Страница 101 из 122
– Czy przyszedł tu pan służbowo, profesorze Vicary? – spytała. – Bo jeśli nie, będę musiała pana prosić o opuszczenie archiwum. Dość już miałam przez pana problemów. Jeśli ktoś mnie przyłapie na rozmowie z panem, będę mogła się uznać za szczęściarę, jeśli dostanę pracę w straży i będę pilnować, czy cholerni obywatele stosują się do przepisów zaciemnienia.
– Muszę zajrzeć do teczki, Grace.
– Zna pan regulamin, profesorze. Należy wypełnić zapotrzebowanie. Jeśli zostanie uznane, dostanie pan akta.
– Na sprawdzenie tych akt, które chcę zobaczyć, nie dostanę zgody.
– W takim razie nie może pan ich zobaczyć. – Jej głos zabrzmiał chłodno i wyniośle. – Taki jest regulamin.
Sądząc po drżeniu ziemi, pierwsze bomby spadły pod drugiej stronie rzeki. Po chwili rozległo się szczekanie dział przeciwlotniczych w parku. Vicary usłyszał warkot niemieckich bombowców. Grace przerwała pracę i podniosła wzrok. W pobliżu spadł grad bomb – o wiele za blisko, bo cały budynek się zatrząsł i teczki pospadały z półek. Grace spojrzała na bałagan i jęknęła:
– Cholera jasna!
– Wiem, że Boothby zmusza cię do robienia rzeczy niezgodnych z twoim sumieniem. Słyszałem waszą kłótnię w gabinecie, wczoraj wieczorem widziałem, jak wsiadałaś do jego samochodu przy Northumberland Avenue. I nie mów mi, że to tylko romans, bo wiem, że kochasz Harry'ego.
Vicary zauważył, że zielone oczy zasnuła mgiełka; teczka zadrżała jej w dłoni.
– To, cholera, twoja wina! – warknęła. – Gdybyś mu nie powiedział o aktach Vogla, nie wpadłabym w to łajno.
– Do czego cię zmusza? Zawahała się.
– Proszę już iść, profesorze. Proszę.
– Nie zostawię cię, dopóki mi nie powiesz, czego od ciebie chciał Boothby.
– Niech cię szlag, Vicary, chciał, żebym na ciebie donosiła! I na Harry'ego! – Zmusiła się do cichszego mówienia. – Wszystko, z czego zwierzył mi się Harry w łóżku czy gdziekolwiek, miałam przekazywać Boothby'emu.
– I co mu mówiłaś?
– Wszystko, co Harry mówił o sprawie i postępach w śledztwie. A także o tym, czego szukałeś w archiwum. – Wzięła z wózka parę teczek i zaczęła je porządkować. – Słyszałam, że Harry uczestniczył w tej jatce w Earl's Court.
– To prawda. Co więcej, został bohaterem dnia.
– Stało mu się coś? Vicary potaknął.
– Jest na górze. Lekarze nie mogli go utrzymać w łóżku.
– Pewnie zrobił coś głupiego, prawda? Próbował się wykazać. Boże, jakiż z niego czasem głupi, uparty kretyn.
– Grace, muszę zobaczyć pewną teczkę. Po zakończeniu tej sprawy Boothby chce mnie wylać. Po prostu muszę się dowiedzieć, dlaczego.
Przyjrzała mu się z powagą. – Nie żartujesz, prawda?
– Niestety nie.
Przez chwilę przypatrywała mu się bez słowa. Budynek drżał od spadających w pobliżu bomb.
– Co to za akta?
– Operacja o nazwie Kettledrum. Zaskoczona Grace zmarszczyła brwi.
– Czy to nie jest kryptonim waszej akcji?
– Tak.
– Chwileczkę. Chcesz, żebym nadstawiała karku dla akt sprawy, którą ty sam prowadzisz?
– Coś w tym rodzaju. Tyle że szukaj jej pod i
– Jakim?
Vicary popatrzył prosto w jej zielone oczy i bezgłośnie wyszeptał:
– B.B.
Wróciła po pięciu minutach z pustymi okładkami.
– Operacja Kettledrum - oświadczyła. – Zakończona.
– Gdzie zawartość?
– Albo zniszczona, albo u oficera prowadzącego.
– Kiedy ją rozpoczęto? – spytał Vicary. Grace spojrzała na metryczkę, potem na profesora.
– Dziwne – powiedziała. – Z metryczki wynika, że operację Kettledrum rozpoczęto w październiku czterdziestego trzeciego roku.
Rozdział dziewiąty
Hrabstwo Cambridge, Anglia
Zanim Scotland Yard zareagował na apel Alfreda Vicary'ego o zablokowanie dróg, Horst Neuma
Droga wiodła prosto, głównie po równi
Kolejne wioski – Melbourn, Foxton, Newton, Hauxton. W czasie przygotowań w podberlińskim obozie Vogla Neuma
Melbourn, Foxton, Newton, Hauxton.
Zbliżają się do Cambridge.
W Cambridge mogą być problemy. MI- 5 na pewno zaalarmowała policję w miastach i większych miejscowościach. Neuma
Przed Cambridge skręcił w boczną drogę. Objechał wzgórza Gog Magog i okrążył miasto od wschodu, nadal kierując się na północ. Nawet w ciemnościach dostrzegł dzwo
Szybko łykali kolejne kilometry. Deszcz trochę się uspokoił, ale na pustych równinach, gdzie nic nie stało wiatrowi na przeszkodzie, rozhulał się on na dobre i szarpał furgonetką, jakby to była dzieci
Jeszcze dziesięć mil i dotarli do King's Ly
Okazała się fatalna, wyboista, miejscami nawet jednokierunkowa. Teren był górzysty i zarośnięty lasem. Neuma
Minęli Hampton Sands, most na rzece, i wreszcie Neuma