Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 24 из 46

– Kamuflaż – dodałem – taki sam, jak ich domy. Z zewnątrz niby ściana jak ściana, a wewnątrz – pustka. Czarne nic. Chciałbym to zobaczyć na własne oczy – westchnąłem. – Lecimy tam jako naoczni świadkowie, a tymczasem guzik widzieliśmy.

– Jeszcze zdążymy zobaczyć – powiedział zagadkowo Ziernow – ja i wy, podobnie jak Martin, jesteśmy „napiętnowani”. Obłoki pokażą nam jeszcze coś nowego, może przypadkiem, a może świadomie właśnie nam. Obawiam się, że pokażą…

Samolot wyszedł z chmur i już się zniżał lecąc ku wielkiemu, ledwie widocznemu w niebieskawej mgiełce miastu, ku znanej mi od dzieciństwa ażurowej sylwetce wieży Eiffla. Widziana z daleka wieża wydawała się być obeliskiem z cieniuteńkich nici nylonowych.

CZĘŚĆ TRZECIA. Giulietta i duchy

KONFERENCJA PRASOWA W HOTELU „BRETAGNE”

Zbliżająca się data rozpoczęcia kongresu sprawiała, że Paryż dosłownie pękał w szwach z powodu nadmiaru turystów. Naszą delegację zakwaterowano w wielkim, pierwszorzędnym hotelu „Bretagne”, którego właściciel musiał być z pewnością dumny ze staroświeckości swego przedsiębiorstwa. Było coś balzakowskiego w skrzypiących drewnianych schodach tego hotelu, w jego aksamitnych portierach, w starych wspaniałych jego żyrandolach. Na stołach, na parapetach okien, na marmurowych płytach kominków, wszędzie, dosłownie wszędzie paliły się świece. Amerykanom to się podobało, nam nie przeszkadzało. Zresztą nie byliśmy w pokojach nawet dziesięciu minut – te dwie godziny, które nam pozostały do czekającej nas konferencji prasowej, ja i Irena poświęciliśmy na spacer po ulicach „stolicy świata”. Ja gapiłem się na każde arcydzieło architektury, Irena troskliwie i uprzejmie objaśniała mi, kiedy i dla kogo wzniesione zostało owe arcydzieło.

– Skąd znasz tak dobrze Paryż? – zdziwiłem się.

– Jestem tu już po raz trzeci, a w ogóle to urodziłam się w Paryżu, tymi właśnie ulicami jeździłam w dzieci

– Kiedy to było?

– Wtedy, kiedy płaciłeś za taksówkę. Weszłam z Ziernowem do hallu, a wtedy portier – łysy jegomość o wyglądzie senatora – przyjrzał się nam z zawodową obojętnością, po czym nagle szeroko otworzył oczy, odstąpił o krok i zaczął się na mnie gapić jak cielę na malowane wrota. „Co się panu stało?” – zaniepokoiłam się. Stoi i milczy. Więc Ziernow zapytał:

„Pan zapewne poznaje mademoiselle?”. „Nie, nie – opamiętał się portier – po prostu mademoiselle jest ogromnie podobna do jednej naszej klientki”. Ja jednak odniosłam wrażenie, że portier rozpoznał właśnie mnie, chociaż nigdy przedtem nie zatrzymywałam się w tym hotelu. To dziwne.

Kiedy wróciliśmy do „Bretagne”, portier nie spojrzał nawet na Irkę, uśmiechnął się natomiast do mnie i powiedział, że już na mnie czekają: „Proszę iść wprost na konferencję”.

Dzie

Prowadził konferencję Mac Adow, astronom z Mac Murdoch. Mac Adow zdążył się już przyzwyczaić do tego, że dzie

Bynajmniej cię przypadkiem napomknąłem o burzy. Przed trzema godzinami w i

– Czy wie pan coś o konferencji prasowej admirała Thompsona?

To była właśnie pierwsza piłka tenisowa zaserwowana z sali w naszą stronę. Ale natychmiast ścięła ją rakieta przewodniczącego:

– Niestety nic mi o niej nie wiadomo, ale jeśli mam być szczery, niezbyt mnie to martwi.

– Niemniej admirał złożył sensacyjne oświadczenie. Wyjeżdża na Grenlandię.

– Będą panowie mogli o tym donieść w swoich gazetach. Proszę o zadawanie pytań.

– Co by pan powiedział, gdyby niektóre delegacje zażądały na forum ONZ zastosowania represji wobec różowych obłoków?

– Nie jestem ministrem obrony, by odpowiadać na takie pytania.

– A gdyby był pan ministrem obrony?

– Nigdy nie marzyłem o tym stanowisku.

Sala odpowiedziała śmiechem i oklaskami. Mac Adow skrzywił się – nie lubił teatralnych efektów. Nawet się nie uśmiechnąwszy usiadł w milczeniu, ponieważ pognębiony dzie

Ale już go zastąpił następny. Nie zaryzykował pojedynku na krasomówstwo z Mac Adowem i wybrał sobie i

– Pytanie do profesora Ziernowa. Czy zgodzi się pan z poglądem, że działalność różowych obłoków może stanowić zagrożenie dla ludzkości?

– Z całą pewnością nie – natychmiast odciął się Ziernow. – Dotąd obłoki nie uczyniły ludziom żadnej szkody. Zniknięcie z Ziemi masywów lodowych tylko poprawi nam klimat. Żadnego uszczerbku nie doznała ani przyroda, ani twory rąk ludzkich.

– Czy jest pan o tym całkowicie przekonany?

– O ile wiem, jedyna wyrządzona przez nie szkoda to zniknięcie taboretu, na którym siedział w Mirnym mój sobowtór. Nie jest to nazbyt wielka strata dla ludzkości.

– Pytanie do profesora Ziernowa! – znowu krzyknięto z sali. – Co pan sądzi o oświadczeniu admirała, że sobowtóry to piąta kolumna przybyszów, to działania prewencyjne przed przyszłą wojną galaktyczną?

– Sądzę, że admirał naczytał się powieści fantastycznych i wątki z tych powieści bierze teraz za rzeczywistość.

– Pytanie do autora filmu, Anochina. Admirał jest zdania, że pan jest sobowtórem i że pański film także został nakręcony przez sobowtóra, a ujęcia zagłady pańskiego sobowtóra w tym filmie to zdjęcia pokazujące unicestwienie samego Anochina. W jaki sposób dowiedzie pan, że nie odpowiada to prawdzie?

Wzruszyłem tylko ramionami – jakże mógłbym tego dowieść? Zamiast mnie odpowiedział Mac Adow:

– Nie ma powodu, by Anochin tego dowodził. W nauce obowiązuje nienaruszalna „presumpcja ustalonego stanu rzeczy”. Uczeni nie muszą dowodzić fałszywości jakiegoś gołosłownego oświadczenia – obowiązek udowodnienia jego prawdziwości spoczywa na jego autorze.