Страница 75 из 114
— 350 stopni — dokończyła Suzy.
— Dobrze. Nawet za dobrze jak na głębokość 9900 metrów przy tutejszym stopniu geotermicznym.
Sięgnął do drążków sterowych.
— A więc pójdźmy za przykładem naszej warstwy — powiedział z — uśmiechem i przesuwając drążek zawołał: — W górę! Chyba już dość mamy przygód!
W POSZUKIWANIU ŹRÓDŁA
Zoe przesunęła palcami po guzikach. Chciała raz jeszcze upewnić się, czy wszystkie przyrządy są włączone.
Pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte, szóste stanowisko — liczyła w myślach. — W porządku.
Do uszu niewidomej dobiegł przytłumiony odgłos kroków na korytarzu. Po lekkim, przyśpieszonym chodzie poznała Daisy.
Zoe odwróciła głowę w kierunku rozsuwanych drzwi i przebiegła palcami po płytce plastycznego ekranu. Przywykła już do tego ruchu. Przez wiele miesięcy ćwiczeń czuła, jak niemal z każdym dniem koniuszki jej palców odkrywały coraz większe bogactwo wrażeń dotykowych i termicznych, przetwarzanych w mózgu w zwarty przestrze
Teraz na ekranie dermowizora pod palcami wyraźnie wyczuła czworokąt rozsuniętych drzwi i drobną, poruszającą się postać. Z odległości kilku metrów nie potrafiła jeszcze odróżnić rysów twarzy, ale wyczuwana dotykiem sylwetka i znajomy odgłos kroków sprawiły, że rozpoznała Daisy.
Uśmiechnęła się do przybyłej i spytała nie ukrywając podniecenia:
— No i?…
— Wszystko gotowe — odrzekła Daisy siadając obok Zoe w fotelu. — Przełączyłam już oba zespoły na naszą podcentralę. Przed chwilą nadszedł meldunek od Kory. Zainstalowała dodatkowo czwarte stanowisko z koloniami bakterii. Czuwa tam Zoja. Nadeszła też wiadomość od Deana i Włada. Są gotowi.
— Mamy więc ogółem jedenaście stanowisk — ucieszyła się Zoe. — To powi
— Jeśli znów nie nastąpi jakaś zmiana — westchnęła Daisy.
— To nie była żadna zmiana. Po prostu wyszłam z błędnych założeń, że źródłem emisji jest Proxima. Teraz mamy w zasięgu całe niebo i jestem niemal pewna, że nie tylko uda się nam zaobserwować gdzieś zaburzenia, ale również określić położenie ich źródła.
— 'Więc jednak jakieś promieniowanie?
— Tak sądzą Kora i Andrzej. Niekoniecznie muszą to być fale elektromagnetyczne.
— A więc cząstki?
— Bardzo możliwe. Zresztą nośnik to kwestia wtórna.
— Co przez to rozumiesz? Czyżby?…
— Czekaj — przerwała Zoe, ruchem dłoni nakazując milczenie. Chwilę nasłuchiwała.
— Nym idzie — wyjaśniła krótko.
— Nym? — zdziwiła się Daisy.
— Słyszę jego kroki.
Teraz i Daisy usłyszała ciche stąpanie za'drzwiami. Po chwili w progu stanął astrofizyk.
— Nie przeszkadzam? — zapytał niepewnie.
— Ależ nie! — zawołała Zoe. — Na. razie jedyną moją robotą jest czekanie. Jeszcze się nie zaczęło.
— Wobec tego pozwól, że i ja tu coś wtrącę. Otóż dziś rano wpadła mi do głowy pewna hipoteza, która chyba was zainteresuje. Co prawda nie jestem zwole
— Zadziwiasz mnie. Czyżbyś przeszedł na naszą stronę?
— Jestem po stronie prawdy, jak by powiedział Szu. A z tym nie jest wcale najłatwiej. Te same fakty mogą być przecież różnie interpretowane. Rzecz w tym, że instrukcja nr 4 może wymagać przeformułowania, jeśli nie będzie odpowiadać sytuacji. Nie spodziewajcie się jednak zbyt wiele: do swojej hipotezy odnoszę się bardzo sceptycznie i nikła jest szansa, aby się potwierdziła. Niemniej nawet najbardziej niedorzeczne przypuszczenie warte jest rozwagi i sprawdzenia, jeśli to możliwe.
— Powiedz wreszcie, o co chodzi! — zniecierpliwiła się Daisy. — Po co ta cała retoryka?
— Poczekaj. Najpierw odpowiedzcie mi na parę pytań. Przede wszystkim: czy zakłócenia łączności radiowej zawsze były skorelowane z zaburzeniami w funkcjonowaniu żywych organizmów — zwierząt i ludzi? Zoe uniosła głowę i wyciągniętą ręką dotknęła ramienia Nyma.
— Usiądź tu bliżej — powiedziała wskazując wolne miejsce obok Daisy. — Wiesz przecież, że niedowidzę na większą odległość — uśmiechnęła się blado. — Niestety, nie jestem w stanie odpowiedzieć w sposób kategoryczny na twoje pytanie. Nie było systematycznej rejestracji parametrów bio. W pełni udokumentowany jest tylko 27-dniowy cykl zmian w warunkach łączności radiowej. Oparłam się tu na analizie zapisu przekazów telemetrycznych i rozmów radiotelefonicznych, dokonywanego na Sel automatycznie od dnia wylądowania. Ale te zmiany bywają różne. Może to być kilkugodzi
— Słyszałem, że zwiększyłyście liczbę stanowisk.
— Do jedenastu. Sześć na Sel, w różnych punktach, tak rozstawione, aby się dublowały dla obszaru całego nieba. Obsługują je Rita, Wiktor, Suń, Mei i Czin. Dalsze cztery stanowiska, obsługiwane przez Korę, Allana, Zoję i ojca, znajdują się na Temie. Ponadto Wład i Dean mają dokonać próby zlokalizowania źródła ewentualnej emisji falowej lub korpuskularnej z labdżeta w drodze na Noktę. Będą wówczas oddaleni od nas ponad 520 milionów kilometrów i od nich wiadomość nadejdzie, rzecz jasna, z blisko półgodzi
— Wiem. To przecież dla mnie robią mapę neutrinową nieba. Mają niezły zestaw instrumentów. Widzę, że bardzo solidnie przygotowałaś tę operację.
Daisy w zamyśleniu patrzyła na Zoe. Jakże bardzo zmieniła się ona w ostatnich kilkunastu miesiącach. Ile hartu i wytrwałości, a zarazem energii i wewnętrznego optymizmu było w tej dziewczynie. Była w tym z pewnością również wielka zasługa Kory, która potrafiła dowieść jej, że mimo kalectwa może stać się pełnowartościowym członkiem ekspedycji. Niemniej — Zoe raz po raz zaskakiwała wszystkich zarówno swymi umiejętnościami jak i siłą charakteru. To już nie była tamta nieco lekkomyślna i impulsywna dziewczyna, która ważyła się na szaleńczy skok z Bolidu na powierzchnię Nokty. Zoe spoważniała i wysubtelniała. Jej spojrzenie na życie nabrało ostrości i wnikliwości. Zdobywana przez nią w trudzie wiedza stawała się coraz bardziej gruntowna i systematyczna.