Страница 5 из 38
Dorothy weszła do łazienki i zamknęła cicho drzwi. Nadal uśmiechała się. Wiedziała, że wkrótce źródła te znów wytrysną. Ale będzie to już i
Odkręciła kurek nad wa
Zdjęła szlafrok i weszła do wa
“Amanda Judd i QUARENDON PRESS mają zaszczyt…”
Przeczytała list prędko raz, później drugi raz i odruchowo zakręciła kurek, bo woda zaczęła sięgać już krawędzi wa
Nagle zmarszczyła brwi.
– Nie, nie będzie go tam… – szepnęła. – A nawet, gdyby był… – wzruszyła ramionami – przestał mnie już chyba nienawidzić. Tyle czasu już minęło. Trzy lata? Nie, cztery.
Sięgnęła po gąbkę zastanawiając się, w jakim celu QUARENDON PRESS urządza tę całą hecę. Ale nie uśmiechała się już.
Kiedy wyszła z łazienki, smagły, śliczny chłopak usiadł i przeciągnął się.
– Kawy… – powiedział cicho. – Błagam cię.
– Rozkazuj! – podeszła i pocałowała go lekko. – Każdy twój rozkaz będzie spełniony bez żadnej zwłoki.
Ale myliła się. Nastąpiła pewna zwłoka. Bo nagle wyciągnął ręce, ujął ją za ramiona i przyciągnął ku sobie. Przymknęła oczy i objęła go z niejasnym uczuciem, że obejmuje kogo i
Pocałunki, którymi smagły przyjaciel okrywał jej ciało, nie dawały uporządkować myśli. Postanowiła leniwie, że nie będzie na razie myśleć o nadchodzącym spotkaniu w zamku o groźnej nazwie… jakiej nazwie?
Oddychała coraz szybciej. Pan Quarendon, jego goście, jej wspomnienia i czarna, kamie
IV Znak zapytania
Jako dziecko lord Frederick Redland nie zdradzał nawet śladu zamiłowań, które później niemal całkowicie zawładnęły jego umysłem. Jako chłopiec, podczas pięciu łat, które spędził w Harrow School, przeczytał tyle samo książek sensacyjnych, ile przeczytałby w ciągu tego czasu każdy przeciętny chłopiec; może nawet nieco mniej, gdyż nie odznaczał się najbardziej lotnym umysłem i chcąc nie pozostawać w tyle, musiał spędzać nad podręcznikami szkolnymi więcej czasu niż i
Wszystko zmieniło się podczas ostatnich wakacji przed ukończeniem szkoły. Spędzał je w odwiecznej rezydencji Redlandów w Surrey i któregoś dnia wybrał się z ojcem na bażanty. Dzień był słoneczny, bezwietrzny i cichy. Szli oddaleni od siebie o kilkadziesiąt kroków, ale bażanty najwyraźniej przeniosły się dziś w i
W pewnej chwili młody Frederick przystanął. Ojciec posuwał się przez pewien czas naprzód, ale kiedy obejrzał się, dostrzegł, że syn stoi patrząc na coś leżącego obok wybujałego krzaku jałowca.
– Co tam widzisz?! – krzyknął.
Chłopiec nie odpowiedział. Uniósł rękę i zaczął przywoływać go ruchem dłoni.
Po chwili stali już obok siebie wpatrując się w leżącą w trawie dziewczynę. Miała smukłe nogi, opalone ręce, spódniczkę mini i białą bluzkę. Jej długie, jasne włosy pozlepiane były niemal czarną, zakrzepłą krwią. To, co pozostało z twarzy…
– Nie patrz – powiedział ojciec biorąc go łagodnie za ramię.
– Dlaczego, tatusiu? Jestem już dorosły. Nie boję się tego widoku.
Stary lord wzdrygnął się. Głos syna był tak spokojny, jak gdyby w trawie leżał zastrzelony bażant.
– Wracajmy do domu – powiedział ojciec. – Trzeba natychmiast zawiadomić policję. To nie wygląda na wypadek.
– To morderstwo. – Frederick obejrzał się w kierunku leżącego w trawie ciała, nim ruszył za ojcem. – Nikt by nie mógł sam z sobą zrobić czegoś takiego.
A później przyjechała policja, karetka z lekarzem i dwoma pielęgniarzami, jacyś ludzie rozstawiali statywy na łące, a tyraliera umundurowanych policjantów przeczesała powoli cały park i odcinek biegnącej za nim drogi w poszukiwaniu śladów. Przez wiele dni trwały rozmowy z wszystkimi, którzy mieszkali albo znaleźli się przypadkiem w najbliższej okolicy. Ale dziewczyny nikt nie znał, nigdzie nie napotkano domu, w którym czekano by na jej powrót. Nikt niczego nie widział, nie słyszał, nie spotkał żadnej podobnie ubranej młodej kobiety.
I nigdy nie odkryto nazwiska zmarłej ani jej zabójcy. A trawa w parku rosła dalej, jak gdyby nic się nie stało.
Ale stało się wiele. Frederick pod wpływem tego przeżycia kupił podręcznik kryminologii, który okazał się także zbiorem przerażających zdjęć i rysunków. Kiedy był w Londynie, zachodził do muzeum figur woskowych Madame Tussaud, gdzie można było zobaczyć narzędzia zbrodni, wiernie odtworzone wnętrza zbryzgane krwią ofiar, sznury zakończone pętlą, te właśnie, naprawdę te, na których zawiśli mordercy; i maski pośmiertne sławnych i mniej sławnych ofiar.
Początkowo czytał rozmaite książki, ale później literatura sensacyjna zaczęła wypierać i
Mijały lata. Umarł ojciec. Kiedy Frederick wygłosił swe pierwsze i równocześnie ostatnie przemówienie w Izbie Lordów, zadziwił bezgranicznie tych wszystkich, którzy znali go od najmłodszych lat i nieodmie
Ale lorda Fredericka nie interesowała kariera polityczna ani żadne stanowisko państwowe związane ze ściganiem przestępców czy wymiarem sprawiedliwości. Wycofał się niemal całkowicie z działalności społecznej. Na szczęście, odziedziczył wiele pieniędzy. Był tak bogaty, że mógł poświęcić się temu, co miało dla niego równie nieodparty urok jak dla i
Wszystko to było podzielone z naukową dokładnością na działy, zajmujące niemal cały jego dom w Londynie i wielką rezydencję w Surrey. A pomiędzy tymi dwoma muzeami krążył człowiek cichy, nieśmiały, samotny, choć od czasu do czasu wydający doskonałe obiady dla małej grupki ludzi, którzy go w danej chwili najbardziej ciekawili: najzdolniejszych pisarzy i oficerów policji, którzy wsławili się właśnie rozwiązaniem trudnej zagadki kryminalnej.