Страница 25 из 66
– Co zrobiłaś?
– A jak myślisz?
– Myślę, że razem z Kopciuszkiem wiałyście stamtąd, aż się kurzyło.
– I znowu masz rację. Wypadłam z piwnicy jak burza. Powiedziałam wszystko swoim przyjaciołom, ale mi nie uwierzyli. Nie mogłam zwierzyć się nikomu i
Nikomu nic nie powiedziałam. Za bardzo się bałam. Od tamtej pory zawsze sprawdzam to, co wiem, potwierdzam albo demaskuję. Może po części jako zadośćuczynienie dla Mary Bines – tak się nazywała. A może też dlatego, że nie mam już dwunastu lat i nikt nie może dać mi szlabanu.
Cal milczał przez długą chwilę.
– Zawsze widzisz to, co się wydarzyło?
– Nie wiem, czy widzę, czuję intuicyjnie czy po prostu sobie wyobrażam – moja wyobraźnia jest równie sły
Cal zatrzymał się i wskazał ręką.
– Tutaj krzyżują się drogi. Wtedy przyszliśmy z tamtej strony i skręciliśmy tędy. Byliśmy obładowani. Moja mama spakowała kosz piknikowy, myśląc, że będziemy siedzieć w ogrodzie Foxa. Nieśliśmy też radio, zakupy ze sklepu i plecaki pełne rzeczy, bez których – jak sądziliśmy – absolutnie nie damy rady przeżyć. Wciąż mieliśmy dziewięć lat, byliśmy dzieciakami, które prawie niczego się nie bały. To wszystko się zmieniło, kiedy wyszliśmy z lasu.
Ruszył przed siebie, ale Qui
– To drzewo krwawi czy w tej części świata macie naprawdę dziwną żywicę?
Cal odwrócił się. Z pnia starego dębu sączyła się krew i wsiąkała w wilgotną ziemię.
– Czasami tak się dzieje. Odstrasza spacerowiczów.
– Nie wątpię. – Qui
– Dla niego to nic nowego. Qui
– Poczekaj, poczekaj. To jest to miejsce. Tutaj widziałam łanię na ścieżce. Jestem tego pewna.
– On za pomocą magii wezwał niewi
– Krew tworzy więzy. To krew, jego krew, krew ciemnej istoty. Wył z żalu, podrzynając zwierzęciu gardło, a krew chlusnęła w jego dłonie i do kielicha.
Cal poczuł, że kręci mu się w głowie i zgiął się wpół. Modlił się, żeby nie zwymiotować.
– Daj mi chwilę na złapanie oddechu.
– Spokojnie. – Qui
Mdłości prawie minęły, gdy wzięła go za rękę i wcisnęła mu w dłoń butelkę.
– Widzę to, czuję. Już wielokrotnie przechodziłem koło tego drzewa, nawet gdy krwawiło, ale jeszcze nigdy nie widziałem tak jak dziś. Ani tak nie czułem.
– Tym razem jest nas dwoje, może dlatego. Cal pił powoli. Nie chodziło tylko o to, że byli we dwójkę, pomyślał. Przechodził tą ścieżką z Foxem i Gagiem. Było ważne, że to właśnie ich dwoje, on i Qui
– Łania została złożona w ofierze.
– Wpadłam na to. Devotio. Powiedział to po łacinie. Krwawa ofiara. Biała magia takich nie wymaga. Musiał przekroczyć granicę, dotknąć czarnej magii, żeby zrobić to, co musiał. Czy to Dent? Czy ktoś, kto tu był na długo przed nim?
– Nie wiem. Qui
– Widzisz, co się działo przedtem?
– Fragmenty, urywki. Nie wszystko. Zwykle potem jest mi trochę niedobrze. Jeśli spróbuję zobaczyć więcej, będzie dużo gorzej.
– W takim razie nie próbuj. Możesz iść dalej?
– Tak, tak. – Wciąż czul lekkie mdłości, ale przestało mu się kręcić w głowie. – Zaraz dojdziemy do Stawu Hester.
– Wiem. Mogę ci powiedzieć, jak wygląda, jeszcze zanim dojdziemy. Zapewniam cię, nigdy wcześniej tam nie byłam, nie na jawie, ale widziałam go i stałam nad wodą poprzedniej nocy. Rosną tam wierzby i dzika trawa. Staw jest z dala od ścieżki, trzeba przejść przez cierniste krzaki. Była noc, więc woda miała czarny kolor. Była mętna. Staw nie ma kształtu koła ani owalu, raczej grubego rożka. Dookoła jest mnóstwo odłamków skał i otoczaków. Ona napełniła nimi kieszenie, kamieniami wielkości dłoni i mniejszymi, aż materiał niemal obrywał się pod ich ciężarem. Włosy miała krótko przycięte, jakby obcinano je nożem, a w oczach widniało szaleństwo.
– Według przekazów jej ciało nie zostało pod wodą.
– Czytałam o tym – powiedziana Qui
Qui
– Wokół jest pełno kory i patyków, jeśli dopadnie mnie aż taki głód.
– To nie jest takie złe. Co twoja matka zapakowała dla was tamtego dnia?
– Kanapki z serem i szynką, jajka na twardo, plasterki jabłka, pałeczki z selera i marchewki, ciastka owsiane, lemoniadę. – Cal uśmiechnął się na to wspomnienie. – Chrupki, paczkowane płatki na śniadanie.
– Prawdziwa supermama.
– Tak, zawsze taka była.
– Jak długo musimy się spotykać, zanim poznam twoich rodziców?
Cal zastanowił się chwilę.
– Niedługo mam wpaść do nich na kolację, możesz ze mną pójść, jeśli chcesz.
– Domowa kuchnia mamusi? Pewnie, że chcę. Co ona myśli o tej historii?
– Ciężko im z tym, tak jak nam wszystkim. I nigdy w życiu mnie nie zawiedli.
– Jesteś szczęśliwym człowiekiem, Cal. Skręcił z dróżki, ominął krzaki jeżyn i wszedł na węższą, mniej uczęszczaną ścieżkę. Klusek truchtał przodem, jakby wiedział, dokąd idą. Na widok stawu Cal poczuł dreszcz. Jak zawsze.
Ptaki wciąż śpiewały, a Klusek – raczej przez przypadek – spłoszył zająca, który przeciął ścieżkę i czmychnął w krzaki. Słońce przeświecało przez nagie gałęzie na wyścieloną liśćmi ziemię. I odbijało się od brązowej powierzchni Stawu Hester.
– W dzień wygląda inaczej – zauważyła Qui
– My byliśmy. Fox wskoczył pierwszy. Przychodziliśmy tu wcześniej, żeby popływać, ale ja nigdy tego nie lubiłem. Kto mógł wiedzieć, co jest pod powierzchnią? Zawsze myślałem, że koścista ręka Hester złapie mnie za nogę i pociągnie na dno. I złapała.
Qui
– Słucham cię.
– Fox się ze mną droczył. Ja pływałem lepiej, ale on był szybki. Gage pływał fatalnie, jednak lubił wyzwania. Myślałem, że Fox znowu mnie straszy, lecz to była ona. Zobaczyłem ją pod wodą. Nie miała krótkich włosów, jak wtedy, gdy ty ją widziałaś, tylko długie, pływały wokół niej w wodzie. Nie wyglądała jak duch, tylko jak kobieta. Dziewczyna – poprawił się. – Kiedy trochę podrosłem, uświadomiłem sobie, że była bardzo młoda. Uciekłem jak oparzony i kazałem Foxowi i Gage'owi też wyjść. Oni nic nie widzieli.
– Ale ci uwierzyli.
– Przyjaciele wierzą.
– Pływałeś tu jeszcze kiedyś?
– Dwa razy. Ale już nigdy więcej jej nie widziałem. Qui
– Teraz jest za zimno, ale w lipcu chciałabym tu popływać i zobaczyć, co się stanie. – Qui