Страница 9 из 53
– Jarek, nie muszę ci mówić, że tej rozmowy nie było. Wiesz, co by się stało, gdyby dowiedzieli się, że przekazałem ci te informacje?
Pater podniósł filiżankę do ust i niemal niezauważalnie skinął głową. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę.
– Zatem słuchaj. Pamiętasz, jakie buty miał na sobie Maziarski, gdy znaleźliśmy go w „Edenie"?
– Jakieś sportowe. Też zwróciłem na to uwagę, ale…
– Tak, wiem, co chcesz powiedzieć – przerwał niecierpliwie Kwieciński, a Pater zrozumiał, że za chwilę dowie się czegoś, co kolejny raz przekona go, że doktor jest jednym z najlepszych specjalistów w swojej dziedzinie. – To były nowe buty, protektory nie miały śladu zużycia. Słowem: po prostu wygodne buty, w sam raz dla inwalidy. Ale jeśli tak, to może wyjaśnisz mi, dlaczego Maziarski miał odciski na palcach i szorstkie pięty?
Pater milczał.
Powinien sam to zauważyć. Pewnie tak by się stało, gdyby nie żar lejący się z nieba. Wyszedł z pokoju, a potem pojawił się Paprzycki z Lewarem. I było po sprawie.
– Stopy osoby, która nie chodzi, są zwykle delikatne, wyszczuplone – kontynuował doktor. – Te nie były. No ale ostatecznie mogły to być odciski powstałe wtedy, gdy ofiara jeszcze miała sprawne nogi. Jedźmy dalej. Pamiętasz, w jakim stanie były jego spodnie.
– Tak, myślałem wtedy…
– Chodzi mi o dół. – Kwieciński podniósł rękę i powtórzył zamówienie. – Podwinięte nogawki. Czasem śladem jest nie to, co widzimy, ale to, czego nie ma.
– Nie bardzo rozumiem – powiedział Pater.
– Ten facet nie miał zaników mięśniowych w kończynach dolnych. A powinien mieć. I jeszcze jedno. Nie zauważyłem też śladów zanieczyszczania się.
Pater spojrzał pytająco.
– Osoby z porażonymi kończynami mają też z reguły porażone zwieracze. Nie kontrolują oddawania kału i moczu. Zwykle pozostawia to ślady na ubraniu, zwłaszcza na bieliźnie.
– A w tym przypadku nic… – dopowiedział Pater.
– A w tym przypadku nic – Kwieciński powtórzył niczym refren. – Oczywiście z żywym byłoby łatwiej.
Stuknąłbym go młoteczkiem w kolano. Poważnie – doda! pewniejszym głosem, gdy dostrzegł zdziwienie na twarzy Patera. – Stara, niezniszczalna metoda. Taki – wykonał od niechcenia ruch nadgarstkiem – evergreen w naszym zawodzie. Odruchów nie skontrolujesz, bo są niezależne od woli. I jeszcze jedno. Maziarski farbowa! włosy. Dodawał sobie siwizny. Większość na ogól stara się ją tuszować.
Pater spojrzał na trzydziestolatkę, która przeszła koło nich. Ta z pewnością nie musiała niczego tuszować.
– Chcesz powiedzieć, że Maziarski celowo dodawał sobie lat? I co? – zawiesił głos. – Normalnie chodził? Kwieciński popatrzył w telewizor.
– Może nie biegał tak jak ten – wskazał głową napastnika Ekwadoru, biegnącego z piłką wzdłuż linii. – Ale wszystko wskazuje, że był sprawnym, dość wysportowanym facetem.
Pater poczuł ucisk na pęcherz. Gdy wstawał do toalety, wydawało mu się, że napotkał twarz funkcjonariusza ABW spotkanego w „Edenie". Pokręcił głową i po chwili zobaczył na ekranie obrońcę Jopa, nieudolnie wybijającego piłkę w pole. Chyba nerwy odmawiają mi posłuszeństwa – pomyślał.
Gdy wrócił, Kwiecińskiego nie było. Pater uśmiechnął się. Doktor nie lubił podziękowań. Na stole leżał opłacony rachunek z dopiskiem uczynionym ręką zimnego doktora, jak zwykło się określać profesję Kwiecińskiego: „Wisisz mi ten koncert Davisa z Japonii. Wiesz, który".
Jakaś kobieta spojrzała na Patera, ale on nie odwzajemnił uśmiechu.
Gdańsk, 22.06.2006, 14:00
Po dłuższym milczeniu usłyszał w słuchawce kobiecy głos. Sekretarka poinformowała go, że szef jest na międzynarodowej konferencji w hotelu „Grand" w Sopocie. Pater przypomniał sobie niedawną klęskę w pokerze i drogę na Wejherowo.
– Proszę więc powtórzyć… – zawahał się. – Albo nie. Sam mu to powiem.
Dwie godziny później był w hotelu. Kartka formatu A4 z napisem „Marketing i Nowoczesne Świadczenia Opieki Społecznej" oraz z dorysowaną poniżej strzałką wskazywała, gdzie odbywa się konferencja. Jej uczestnicy właśnie jedli obiad. Chili con came zamarło na widelcu jednego z uczestników w połowie drogi do ust.
– Nie mogę teraz rozmawiać. Zresztą z tego, co wiem, nie prowadzi pan tej sprawy
– Mam tu dla pana, doktorze, coś szczególnie smakowitego. – Pater zgiął się nad uchem rozmówcy niczym kelner i niczym kartę dań wręczył mu aktówkę z kserokopiami. Elegancko ubrany mężczyzna otworzył aktówkę i niemal natychmiast ją zamknął. Wiedział, że ten obiad już się dla niego skończył. – Myślę, że dobrze byłoby porozmawiać, dlaczego wybrał pan Wybrzeże zamiast… – Pater położył palce na skroni, jakby próbował sobie coś przypomnieć. – Jak to pan określił? Zamiast „dusznej atmosfery warszawki".
– Proszę być u mnie jutro o dwunastej – szepnął Libling.
– Życzę udanej konferencji. – Pater popatrzył w oczy dyrektora „Edenu". – Salute! – powiedział do brodatego mężczyzny z konferencyjną plakietką przypiętą do garnituru.
– Grazie – odpowiedział doktor Paolo Scaramelli. Patera odprowadziło do drzwi kilka par oczu. O wiele za dużo, niżby życzył sobie Libling.
Gdańsk, 23.06.2006, 8:30
Przez otwarte drzwi łazienki dobiegały dekadenckie pasaże saksofonu i kontrabasu z płyty Charliego Hadena Always Say Goodbye. Płynął pejzaż kalifornijskich knajp, a w każdym dźwięku można było usłyszeć dedykację dla Raymonda Chandlera. Jarosław Pater wyszedł z wa
Zwykle, kiedy stopy Patera już wydobyły chrzęst gruzu, kiedy już spojrzał w lustro okolone czerwoną plastikową ramą, by ujrzeć tam ciemną szczecinę zarostu i czerwone bezse
Pater pamiętał ten moment sprzed trzech lat tak dobrze, jakby zdarzył się przed chwilą. Rudowłosa piękność stoi w drzwiach i mówi tylko trzy słowa: „Syf. Wszystko syf ". Te słowa i trzaśnięcie drzwiami na odchodnym były kodą ich małżeństwa, nad wyraz zwięzłym podsumowaniem kilkunastu lat, prawdą o ich związku, mieszkaniu, a może przede wszystkim o marzeniach, które niemal od początku ich znajomości wydawały się niedorzeczne. Pater nie poszedł w biznes na początku lat dziewięćdziesiątych, jak jego koledzy ze studiów, nie zrobił kariery w dyplomacji, chociaż znajomi na stanowiskach rysowali przed nim świetlane perspektywy. Ostatecznie wszystko zawaliło się w dniu, gdy Jarosław Pater postanowił podjąć pracę w Komendzie Wojewódzkiej. Coraz rzadziej wspominał go ktoś w rozmowach jako młodego i zdolnego. W końcu przestał być młody. I z każdym dniem rozumiał coraz lepiej, że ludzie są rzeczywiście zdolni. Zdolni do wszystkiego.