić go o fundusze na dalsze badania. Potrzebował bowiem maszyny liczącej oraz stałych współpracowników, hebraistów i matematyków, którzy by zestawiali biblijne frazy w kwadraty magiczne. A tacy specjaliści nie będą wszak pracować za darmo.
Hrabia odmówił. Wtedy Bójko zaszantażował go ujawnieniem informacyj o matce Żydówce. Hrabia znów odmówił, po czym dotkliwie pobił Bójkę. Kwadraty magiczne, które ten zaprezentował Bekierskiemu, pozostały w rękach hrabiego. Bekierski zaczął je pilnie studiować. Zafascynowała go zagadka liczb Charona.
Tymczasem Bójko, pozbawiony zupełnie nadziei na fundusze na dalsze badania, przystąpił do zbrodniczej części planu. Zamordował mianowicie i Lubę Bajdykową, i Liję Kochównę, a kwadraty magiczne wysłał na policję jako osobliwe nekrologi. Po co? Bo chciał się pochwalić światu wiekopomnym odkryciem! Liczył, że ktoś odczyta jego rewolucyjne przesłanie i może dołączy, by wspólnie poprowadzić dalsze eksploracje! Szukał bogatego ekscentryka, który by sfinansował badania. Najpierw wysyłał hebrajskie kwadraty do prasy okultystycznej i bulwarowej z prośbą o publikację, pisząc, iż są tam zaszyfrowane proroctwa. Niczego mu nie opublikowano. Toteż zaczął mordować i miał nadzieję, że ktoś z przekupnych funkcjonariuszy sprzeda kwadraty magiczne prasie i wkrótce jego tajne komunikaty staną się powszechnie znane. Lecz się przeliczył. Policjanci nie byli łasi na brudne pieniądze brukowców, a kwadraty magiczne odkrył nie zamożny finansista, który chce władzy nad ludzkim życiem i światem, lecz Popielski. Ten dzięki poszukiwaniom w oddziale ewidencji ludności dotarł do Bójki. Matematyk, chcąc uniknąć stryczka, już w czasie pierwszego spotkania przymilał się do detektywa, wychwalając pod niebiosa jego talent matematyczny, po czym zaproponował mu wspólne badania nad największym wynalazkiem ludzkości.
– Nie obawiałem się, że podejrzany ucieknie – mówił Popielski. – Ubogi dystrakt [80], oberwaniec z kępkami włosów sterczących nad uszami jest wszędzie łatwy do wytropienia. Tymczasem Bójko zrozumiał, że grunt mu się pali pod nogami, i tego samego dnia napisał do „Wieku Nowego” list, w którym ujawniał żydowskie pochodzenie hrabiny Bekierskiej. Potem zatelefonował do Bekierskiego z żądaniem pieniędzy za odwołanie swych rewelacyj. Telefoniczne polecenie zanotował kamerdyner Bekierskiego, pan Stanisław Wiącek. Na drugi dzień hrabia, powróciwszy zapewne z jednej ze swoich erotycznych eskapad, które w okolicznych wsiach urządzał sobie wcale często, natrafił na dzie
– Kłamiesz, ty kanalio! – wrzasnął Bekierski. – Wszystko jest sfingowane! Lałem na ciebie jak koń, a ty się teraz mścisz!
Publiczność zahuczała, sędzia krzyknął ostro na oskarżonego, a Popielski usiadł z westchnieniem politowania. Po jego wystąpieniu wszystko ułożyło mi się w oczywistą i zwartą całość. Tej żelaznej logice wydarzeń nie mógł nie ulec również i obrońca Bekierskiego. Jego wystąpienie było teraz chwiejne i niepewne. Po zapytaniu Popielskiego o kilka niuansów dotyczących jego znajomości ze Stanisławem Wiąckiem zadał nieprzekonujące pytanie retoryczne.
– Na moim kliencie spoczywa zarzut zamordowania Leona Bójki – mówił, osuszając czoło chusteczką. – Czyż nie zastanawia Wysokiego Sądu i panów przysięgłych to, że mój klient, czyli rzekomy morderca, miał ręce powalane olejem? Czy nie jest to zbyt oczywisty dowód? Czyż nie jest dziwne, że i
– Mamy też i
– Co mianowicie?
– Trzeci kwadrat magiczny – Szumiło wyjął z teczki kartkę, na której widniała macierz o sześcioliterowym boku – znaleziony w gabinecie hrabiego Bekierskiego podczas rewizji po dwóch dniach od momentu aresztowania. Ten dowód zbrodni jest bezdyskusyjny. Proszę świadka, pana Edwarda Popielskiego, o objaśnienie kwadratu.
Stanisław Wiącek patrzył na Popielskiego, ale niczego z jego wywodów nie rozumiał. Nie słyszał spokojnego, donośnego głosu detektywa, bo wciąż w jego głowie dźwięczało ojcowskie „Skłamałeś, no to cierp!”. „Żadne cierpienie nie będzie zbyt wielkie – myślał – bym odkupił grzech nielojalności wobec hrabiego”.
[80] Człowiek roztargniony.
[81] Co było do udowodnienia (w formułach matematycznych).