Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 36 из 117

Skinąłem głową, ale nic nie powiedziałem.

Po kilku sekundach milczenia Saurel zrozumiał, że będzie musiał mówić szczerze i otwarcie. Wzruszył ramionami.

- Cóż, dobrze. Większość tego, co usłyszałeś na spotkaniu, to jedna wielka bzdura; „gówno prawda”, jak powiedzieliby twoi rodacy. Mówiliśmy to ze względu na Kaminsky’ego, no i oczywiście na samych siebie. Ostatecznie musimy przestrzegać prawa. Prawda jest taka, że firmowane nazwiskiem konto numeryczne byłoby dla ciebie samobójstwem. Nigdy bym ci czegoś takiego nie doradził. Ale myślę, że rozważnie by było, gdybyś mimo to otworzył u nas rachunek zupełnie jawny, taki, który mógłbyś z dumą zaprezentować całemu światu. Gdyby amerykańskie władze zażądały kiedykolwiek twoich billingów, miałbyś wiarygodną podkładkę, po co do nas dzwonisz. Jak zapewne wiesz, nie ma przepisów zabraniających posiadania szwajcarskiego konta bankowego. Wystarczyłoby, żebyś wysłał nam jakąś drobną kwotę, choćby ćwierć miliona, które zainwestowalibyśmy w twoim imieniu na europejskich giełdach, oczywiście tylko w akcje najlepszych firm. Miałbyś wtedy pretekst, żeby regularnie się z nami kontaktować.

Nieźle - pomyślałem. Całkowita wiarygodność była najwyraźniej obsesją wśród międzynarodowych przestępców w białych kołnierzykach. Poprawiłem się na krześle, próbując ulżyć lewej nodze, która znowu zaczynała mnie boleć, i obojętnym głosem odparłem:

- Świetnie, niewykluczone, że to zrobię. Ale żebyś lepiej zrozumiał, z kim masz do czynienia, od razu powiem, że prawdopodobieństwo tego, iż zadzwonię tu z domu, jest mniejsze niż zero. Prędzej już wziąłbym parę tysięcy cruzeiro, pojechał do Brazylii i poszukał tam budki telefonicznej, niż dopuścił do tego, żeby mój domowy numer znalazł się na billingu. Ale odpowiadając na twoje pytanie: zamierzam wykorzystać członka rodziny, kogoś o i

Saurel krótko skinął głową.

- Rozumiem, że bez zastrzeżeń jej ufasz, bo jeśli nie, możemy ci kogoś zaproponować. Mamy ich wielu, to ludzie prości i stuprocentowo pewni, farmerzy i pasterze, głównie z Isle of Ma

Interesujące. Mieli własny, pionowo zorientowany system „słupów”. I jak tu nie kochać Szwajcarów? Roland Franks był po prostu fałszerzem i wytwarzał dokumenty uwiarygodniające poczynania swoich klientów.

- Tak, bardzo chciałbym go poznać - odparłem. - Może pojutrze?

- Umówię was. Pan Franks pomoże ci również opracować strategie, dzięki którym będziesz mógł wydawać zainwestowane za granicą pieniądze bez wzbudzania czujności waszych agencji regulacyjnych.

- Strategie? - rzuciłem luźno. - Na przykład jakie?

Saurel poprawił się na krześle.

- Jest ich dużo. Najpopularniejszym sposobem są karty płatnicze powiązane bezpośrednio z kontem. Dokonujesz zakupu, a bank ściąga pieniądze z twojego rachunku. - Uśmiechnął się i dodał: - Z tego, co mówi Kaminsky, często z nich korzystasz. Byłyby dla ciebie ce

- Wystawilibyście je na moje nazwisko czy na nazwisko kobiety, która założy konto?

- Na twoje. Ale radziłbym, żeby ona też miała kartę. Byłoby dobrze, gdyby co miesiąc wydawała choćby symboliczną kwotę.

Kiwnąłem głową. Byłby to kolejny dowód, że konto rzeczywiście należy do niej. Ale dostrzegłem w tym i

- Jestem rozrzutny, a na kartę kredytową, czy debetową, jak nazywamy ją w Stanach, dużo nie kupię. Jean, tu chodzi o wielomilionowe transakcje, a nie o drobne wydatki. Nie ma sposobów na wyprowadzenie większych pieniędzy?

- Oczywiście są. I

Tak, musiałem przyznać, że to całkiem sprytne. Sprytne, ale jeszcze bardziej ryzykowne niż zagrywka z kartami kredytowymi. Gdybym obłożył hipoteką własny dom, zostałoby to odnotowane w urzędzie miejskim w Old Brookville. Znaczyło to, że federalni mogliby tam w każdej chwili pójść i poprosić o kopię aktu, a wtedy zobaczyliby, że wierzycielem jest firma zagraniczna. I mówić tu o niewzbudzaniu podejrzeń. Najwyraźniej była to ta trudniejsza część gry. Przerzucenie kasy do Szwajcarii nie stworzyłoby większych problemów, podobnie jak ukrycie się przed wścibskim wzrokiem tych z FBI. Ale wyprowadzenie stąd pieniędzy bez pozostawiania śladów na papierze to już zupełnie i

- À propos - spytał Saurel. - Jak się nazywa ta Angielka?

- Patricia Mellor.

Jean uśmiechnął się jak spiskowiec.

- Świetnie, znakomicie. Bo czy ktoś o takim nazwisku mógłby złamać prawo?

*

Godzinę później wysiedliśmy z windy na trzecim piętrze hotelu i ruszyliśmy do pokoju Da

- Jean - powiedziałem, kiedy doszliśmy na miejsce. - Da

Saurel uśmiechnął się szeroko i odparł:

- Ależ oczywiście. Trudno nie szanować kogoś, kto wyznaje taką filozofię. W Europie jest bardzo popularna. Kto jak kto, ale ja na pewno nie mam prawa osądzać i

Przekręciłem klucz, otworzyłem drzwi, no i proszę: na podłodze leżał na plecach Da