Страница 81 из 95
– Ja stąd nie odjadę. Choćbyś mnie na arkanie związał, to sznury przegryzę!
– Więc milcz! I trzymaj się blisko mnie!
* * *
Kłując, rąbiąc uciekających, tratując pieszych, zmiatając z kulbak ko
Nikt w mieście nie spodziewał się najazdu. Bo też i nikt nie pomyślał, że Stanisław Stadnicki, właściciel całego klucza, kiedykolwiek zostanie pokonany, upokorzony i zmuszony do ucieczki. Dzwony u fary i Świętego Ducha zabiły dopiero wówczas, gdy pierwsi uciekinierzy dopadli na spienionych koniach Bramy Górnej, zwanej także Murowaną, kiedy dostrzeżono ich z pobliskiej bastei strzelczej i wieży więzie
Jednak wtedy było już za późno...
Zanim ktokolwiek zdołał poruszyć ciężkie wrzeciądze wrót, nim strażnicy miejscy zdołali zatrzasnąć furty, zasunąć rygle, pierwsi semeni i ko
I od razu rzuciła na mieszkańców!
Nikt już nie słuchał rozkazów, nikt nie zważał na komendy rotmistrzów, rozkazy Dydyńskiego i jego namiestników. Dwerniccy, elearzy i część kozaków dworskich Opalińskiego wytrwali przy Jacku nad Jackami, pognali do Bramy Dolnej, w stronę zamku. A reszta hajduków, semenów, czeladzi, szlachty, dworzan i pachołków runęła hurmem do wnętrza sklepów, kramów i piwnic, do mieszczańskich domów i ratuszowych komnat, do piwnic, szop i składów. Nikt nie stawił im oporu, nie prosił o łaskę i nikt jej oczywiście nie dawał. W zamęcie podpalono trzy domy przy rynku, obito kupców i przekupniów. Rozwścieczone żołdactwo mordowało mieszczan, rąbało szablami czeladników i mistrzów, rajców i patrycjuszy, gwałciło pa
Nikt już nie zważał na to, że mieszkańcy Łańcuta cierpieli od swojego pana po równi z okoliczną szlachtą i chłopami. Byli wszak sługami i poddanymi Diabła, a teraz, kiedy Stadnicki był daleko i pobity, zapanowało okrutne i bezlitosne prawo wojny. O ile jednak szlachta sanocka i przemyska zachowywała pozory, rabowała głównie broń i klejnoty, a baby i dziewki gwałciła po cichu, tak aby nikt nie widział, to kozaków, hajduków i całą zbrojną hołotę Opalińskiego ogarnął prawdziwy szał na widok bogactwa, które ujrzeli w składach, domach i kramach Łańcuta. Jak zauroczeni rzucali się na postawy sukna, bele aksamitu, adamaszku, złotogłowiu, na altembasy, atłasy. Na fryzy, kitajki, kobierce, delie, giermaki, futra kunie, rysie i sobole, wilczury, skóry lwie i tygrysie. Na suknie ze złotogłowiu, alkierzyki, gdańskie meble, srebra, klejnoty i broń. Na szczerozłote półmiski, łańcuchy, zapony, trzęsienia, garnki, puchary i nautilusy, kielichy, miednice, dzbany, roztruchany, srebrne flasze. Na diamentowe guzy do szlacheckich delii i żupanów, kubki, nalewki, miednice, konwie, sztuki złote z klejnotami, pa
* * *
Dydyński, zebrawszy swoich braci, Konstancję oraz ilu się tylko dało Dwernickich, skoczył co tchu ku Dolnej Bramie, położonej niemal na wprost głównego wjazdu do Piekła. Za nimi rzuciła się zaraz część szlachty spod buławy Ramułta, ko
– Otwierać po dobroci! – krzyknął donośnie. – Daruję was, chamy, zdrowiem, jak nas do środka wpuścicie.
– Całuj psa w nos, kpie! – odkrzyknął jakiś nikczemny głos. – Zdymaj konie i broń, paniczyku, to cię do lochów na ucztę zaprosimy!
– Wybraliście! – rzekł spokojnie Dydyński. – Panie Berynda! Poczynaj, waść.
Hajducy strzegący bramy wrzasnęli jednym głosem, gdy spoza tłumu szlachty, czeladzi i kozaków wyłonił się Bieniasz, a za nim... Za nim Dwerniccy pod komendą Samuela ciągnęli trzy spośród sześciu armat zdobytych w czasie niedawnej potyczki ze Stadnickim.
Szybko odwrócono falkonety w stronę bramy, przystawiono lonty do zapałów. Działa huknęły niskim basem, ryknęły przerażająco, posyłając w stronę wrót ciężkie żelazne kule. Ogromna, okuta furta zachwiała się w posadach, obydwa skrzydła wrót wyleciały z zawiasów, pochyliły się.
– Na zamek! – ryknął Jacek nad Jackami. – Brać Piekło!
Nikt już nie czekał do kolejnego strzału. Ogromny tłum żądny skarbów Stadnickiego rzucił się ku bramie z szablami i pałaszami. U wrót zrobiła się straszna ciżba, ścisk i zamieszanie, nad głową Dydyńskiego zahuczały wystrzały z kobył i arkebuzów zamkowej załogi. A potem ogromne wrzeciądze, nadwerężone wcześniej wystrzałami, zatrzeszczały i padły pchane setką silnych ramion.