Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 25 из 46

Na sali znowu zaczęto bić brawo. Ale wysoki, chudy i płaski jak deska Mac Adow tym razem przerwał klaszczącym.

– Panowie, to nie przedstawienie.

– A co nam może powiedzieć o Thompsonie przewodniczący? – padło pytanie z sali. – Przez cały rok współpracował pan z admirałem w ekspedycji antarktycznej. Co pan o nim sądzi jako o uczonym i jako o człowieku?

– Pierwsze rozsądne pytanie skierowane pod moim adresem – uśmiechnął się pod wąsem Mac Adow. – Niestety nie będę mógł zaspokoić ciekawości pytającego. Wprawdzie pracowaliśmy z admirałem w tej samej ekspedycji i w tym samym punkcie geograficznym, ale w różnych dziedzinach. Admirał jest administratorem, ja – astronomem. Prawie nie stykaliśmy się ze sobą. Admirał nie zdradzał szczególniejszego zainteresowania moimi obserwacjami astronomicznymi, ja – jego talentami administracyjnymi. Mam nadzieję, że sam admirał nie pretenduje do miana uczonego, w każdym razie nie są mi znane żadne jego prace naukowe. Jako człowieka zaś prawie go nie znam, aczkolwiek jestem przekonany, że działa on w najlepszej wierze nie powodując się względami osobistymi czy też politycznymi. Admirał nie jest zaangażowany ani w ruchu antykomunistycznym, ani w przedwyborczej kampanii prezydenckiej. Wszystko, co głosi, wynika moim zdaniem z fałszywych przekonań, z awersji i z błędnych wniosków.

– Co więc pana zdaniem powi

– Wskazówek co do tego udzieli właśnie kongres.

– W takim razie pytanie do pana jako astronoma. Skąd, pana zdaniem, przybyły do nas te potwory?

Mac Adow po raz pierwszy roześmiał się szczerze i niewymuszenie.

– Nie znajduję w nich niczego potwornego. Przypominają to jeźdźca, to skrzydło samolotu „delta”, to bardzo duży i piękny kwiat, to znów różowy sterowiec. Nasze i ich kanony estetyki nie są z pewnością identyczne. A skąd przybyli? Dowiemy się tego, kiedy sami zechcą nam odpowiedzieć na to pytanie, jeśli oczywiście potrafimy je zadać. Być może, że przybyli z któregoś z sąsiednich układów planetarnych. Może z Mgławicy Andromedy, może z mgławicy w gwiazdozbiorze Triangulum. Równie dobrze można by wróżyć z fusów.

– Użył pan sformułowania: „kiedy sami nam odpowiedzą”. A zatem możliwe jest nawiązanie kontaktu?

– Jak dotąd żadna próba kontaktu nie dała rezultatu. Nawiązanie kontaktu jest jednak możliwe, jestem o tym przekonany, jeśli tylko są to rozumne istoty żywe a nie zaprogramowane w określony sposób biosystemy.

– Ma pan na myśli roboty?

– Nie, nie mam na myśli robotów. Mówię o systemach programowanych w ogóle. W takim wypadku kontakt zależy od programu.

– A jeśli są to systemy samoprogramowujące się?

– Jeżeli tak jest, to wówczas wszystko zależy od tego, jak ich program zmienia się pod wpływem czy

– Pytanie do autora filmu, Anochina. Czy obserwował pan sam proces modelowania?

– Nie można go zaobserwować – powiedziałem – człowiek jest wtedy w stanie głębokiej śpiączki.

– Ale przecież widział pan na własne oczy powstawanie duplikatu amfibii śnieżnej. To ogromna maszyna z metalu i z mas plastycznych. Skąd się wzięła, z jakich materiałów powstała.

– Z powietrza – powiedziałem.

Na sali roześmiano się.

– Nie ma w tym nic śmiesznego – wtrącił się Ziernow. – Właśnie z powietrza. Z nie wiadomo jakich i nie wiadomo w jaki sposób wprowadzonych do powietrza elementów.

– Zatem – cud? – w pytaniu tym słychać było j nie ukrywaną drwinę.

Ale Ziernowa to nie stropiło.

– Niegdyś uważano za cud wszystko, co nie dawało się wytłumaczyć przy ówczesnym stanie wiedzy. Nasz dzisiejszy stan wiedzy również dopuszcza możliwość i zjawisk nie wytłumaczalnych, zakładamy jednak, że i zjawiska te znajdą wytłumaczenie w toku dalszego postępu nauki. A nieusta

– Jakie to jest życie? – zapytał kobiecy głos. Wydało mi się, że była w tym pytaniu wyraźna nutka histeryczna, nie ukrywany strach. – Jak zdołamy się z nimi porozumieć, skoro oni są pły

– Proszę napić się wody – zaproponował niewzruszony Mac Adow. – Nie widzę pani, odnoszę wszakże, wrażenie, że jest pani nazbyt zdenerwowana.,

– Po prostu zaczynam wierzyć Thompsonowi.

– Gratuluję Thompsonowi jeszcze jednej sojuszniczki. Co zaś do myślącej struktury pły

– Pytanie do przewodniczącego jako do matematyka i astronoma. Co miał na myśli rosyjski matematyk Kołmogorow, kiedy mówił, że przy spotkaniu z pozaziemskimi formami życia możemy ich po prostu nie rozpoznać? Czy nie jest to ten właśnie wypadek?

Mac Adow odparował ten cios bez uśmiechu:

– Kołmogorow bez wątpienia miał na myśli również pytania, jakie bywają niekiedy zadawane na konferencjach prasowych.

Znów śmiech na sali, reporterzy omijając Mac Adowa rozpoczynają ataki z flank. Kolejną ofiarą jest fizyk Vieira.

– Panie Vieira, jest pan specjalistą w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Skoro te obłoki są materialne – dzie

– Nie wiem. Może tak, może nie.

– Ale przecież większość znanego nam świata zbudowana jest z nukleonów, elektronów i kwantów promieniowania?

– A jeśli mamy do czynienia z mniejszością znanego nam świata? Albo ze światem w ogóle nam nie znanym? A może jest to świat cząstek zupełnie nam nie znanych, nie mających analogii w naszej fizyce?

Dzie

– Czy operator Anochin mógłby nam powiedzieć, co sądzi o piosence, która jest śpiewana we francuskiej wersji językowej jego filmu?

– Nie piana tej piosenki – powiedziałem. – W Paryżu nie widziałem jeszcze mojego filmu.

– Ale autorem tej piosenki jest przecież Rosjanin. Aranżację opracowano dosłownie kilka dni temu. – I korespondent dość udatnie zaśpiewał po francusku słowa, które znałem: „…to jeźdźcy znikąd jadą, nieznani jeźdźcy znikąd”.

– Znam to! – zawołałem. – Autor tej piosenki jest moim przyjacielem, to uczestnik naszej wyprawy antarktycznej Anatol Diaczuk.

Napotkałem ironiczne spojrzenie Ziernowa, ale nawet nie mrugnąłem okiem – miałem w nosie ironiczne spojrzenia, zapewniałem Tolkowi światową sławę, dzięki mnie jego nazwisko pojawiło się na szpaltach gazet Europy i Ameryki. I nie dbając o to, czy okażę się dość muzykalny, zaśpiewałem po rosyjsku:

– To mit czy sen czy jawa? Przypatrzcie się, nim znikną. To jeźdźcy znikąd jadą, nieznani jeźdźcy znikąd…

Tylko tyle odśpiewałem sam. Dalej podchwyciła ją cała sala, jedni po francusku, i

– Uważam, panie i panowie, że konferencja dobiegła końca.