Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 46

Wypełzłem po cichu z rupieciarni i przeszedłem przez korytarzyk prowadzący do kuchni. Pa

Wepchnąwszy w nie nos, rozejrzałem się w ciemnościach. Przestraszyłem się na widok dwóch skośnych ślepi.

„To ty, Wiktorio?”, zapytałem.

„A niby kto!”, padła swarliwa odpowiedź.

Wsunąłem się głębiej.

„Co robisz?”

„Nie twój interes. Wracaj do swojego pokoju.”

Dostrzegłem jednak, czym zajmuje się Wiktoria. W łapach trzymała niewielką mysz polną. Schowawszy pazury, najwyraźniej igrała z nieszczęsnym stworzeniem, którego grzbiet wygięty był w łuk z paraliżującego strachu, a drobniutkie czarne ślepka lśniły jak zahipnotyzowane. Mysz musiała wleźć do domu w poszukiwaniu jedzenia. Brak myszy domowych (bez wątpienia wynik czujności Wiktorii) był dla niej zachętą, może też była zbyt głupia (lub głodna), by zdać sobie sprawę z obecności kota. W każdym razie nie miała co do tego obecnie żadnych wątpliwości; płaciła surową cenę natury za brak ostrożności.

Mysz – ten mysz – był przerażony, przyjąłem więc na siebie rolę jego rzecznika.

,,Co zamierzasz z nim zrobić?”

„Nie twój interes”, padła zwięzła replika.

Wszedłem dalej do kuchni i powtórzyłem pytanie. Tym razem musiałem się zadowolić świszczącym prychnięciem zamiast odpowiedzi.

W naturze zwierząt nie leży współczucie dla swoich pobratymców, ale żałosne położenie bezbro

„Puść go, Wiktorio”, powiedziałem spokojnie.

„Pewnie, gdy tylko odgryzę mu łeb”, rzekła.

Co rzekłszy, zabrała się do spełnienia swej groźby, byle tylko mnie zirytować.

Błyskawicznie rzuciłem się w stronę Wiktorii i zacisnąłem szczęki na jej łbie. Zaczęliśmy się szamotać: mysz z łebkiem w paszczy kota, kot z głową w moim pysku.

Zmusiłem Wiktorię, by wypuściła z pyszczka przerażoną mysz polną, zanim wyrządziła jej poważniejszą krzywdę. Z satysfakcją ujrzałem, jak przerażone stworzonko smyrga w ciemny kąt, gdzie bez wątpienia znajdowała się dziura. Wiktoria pisnęła i wyrwała łeb z mojego pyska, orając mi pazurami mostek. Zaskomlałem czując żądlący ból i rzuciłem się na nią ponownie, tym razem rozwścieczony nie na żarty.

Zaczęliśmy ganiać w kółko po kuchni, przewracając krzesła, wpadając z rozpędu na szafki, krzycząc i wrzeszcząc na siebie. Ogarnął nas zbyt wielki zwierzęcy gniew, byśmy zważali na czyniony hałas i wyrządzane szkody. W pewnym momencie udało mi się złapać koniec ogona Wiktorii. Kotka zahamowała w miejscu, wydając z siebie okrzyk zaskoczenia. Obróciła się i przejechała ostrymi pazurami po moim pysku. Musiałem ją puścić, ale od tej chwili koniuszek ogona miała łysy. Rzuciłem się za nią, lecz Wiktoria wskoczyła na suszarkę do naczyń, strącając stertę statków pozostawionych przez pa

Leżałem na podłodze całkiem oszołomiony, gdy nagle w drzwiach pojawiła się postać w białej nocnej koszuli. Na widok zjawy zamarłem na chwilę, dopiero potem uświadomiłem sobie, że to pa

Jej oczy zdawały się ciskać błyskawice w ciemności. Siwe włosy zwisały bezładnie na ramiona, a powiewna koszula nocna trzeszczała naelektryzowana. Cała dygotała od narastającej furii, przez co zdawało się, że jej kruche ciało rozsypie się na kawałki. Otwarte usta drżały, ale nie dobywały się z nich żadne słowa. Zdolna była jedynie do nieartykułowanego gulgotania. Zdołała jednak unieść drżącą rękę i włączyć światło. Jaskrawe oświetlenie ukazało mnie leżącego pośród roztrzaskanej zastawy.

Przełknąłem ślinę i spróbowałem przepraszać. Gotów byłem zwalić na kotkę winę za wszystko, jednak skrzeczenie, które wydobywała z siebie starsza pani, przekonało mnie, że w tej chwili nie mam co sobie strzępić języka. Zwiałem pod kuche

Niestety, marna to była osłona. Obuta w elegancki bambosz stopa zderzyła się z moimi żebrami ze stuprocentową dokładnością. Jeszcze parę razy oberwałem po bokach, zanim wpadłem na pomysł, że lepiej zmykać spod stołu. Rzuciłem się w stronę otwartych drzwi, nieludzko przestraszony zachowaniem przemiłej staruszki. Przemiła staruszka cisnęła za mną krzesłem. Zawyłem, gdy spadło mi na grzbiet. Pa

Spędziłem okropną noc. Nikt lepiej ode mnie nie zdaje sobie sprawy z trafności powiedzenia „pieski żywot”. Sądzę, że żadne i

Prawie nie spałem. Spodziewałem się, że lada chwila otworzą się drzwi i do środka wpadnie prastary demon, by wymierzyć mi dalszy ciąg kary. Drzwi jednak pozostały zamknięte. Przez trzy kolejne dni.

Skamlałem, wyłem, gniewałem się i warczałem, nic to jednak nie dało. Zanieczyściłem podłogę i płakałem, ponieważ wiedziałem, że czekają mnie przez to kolejne kłopoty. Zdychałem z głodu i przeklinałem mysz, przez którą wpadłem w takie opały. Paliło mnie w gardle, bo nie miałem nic do picia i przeklinałem złośliwego kota, który wpakował mnie w takie położenie. Łapy zesztywniały mi z braku ruchu i przeklinałem pa

Trzeciego dnia klamka zaskrzypiała, obróciła się i drzwi powoli się uchyliły.

Skuliłem się pod fortepianem, ledwie ważąc się podnieść wzrok. Gotów byłem przyjąć kolejne lanie z godnością.

– No chodź, Fuks. Gniewasz się? – Pa

– Chodź już, Fuks. Przebaczyłam ci wszystko.

Aha, pomyślałem, aż do kolejnego napadu.

– Chodź, zobacz, co ci przyniosłam. – Pa

Ja mogłem być niepokorny, ale mój żołądek był i