Страница 81 из 94
Ludzie otoczyli go. Twarze mieli zarumienione – od alkoholu, ale i z poczucia triumfu. Nikt, jak dotąd, nie odważył się dotknąć Ke
– Jestem Tayella – oznajmiła wyraźnym i potężnym głosem. – Rządzę Krzywem. – Spojrzała mu w oczy, jak gdyby zamierzał zakwestionować jej oświadczenie. Potem, ku jego zdziwieniu, nagle zalała się łzami. Płynęły jeszcze po jej policzkach, gdy dodała załamującym się głosem: – I powiem ci, że wszystko tutaj jest twoje. Bierz, co chcesz i kiedy chcesz. Ponieważ przywiodłeś do nas tych, których ujrzeć już się nie spodziewaliśmy!
Zaufać swemu szczęściu! Ke
– Skąd wiedziałeś? – spytała. Jej głos znowu się załamał. – Jak się domyśliłeś? Wszyscy byliśmy zdziwieni.
– Mam swoje sposoby – odparł ostrożnie i zastanowił się, o czym ta kobieta mówi. Nie spytał jej jednak i nawet się nie wzdrygnął, gdy jej ręka opadła na jego ramię. Owo klepnięcie zapewne oznaczało, że jest zadowolona.
– Wystawcie świeży stolik, nasz najlepszy. Droga dla kapitana Ke
Wiwatujący tłum pchnął lekko Ke
Tayella wstała, po czym wgramoliła się na blat stołu i przemówiła do zebranych.
– Przybyliśmy tu – zaintonowała – dwanaście lat temu. W łańcuchach, chorzy, na wpół żywi. Wielu z nas. Ocean pobłogosławił nas potężnym sztormem, który pchnął statek w górę owego kanału, gdzie żaden handlarz niewolników nigdy nie dotarł, a potem osadził nas na mieliźnie. Dzięki tej burzy wiele się zdarzyło. Między i
Skonsternowany kapitan czekał, patrząc, jak Tayella wyciera zapłakane oczy jego chusteczką.
– Kiedy przyszli nas zabrać, ponieważ nie zdołaliśmy zapłacić Satrapie podatków, walczyłam. Zabili mi męża i wzięli mnie, lecz moja mała wówczas córeczka uciekła. Nigdy nie przypuszczałam, że ją jeszcze kiedykolwiek zobaczę… Nie mówiąc o moim wnuku, którego istnienia nawet nie podejrzewałam.
Wskazała z czułością na Ke
Uspokajała się długo i wkrótce i
Najzwyklejsze szczęście. Jego szczęście! Szczęście, któremu ufał i którego nigdy nie kwestionował. Od niechcenia pogładził palcem czarodrzewowy talizman na nadgarstku. Nie wolno mu szydzić z tego szczęścia ani pogardzać tą szansą. Nie wolno mu. Takie szczęście wymaga od niego śmiałości. Zdecydował, że im powie. Nieśmiało i pokornie spytał Tayellę:
– Czy moi ludzie powiedzieli ci, jakie proroctwo otrzymałem od przedstawiciela I
Tayelli wytrzeszczyła oczy. Poczuła, że nadchodzi niezwykła chwila. Jej milczenie – niczym rozszerzający się krąg fal – zawładnęło zebranymi. Wszyscy patrzyli na Ke
– Coś słyszałam – bąknęła ostrożnie.
Piracki kapitan spuścił wzrok, jak gdyby poczuł się pokonany.
– Tutaj zaczniemy – odezwał się w końcu niskim, subtelnym głosem. Potem zrobił większy wdech i kontynuował jeszcze głębszym głosem: Tak, właśnie od tego! – dodał szczególnym tonem, by zebrani poczuli się zaszczyceni jego szczerością.
Udało się. Wszystkie oczy zalśniły łzami. Zdziwiona Tayella potrząsnęła powoli głową.
– Ale cóż możemy ci ofiarować? – spytała niepewnie. – Jesteśmy wioską na odludziu. Nie mamy tu pól uprawnych ani wspaniałych domów. Cóż to za królewska siedziba?
– Zacznę od tego, od czego wy zaczęliście – odpowiedział cichym, łagodnym głosem. – Przywiozłem wam statek i wytrenowałem dla was jego załogę. Będziecie pracowali na “Fortunie” pod banderą kruka. Zostawię Rafo, by nauczył was naszego sposobu życia. Bierzcie wszystko, co zechcecie od każdego mijającego was statku i uczyńcie to własnym. Nie zapominajcie, że Satrapa odebrał wam cały dobytek i nie wstydźcie się odbierać bogactw handlarzom z Jamaillii, których władca karmi waszą krwią. – Spojrzał w wilgotne oczy swego mata i znalazł w nich inspirację. – Napadajcie na każdy przepływający przez wasze wody statek z niewolnikami. Załogę wrzucajcie do wody, co z zadowoleniem przyjmą tutejsze węże, a statki gromadźcie w waszym porcie. Z całego ładunku, który będzie się znajdował na ich pokładach, Krzywemu należy się połowa. Pamiętajcie: połowa! – powtórzył to słowo głośno, aby cała grupa usłyszała o jego hojności. – Resztę przechowajcie dla mnie. Zanim rok upłynie, Sorcor i ja wrócimy po naszą część i wówczas dowiecie się, jak najlepiej sprzedać wasze łupy. – Z lekko drwiącym i pewnym siebie uśmiechem Ke
Wszyscy zebrani wykrzykiwali pochlebstwa pod jego adresem. Tayella najwyraźniej nie zauważyła, że piracki kapitan właśnie odebrał jej władzę nad osadą. Oczy kobiety lśniły równie mocno jak pozostałych. Wzniosła swoją czarkę wysoko. Nawet zimnokrwisty Sorcor przyłączył się do zebranych, którzy krzyczeli imię jego kapitana. Takiego triumfu jak ten nie odczuwał nigdy dotąd. Ke