Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 52 из 56

– No bo gdyby nim wstrząsnęła, nie myślałby chyba o takim drobiazgu jak napój dla dzie

– Zgadzam się z nim – odparł Wiącek.

– Gdyby zatem przyjąć, że oskarżony jest wi

Szumiło usiadł, dając znak, iż zakończył przesłuchanie.

– Veto! – zakrzyknął mecenas Bechtold-Smorawiński. – Ten wniosek a posteriori [79] jest logicznie nieuprawniony. Mój znakomity kolega wnioskuje z czegoś, co ma być dopiero wnioskiem końcowym. Wszak to błędne koło!

– Oddalam sprzeciw, mecenasie. – Sędzia Knipa zaczerpnął tchu. – Oskarżyciel próbuje jedynie zrekonstruować okoliczności zarzucanego czynu. Teraz świadek jest do dyspozycji obrony.

Adwokat podszedł do Stanisława Wiącka i spojrzał mu głęboko w oczy.

– Może pan nam zdradzić, skąd się wzięły te blizny na pańskiej twarzy?

– Moja ślubna małżonka podrapała mnie niegdyś dotkliwie w czasie kłótni małżeńskiej.

Lokaj, zaskoczony najwyraźniej tym pytaniem, zdradził pewien niepokój. Stracił bowiem żołnierską ścisłość i lakoniczność wysłowienia, dodając w swej odpowiedzi niepotrzebne „ślubna” i „małżeńskiej”.

– Czy mógłby pan powiedzieć, czego dotyczyła owa kłótnia?

– Tajemnica małżeńska.

– No dobrze. – Mecenas Bechtold-Smorawiński uśmiechnął się. – Przepraszam, nie chciałem ingerować w pożycie małżeńskie świadka z powodu plotkarskiej ciekawości. Pytam jednak, kierując się wyłącznie dobrem sprawy. Muszę uświadomić świadkowi, że dysponuję pisemną ekspertyzą lekarza sądowego, jednego z najwybitniejszych specjalistów, doktora Iwana Pidhirnego, który, jak świadek sobie przypomina, przyjrzał się ranom świadka – za jego zgodą – podczas przesłuchania na policji. Otóż doktór Pidhirny uważa, że te rany wyglądają jak ślady po uderzeniu wąskim i ostrym przedmiotem, na przykład szpicrutą. Jak świadek skomentuje ten wniosek doktora?

– Paznokcie mojej żony są wąskie i ostre.

– Czy świadek widział kiedykolwiek szpicrutę oskarżonego?

– Tak.

– Czy świadek widział, jak oskarżony bije nią i

– Tak.

– Czy bił nią swoją służbę?

– Tak.

– Kogo na przykład?

– Kuchcika, pokojówkę, chłopaka staje

– A czy kiedykolwiek uderzył świadka?

– Nie.

– Stawiam tezę, Wysoki Sądzie – adwokat demonstracyjnie odwrócił się od przesłuchiwanego i teatralnym gestem udrapował togę – że zeznania świadka, wiedzionego pragnieniem zemsty za oćwiczenie go przez oskarżonego szpicrutą po twarzy, są obarczone pewną dozą wątpliwości. Tego motywu zemsty świadek nie chce potwierdzić, kierując się godnością osobistą, którą tak doskonale widać w zachowaniu i postawie świadka.

Po ogłoszeniu przez adwokata, iż nie ma więcej pytań, Stanisław Wiącek zszedł z podium i usiadł na swoim miejscu wśród publiczności. Na jego klapie od marynarki widniała plama po spoconej dłoni.

16

KAMERDYNER STANISŁAW WIĄCEK urodził się w Kozowej w powiecie brzeżańskim w bogatej rodzinie chłopskiej. Jego ojciec Kazimierz Wiącek jako jeden z nielicznych w swym środowisku potrafił czytać, a jego podstawową lekturą była Biblia. Znał ją na wyrywki, a jej wskazówki moralne nieusta

Tymczasem Popielski począł plastycznie i szczegółowo odmalowywać charakterystykę oskarżonego.

sternbachówna, ludwika: Świadek oskarżenia na ławie oskarżonych. Sprawa hrabiego Bekierskiego, (w:) Kryza, Ignacy (red.): Wstać, sąd idzie! Wybór reportaży sądowych z dwudziestolecia międzywoje

Edward Popielski i tym razem prezentował się równie stara

A słuchać było czego. Dawno nie słyszałam tak zwięzłej i jednocześnie pełnej charakterystyki psychologicznej. Chętnie przeczytałabym raporty policyjne Edwarda Popielskiego. Jeśli jest w nich tyle literackiej maestrii, ile w jego wypowiedziach, mogę śmiało stwierdzić, że ten interesujący mężczyzna nie powinien być detektywem ani filologiem, lecz pisarzem. Przedstawiał bardzo dokładnie sylwetę hrabiego Józefa Bekierskiego, jaką był poznał z relacji nieżyjącego już Leona Bójki. Oskarżony w opowieści świadka stanął jako żywy przed naszymi oczyma. Zobaczyliśmy człowieka pełnego sprzeczności, w którego duszy matematyka i inżynieria walczyły z niezwykłą religijnością. Nie była ona jednak ślepa i egzaltowana, ale właśnie nakierowana, by tak rzec, „matematycznie”. Bekierski zetknął się był bowiem w czasie studiów w Kazaniu z rosyjską sektą religijną imiesławców, wśród których dominowali właśnie matematycy! Byli to znani profesorowie moskiewscy – nie wiem, przez kogo znani, ja o nich w życiu nie słyszałam! – Jegorow czy Łuzin. Wyznawcy tej sekty, do których Bekierski dołączył już był na początku studiów, uważali, że „Bóg jest swym imieniem”, co dla matematyków jest poniekąd zrozumiałe – nie pytajcie mnie jak! – w odniesieniu do teorii liczb porządkowych. Bekierski, zafascynowany imiesławiem, rozpoczął badania nad językiem hebrajskim, ponieważ interesowały go konteksty, w jakich używano magicznego i niewymawialnego imienia starotestamentowego Boga, które składało się z czterech spółgłosek JHWH, i jedni je wymawiali jako „Jehowa”, i

[79] Wnioskowanie z następstw o przyczynach.