Страница 54 из 94
– No właśnie. Wymieniłbym słoną cenę, ale byłbyś skło
– To się nie uda – oznajmił Sorcor.
– Dlaczego?
– Jako że jeśli zdradzisz nasze tajemnice związane z kanałami i prądami, i
– Ponieważ dostaną swoją dolę, każdy z nich. Przepływające statki będą musiały wpłacić odpowiednią sumę do wspólnej pirackiej kasy. Skłonimy też wszystkich wokół do obietnicy, że przestaną napadać na nas i na nasze miasta. Nasze kobiety będą mogły spać spokojnie, wiedząc, że ich ojcowie i bracia bezpiecznie do nich powrócą i że znikąd nie przybędą ludzie Satrapy, by palić miasta, a ich mieszkańców zmieniać w niewolników. – Ke
Widać było po Sorcorze, że przyszedł mu do głowy jakiś pomysł.
– Nie byłoby niewolników. Ukrócilibyśmy handel nimi raz na zawsze. Żaden statek wiozący niewolników nie miałby prawa wpłynąć do Kanału Wewnętrznego.
Ke
– Ależ handel niewolnikami jest najbardziej opłacalny ze wszystkich. Właśnie te statki mogłyby nam płacić największy haracz, szczególnie że zależałoby im na szybkim i łatwym przepłynieciu kanału, póki ładunek jest jeszcze cały i zdrowy. Pomyśl, jak duży procent towaru zwykle tracą…
– To nie towar, to ludzie – przerwał mu ostro mat. – Kobiety i dzieci. Żywi ludzie. Gdybyś kiedykolwiek znalazł się pod pokładem takiego statku… nie na pokładzie, lecz w ładowni, przykuty łańcuchami… wówczas nie używałbyś, panie, słowa “towar”. Nie, nie, żadnych statków z niewolnikami. To właśnie z powodu niewolnictwa zostaliśmy piratami. Jeśli zamierzamy zmieniać świat, zacznijmy od tego. Zróbmy im to, co oni zrobili nam – to znaczy pozbawmy ich pracy. Niech się zajmą czymś i
– Hm, w takim razie, dobrze – zgodził się łagodnie Ke
– Prawdopodobnie tak – Sorcor zgodził się po chwilowym zastanowieniu. – Jak więc ich skłonimy, by nas wysłuchali?
Nareszcie! Nareszcie padło pytanie, na które czekał Ke
– Muszą uwierzyć, że potrafimy robić rzeczy niemożliwe. W tym celu powi
Sorcor rzucił swemu kapitanowi groźne spojrzenie.
– Panie… Ke
– Nie “Parias”, lecz “Paragon” – poprawił go Ke
– Ale po co nam żywostatek? – spytał oszołomiony Sorcor. – Nie pojmuję tego.
– Chcę… mieć. Oto dlaczego.
– Dobrze więc. Powiem ci, panie, czego ja pragnę. – Z jakiegoś powodu Sorcor najwyraźniej sądził, że jego kapitan dobija z nim targu. – Zgodzę się na to – poddał się z niechęcią. – Jeśli zobaczymy na naszej drodze żywostatek, będziemy go ścigać. Nie widzę w tym wprawdzie zbytniego sensu, ale nie przyznam się do tego przed naszymi ludźmi. Wręcz przeciwnie, gorąco ich do takiej akcji zachęcę. W zamian za to obiecasz mi, panie, że odbijemy pierwszy statek niewolników, jaki dostrzeżemy. Dokonamy abordażu. Wejdziemy na pokład, załogę rzucimy wężom na pożarcie, a biednych skazańców odwieziemy bezpiecznie do miasta. Myślę, kapitanie, że po kilku takich akcjach zyskalibyśmy znacznie większy szacunek piratów niż przejmując żywostatek.