Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 26 из 66

– Ty jesteś pierwsza.

– Naprawdę? Dlatego, że nie były zainteresowane czy też nie chciałeś odpowiadać na niekończące się pytania?

– Jedno i drugie.

– A zatem przecieram szlaki, co jest moim ulubionym zajęciem. – Qui

Zadrżała i podniosła się.

– Możemy już iść? Nie mogę tu siedzieć. To dla mnie zbyt trudne.

Będzie gorzej, pomyślał Cal. Jeśli już to czuła i rozumiała, będzie gorzej. Wziął Qui

– Powiedz mi o sobie coś zaskakującego. Coś, czego nigdy bym się nie domyśliła.

Cal przechylił głowę.

– A dlaczego miałbym ci powiedzieć o sobie coś, czego byś się nigdy nie domyśliła?

– To nie musi być żaden mroczny sekret. – Szturchnęła go lekko biodrem. – Coś niespodziewanego.

– Byłem niezły w lekkoatletyce. Qui

– Świetne, ale nie zaskakujące. Mogłabym się tego domyślić. Masz bardzo długie nogi.

– No dobrze, dobrze. – Zastanowił się przez chwilę. – Wyhodowałem najokazalszą dynię w hrabstwie.

– Największą dynię w historii hrabstwa?

– Gramów brakowało, żeby pobiła rekord stanu. Napisali o tym w gazecie.

– To zaskakujące. Miałam nadzieję na coś pikantniejszego, ale muszę przyznać, że nigdy bym nie zgadła, że pobiłeś rekord hrabstwa w uprawie dyni.

– A ty?

– Obawiam się, że nigdy nie wyhodowałam żadnej dyni.

– Zaskocz mnie.

– Umiem chodzić na rękach. Pokazałabym ci, ale podłoże jest raczej nieprzystosowane. No, przyznaj, nie podejrzewałbyś mnie o to.

– Masz rację. Jednak później będę nalegał na demonstrację, w końcu moja dynia została udokumentowana.

– Nie ma sprawy. Qui

Aż nagle usłyszał warkot.

Qui

– Cal…

– Tak, słyszę. Już prawie jesteśmy na miejscu. Czasami wydaje takie odgłosy, czasem się pokazuje. – Ale nigdy o tej porze roku, pomyślał, podnosząc kołnierz kurtki. Najwyraźniej ten rok był i

– Uwierz mi, ja… – Zamilkła na widok dużego myśliwskiego noża o ząbkowanym ostrzu. – Dobrze, dobrze. To właśnie jest jedna z tych niespodziewanych rzeczy na twój temat. Że nosisz przy sobie, hm, nóż na krokodyle.

– Nie przychodzę tu bez broni. Qui

– I pewnie wiesz, jak się tym posługiwać w razie potrzeby. Popatrzył na nią spod oka.

– Pewnie wiem. Chcesz iść dalej, czy zawracamy?

– Nie zamierzam uciekać z podkulonym ogonem. Cal słyszał szelest w krzakach, kląskanie błota pod stopami intruza. Śledzi nas, pomyślał. Wyobrażał sobie, że gdyby rzeczywiście chciał ich zaatakować, nóż okazałby się równie bezużyteczny jak ostre słowa, ale czuł się lepiej, mając go w ręku.

– Klusek go nie słyszy – wyszeptała Qui

– W każdym razie dla psa nie istnieje. Usłyszeli wycie. Cal złapał Qui

– Chyba w zaistniałych okolicznościach oczekiwałam czegoś podobnego do kamienia królewskiego w Stonehenge. – Qui

Cal położył dłoń obok jej ręki.

– Czasami jest zimny. – Schował nóż do pochwy. – Nie ma się czym martwić, jeśli jest ciepły. Na razie. – Uniósł rękaw i przyjrzał się bliźnie na nadgarstku. – Na razie.

Bez zastanowienia przykrył dłoń Qui

– Tak długo jak…

– Rozgrzewa się! Czujesz? Czujesz to? Przesunęła się i położyła drugą dłoń na kamieniu. Cal też się poruszył, czuł, że się porusza tak jak wtedy, przy ścianie ognia. Jak szaleniec.

Schwycił Qui

Na chwilę stał się kimś i

I nagle znów był sobą, czuł dotyk ust Qui

Chciał więcej, chciał pchnąć ją na ten kamie

Ale to nie on, pomyślał, nie do końca on. Dlatego zmusił się, żeby ją puścić, zerwać tę więź.

Powietrze drżało jeszcze przez chwilę.

– Przepraszam – wykrztusił z trudem. – Nie, żebym żałował, ale…

– Jesteś zaskoczony. – Głos Qui

– Myślę, że wciąż jestem mężczyzną, więc oczywiście, do cholery, chcę. Ale nie uważam, żeby to było rozsądne ani szczególnie bezpieczne. Poza tym nie chcę, żeby ktoś czy też – coś – igrał z moimi odruchami. Następnym razem gdy cię pocałuję, będziemy tylko ty i ja.

– No dobrze. Więzy. – Skinęła głową. – Coraz bardziej skłaniam się ku teorii, że chodzi o jakieś więzy. Może więzy krwi, może reinkarnację. Warto by to zbadać.

Odeszła od kamienia i Cala.

– A zatem na razie żadnego fizycznego kontaktu między nami i tym czymś. Zajmijmy się tym, po co tu przyszliśmy.

– Nic ci nie jest?

– Przyznaję, że czuję się podniecona. Ale nic mi się nie stało. – Wyjęła butelkę z wodą i pociągnęła długi łyk. – Pragnęłam cię. I jako ja, i jako nie ja.

Opuściła butelkę i popatrzyła w te spokojne, szare oczy. Dopiero co piła, a znów czuła suchość w gardle.

– Wiem. Zastanawiam się tylko, czy to stanowi problem.

– Nawet jeżeli tak, nie zamierzam się tym przejmować. Serce Qui

– Ach… To pewnie nie jest dobre miejsce, żeby…

– Nie, nie jest. – Cal zrobił krok do przodu, ale jej nie dotknął. Jednak Qui

– Okej. – Odchrząknęła. – No dobrze, do pracy. Obeszła kamień, a Cal nie spuszczał z niej wzroku. Wiedział, że to ją trochę irytuje, ale uznał, że to mu daje pewną przewagę. Coś mogło go zmusić, żeby pocałował Qui

Czyste pożądanie. Caleb Hawkins pragnął Qui

– Tamtej nocy zrobiliście tu sobie piknik. – Najwyraźniej uwierzyła w jego zapewnienia, że na polanie jest bezpiecznie, bo teraz poruszała się swobodnie. – Jeżeli wiem cokolwiek o chłopcach, to zapewne jedliście śmieciowe żarcie, dogryzaliście sobie i opowiadaliście historie o duchach.

– Mniej więcej. Piliśmy też piwo, które Gage ukradł ojcu, i oglądaliśmy magazyn z gołymi babkami, który zwinął.