Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 85 из 95

– Chciałbym wierzyć waszmości!

– Chcesz, panie bracie, to się u cara wstawię i księciem cię zrobi. A co wolisz? Suzdal? Włodzimierz? Siergiejewsk? Sierpuchów? Wszystko tam do wzięcia, bo co tylko szabla polska zniesie, co ręką zagarniesz, to twoje!

– Jedźmy więc i dobierzmy się do Moskwicinów!

Wymienili z Dydyńskim spojrzenia pełne wzajemnego zrozumienia. A potem wyruszyli. Na wschód. Do Putywla, Czernihowa, Tuszyna, do Moskwy...

I znacznie dalej.

Na skraj świata.

Koniec

Przypisy

Rozdział I

W klasztorze Ojców Bernardynów w Przeworsku... – większość miejsc opisanych na kartach Diabła Łańcuckiego to autentyczne zamki, dwory, miasta i klasztory, które do dziś oglądać można w województwie podkarpackim (czyli w dawnej Ziemi Przemyskiej i Sanockiej). Wspomniana budowla to oczywiście klasztor w Przeworsku, zbudowany około 1461 roku przez Rafała z Tarnowa i powierzony ojcom bernardynom w roku 1465.

a za cztery dni, na Święto Podniesienia Krzyża Pańskiego, zaczynał się jarmark... – Święto Podniesienia Krzyża obchodzone jest w Kościele katolickim co roku 14 września.

przez krużganki... – wirydarz każdego klasztoru okolony był krytymi dachem krużgankami, czyli podsieniami, z których prowadziły drzwi do poszczególnych sal obiektu.

ciężkimi zwojami żaglowego płótna... – w XVI i XVII wieku Przeworsk słynął z tkaczy, których wyroby trafiały na rynki Lyonu, Frankfurtu i Moskwy. W mieście produkowano obrusy, obicia, jedwabie, a także płótna żaglowe wywożone później na zachód.

namiestnika w najpodlejszej chorągwi wołoskiej... – zwykle chorągwiami jazdy narodowego autoramentu dowodzili rotmistrzowie lub porucznicy. Czasem jednak, jeśli któryś z nich piastował i

A

A

w Gelazynce na lwowskim ratuszu... – Gelazynką nazywano w XVII wieku najgłębszą, najgorszą podziemną celę pod ratuszem we Lwowie, do której wsadzano najzawziętszych i najbardziej zuchwałych łotrów, morderców i swawolników. W ich liczbie zaś Andrzeja Polickiego, znanego rozbójnika obwinianego o zabójstwo Stanisława Głembockiego.

Mikołaj z Radomia... – gwardian bernardynów przeworskich, który w roku 1593 ufundował organy w kościele Świętej Barbary.

Węgierski sabat... – sabatami nazywano w XVII wieku Szeklerów – węgierskich górali z Siedmiogrodu, których od czasów Stefana Batorego zaciągano chętnie na dwory w Rzeczypospolitej jako nadwornych żołnierzy i pachołków.

włosienicę i kukullę... – to oczywiście elementy stroju zako

w kolczugach i karwaszach, futrzanych kołpakach; w bechterach nakrytych skórami lwów i lampartów... – kolczuga była w XVII wieku zbroją powszechnie używaną przez szlachtę i żołnierzy. Składała się ona ze splecionych metalowych kółeczek. Bechter z kolei był zbroją wykonaną z prostokątnych żelaznych płytek połączonych żelaznymi kółkami. Szlachta polska często zarzucała na zbroje skóry wilcze, lwie i tygrysie.

Jacek Dydyński – zwany Jackiem nad Jackami – postać autentyczna, syn stolnika sanockiego (zwany w Rzeczypospolitej stolnikowicem), pochodzący z Niewistki na północ od Sanoka. Jacek Dydyński, który często gości na kartach Prawem i Lewem Władysława Łozińskiego, był zajezdnikiem, czyli szlachcicem, który za stosowną opłatą gotów był urządzić zajazd na każdego. Dydyński służył niegdyś w chorągwiach lisowczyków. Nic więc dziwnego, iż w Ziemi Przemyskiej bano się go jak ognia. Wiadomo też, że miał kilku braci, wśród których wymieniani są m.in. Przecław, Andrzej, Zygmunt, Mikołaj i najmłodszy Łukasz – którego zresztą w roku 1629 bracia Dydyńscy porwali ze szkół w Sandomierzu i ograbili. Dydyński znany był ze swego honoru i fantazji – dlatego nawet dawny, XIX-wieczny historyk Łoziński pisze o nim z pewną sympatią. I to pomimo iż Jacek nad Jackami, podobnie jak wielu spośród panów braci z Ziemi Przemyskiej, służył przez pewien czas u Władysława i Zygmunta Stadnickich, synów okrutnego Stanisława Stadnickiego. Wkrótce jednak sprzykrzył sobie ich kompanię i przeszedł do ich wroga – Konstantego Korniakta. Potem służył Stanisławowi Krasickiemu, podczaszemu łomżyńskiemu, który ubiegał się o starostwo po ojcu – Jerzym, uznanym za słabego na umyśle. W Boże Narodzenie 1637 roku Dydyński napadł ze swą czeladzią na Dolinę, doszczętnie złupił ją i splądrował. W roku 1639 wystąpił zbrojnie przeciwko kasztelanowi wyszogrodzkiemu Maciejowi Siecińskiemu, który usiłował zagarnąć dla siebie dobra, które należały wcześniej do Jerzego Krasickiego; potem zaś Jacek nad Jackami przystał do najzacieklejszych wrogów Stanisława Krasickiego – książąt Sanguszków, za co podczaszy groził mu śmiercią. Dydyński przysłużył się następnie i