Страница 4 из 94
Gwałtownie odpędził myśli związane z artystą. Nie było czasu na próżne rozpamiętywanie. Nie przybył przecież na Plażę Skarbów, aby powrócić do przeszłości, ale by znaleźć skarb, który uchroni go w przyszłości. Wpatrzył się w falujący brzeg i ruszył dalej po plaży. Nie zwracał uwagi na połyskujące muszle, szczypce krabów, sploty wyrwanych z korzeniami wodorostów oraz przeróżnej wielkości kawałki wyrzuconego przez fale drzewa. Bladobłękitne oczy młodego pirata wypatrywały tylko pięknych nieuszkodzonych przedmiotów. Niebawem jego poszukiwania zostały nagrodzone. W małej poobijanej drewnianej skrzynce znalazł komplet filiżanek. Ani przez chwilę nie zaprzątał sobie głowy myślami o twórcach i użytkownikach tych cacuszek. Filiżanek było dwanaście i zrobiono je z wydrążonych końców ptasich kości. Każdą filiżankę zdobił maleńki niebieski obrazek, wykonany niezwykle subtelną kreską, toteż Ke
Szedł przed siebie wielkimi krokami. Nad głową świeciło słońce, w oczy wiał wiatr, wytworne buty pirata pozostawiały na mokrym piasku wyraźne ślady. Co jakiś czas Ke
Zupełnie nie przejmował się faktem, że owe znaleziska z pewnością nie zostały wykonane przez człowieka ani też zaprojektowane dla ludzkiego użytku. Chociaż wcześniej kpił z wiary Gankisa w istnienie magii na tej plaży, znał powszechnie panujące przekonanie, że na skalne wybrzeże docierają fale nie tylko tego oceanu. Statki, których nieroztropni kapitanowie decydowali się zakotwiczyć podczas sztormu w pobliżu wyspy, często znikały, nie zostawiając po sobie nawet jednej drzazgi. Starzy żeglarze mawiali, że przepadają one bez śladu z naszego świata, przeniesione na morza i
Po chwili dostrzegł najbardziej niepokojące z dotychczasowych znalezisk. Była to na wpół zagrzebana w mokrym piasku sakwa, zszyta z kawałków czerwonej i niebieskiej skóry. Skóra była mocna, a sakwa wyglądała solidnie. Morska woda rozmoczyła ją i poplamiła, w niektórych miejscach kolory się rozmyły. Sól spowodowała blokadę mosiężnych sprzączek, służących jako zamknięcie sakwy i usztywniła skórzane rzemienie. Ke
Poczuł ekscytację połączoną z prawie religijnym uniesieniem. Drzewo. Kora i sok, zapach lasu i unoszące się nad głową liście. Drzewo. Ale również gleba i woda, powietrze i światło, wszystkie te elementy łączyły się z pojęciem drzewa. Chłopiec myślał o nich i wyobrażał sobie, że jest korą, liśćmi i korzeniami, a następnie powietrzem i wodą.
– Wintrowie.
Chłopiec powoli odwrócił oczy od powstającego przed nim drzewa i z wysiłkiem skupił wzrok na uśmiechniętej twarzy młodego kapłana. Berandol pokiwał głową z aprobatą. Wintrow na chwilę zamknął oczy, wstrzymał oddech, po czym wraz z wydechem uwolnił się od swojego zadania. Kiedy otworzył oczy, zrobił nagły wdech, jak po długim przebywaniu w głębokiej wodzie. Pstrokate światło, słodka woda, lekki wietrzyk – natychmiast wszystko Zniknęło. Chłopiec znajdował się w klasztornej pracowni, zimnym pomieszczeniu, którego ściany i podłoga wyłożone były kamieniem. Czuł, jak zimno podłogi kłuje go w gołe stopy. Oprócz jego stołu w dużej sali stał tuzin i
Wintrow wpatrywał się w leżące przed nim na stole błyszczące kawałki szkła i diament do cięcia. Piękno witrażowego wizerunku, który zesztukował, zadziwiało nawet jego samego, a jednak ciągle jeszcze nawet nie otarł się o cud, jakim jest prawdziwe drzewo. Musnął obrazek palcami, przesunął nimi po pniu i pełnych gracji gałęziach, chociaż świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że pieszczenie witrażu niewiele się różni od dotyku własnego ciała. Za sobą usłyszał cichy oddech Berandola. Wintrow był bardzo skupiony i czuł, jak jego myśli zbiegają się z myślami kapłana. Obaj odczuwali tę samą cześć. Przez jakiś czas stali nieruchomo, milcząco sławiąc cud ich boga, Sa.
– Wintrowie – powtórzył szeptem kapłan. Wyciągnął rękę i przesunął palcem po maleńkim smoku, który patrzył z górnych gałęzi drzewa, potem dotknął lśniącej krzywizny ciała węża, ukrytego w poskręcanych korzeniach. Wreszcie otoczył ręką ramiona chłopca i odwrócił go łagodnie od stolika. Podczas gdy wychodzili z pracowni, upomniał go cicho: – Jesteś jeszcze zbyt młody, aby utrzymywać się w takim stanie przez cały ranek. Musisz znaleźć czas dla wielu i
Wintrow podniósł ręce i przetarł oczy, w których nagle poczuł ogromne zmęczenie.
– Spędziłem tu cały ranek? – spytał oszołomiony. – Nie miałem o tym pojęcia, Berandolu.
– Wierzę ci. Jestem wszakże pewien, że zaraz ogarnie cię znużenie. W życiu niezwykle ważna jest skrupulatność, Wintrowie. Jutro poproś stróża, aby przerwał ci w środku poranka. Taki talent jak twój jest zbyt ce
– Teraz naprawdę odczuwam ból – przyznał chłopiec. Przesunął ręką po czole, odrzucił z oczu ładne czarne włosy i uśmiechnął się. – Ale drzewo było tego warte, Berandolu.
Kapłan z namysłem pokiwał głową.
– Tak, nawet w wielu znaczeniach tego słowa. Sprzedaż takiego okna przyniesie nam dużo pieniędzy. Wystarczy na naprawę dachu nad salą nowicjuszy. O ile tylko Matka Dellity zezwoli, by klasztor rozstał się z tak piękną rzeczą. – Berandol zawahał się na moment, a potem dodał: – Widzę, że znowu się ukazały. Smok i wąż. Wciąż jeszcze nie masz pomysłu… – urwał pytająco w pół zdania.
– Nawet nie pamiętam, skąd się tam wzięły – szepnął Wintrow.. – Ach tak. – W głosie kapłana nie było ani śladu osądu. Tylko cierpliwość.