Страница 18 из 66
– Jeszcze raz dziękuję. Qui
Dział zajmował całe pomieszczenie, tworzył mini czytelnię z wygodnymi fotelami, podnóżkami oraz bursztynowymi lampkami i był większy, niż się spodziewała.
W sumie powi
Książki na ten temat stały oddzielnie, podobnie jak te dotyczące historii hrabstwa, stanu i samego miasta.
Do tego cały regał uginał się od dzieł miejscowych autorów.
Qui
Nosiły takie tytuły jak „Koszmar w Hollow” czy „Hollow”. Na widok „Prawdy” Qui
„Biblioteka Hawkins Hollow dziękuje za hojność rodzinie Franklina i Maybelle Hawkins”.
Franklin i Maybelle. Najprawdopodobniej przodkowie Cala. Qui
Usiadła przy stole, wybrała na chybił trafił jedną z książek i zaczęła czytać.
Pokryła całe strony notatnika nazwiskami, nazwami miejsc, datami, rzekomymi faktami i teoriami, gdy nagle poczuła zapach lawendy i dziecięcego pudru.
Wróciła do rzeczywistości i zobaczyła przed sobą schludną starszą panią w fioletowym kostiumie i czarnych, płaskich butach.
Przerzedzone włosy otaczały jej twarz niczym śnieżna aureola, a okulary bez oprawek miały tak grube szkła, że Qui
Na szyi miała wisiorek z pereł, złotą obrączkę na palcu, a na nadgarstku zegarek na skórzanym pasku z ogromną tarczą, równie praktyczny jak jej buty na grubych podeszwach.
– Jestem Estelle Abbott – powiedziała kobieta skrzeczącym głosem. – Młody De
Ponieważ Qui
– Tak. – Qui
– Tak, wiem. Pisarką. Podobały mi się pani książki.
– Bardzo dziękuję.
– Nie ma za co. Gdyby mi się nie podobały, też bym pani o tym powiedziała. Szuka pani materiałów do książki o Hollow.
– Tak, proszę pani.
– Znajdzie tu pani sporo informacji. Niektóre są użyteczne. – Popatrzyła na książki leżące na stole. – A niektóre zupełnie bez sensu.
– W takim razie może znalazłaby pani trochę czasu na rozmowę ze mną, żeby łatwiej mi było oddzielić ziarna od plew. Z radością zaprosiłabym panią na lunch lub kolację…
– To bardzo miło z pani strony, ale nie trzeba. Może usiądziemy na chwilę i zobaczymy, jak nam się uda?
– Byłoby wspaniale. Estelle usiadła na krześle wyprostowana niczym struna, ciasno złączyła kolana i splotła dłonie na podołku.
– Urodziłam się w Hollow – zaczęła – i mieszkam tutaj przez wszystkie dziewięćdziesiąt siedem lat mojego życia.
– Dziewięćdziesiąt siedem? – Qui
– Dobre geny – odrzekła Estelle z łagodnym uśmiechem. – Piątego przyszłego miesiąca minie osiem lat od śmierci mojego męża, Johna, który także urodził się i wychował w Hollow. Byliśmy małżeństwem przez siedemdziesiąt jeden lat.
– Jak pani się to udało? Pytanie wywołało kolejny uśmiech.
– Musisz nauczyć się śmiać, inaczej zatłuczesz męża młotkiem przy pierwszej lepszej okazji.
– Zaraz to zapiszę.
– Mieliśmy szóstkę dzieci – czterech chłopców i dwie dziewczynki – i, dzięki Bogu, wszyscy wciąż żyją i żadne nie siedzi w więzieniu. Dali nam dziewiętnaścioro wnuków, a ci z kolei dwadzieścioro ośmioro prawnucząt – kiedy ostatnio liczyłam – do tego pięcioro z następnego pokolenia, w tym dwoje w drodze.
Qui
– Wasze Boże Narodzenie musi być cudowne.
– Jesteśmy porozrzucani po całym kraju, ale kilka razy udało nam się zebrać prawie wszystkich w jednym miejscu.
– De
– Tak, zaczęłam, kiedy mój najmłodszy synek poszedł do szkoły. Pracowałam w starej bibliotece na Main Street ponad pięćdziesiąt lat. Sama wróciłam do szkoły i zrobiłam dyplom. Johnie i ja dużo podróżowaliśmy, zwiedziliśmy kawał świata. Przez krótki czas myśleliśmy o przeprowadzce na Florydę, ale uznaliśmy, że zbyt głęboko zapuściliśmy tutaj korzenie. Wróciłam do pracy na pół etatu, a potem, gdy mój Joh
– Kocha pani męża i dzieci, i ich dzieci. Uwielbia pani książki i jest pani dumna z pracy, którą wykonywała. Kocha pani to miasto i szanuje życie, jakie tu prowadziła.
Estelle popatrzyła na Qui
– Ma pani dar trafnej i szybkiej oceny. Nie powiedziała pani, że „kochałam” męża, tylko użyła czasu teraźniejszego, co mi mówi, że jest pani bystrą i wrażliwą młodą kobietą. Wyczułam w pani książkach, że ma pani otwarty, poszukujący umysł. Proszę mi powiedzieć, pa
Qui
– Lubię myśleć, że tak. Proszę mówić mi „Qui
– Qui
– Tak, nazwisko panieńskie mojej matki.
– Pochodzi z celtyckiego. Oznacza doradcę, jeśli się nie mylę.
– Tak, to prawda.
– Mam tu kopalnię niepotrzebnych informacji – powiedziała Estelle, stukając się palcem w skroń. – Ale zastanawiam się, czy twoje imię nie ma tu znaczenia. Będzie ci potrzebny obiektywizm i wrażliwość doradcy, żeby napisać prawdziwą książkę o Hollow.
– Dlaczego pani jej nie napisała?
– Nie każdy, kto kocha muzykę, potrafi grać. Powiem ci o kilku sprawach, o których pewnie już trochę wiesz. W lesie po zachodniej stronie miasteczka jest miejsce, które było uważane za święte, jeszcze zanim znalazł je Lazarus Twisse.
– Lazarus Twisse, przywódca radykalnej sekty purytanów, odłączył się, a raczej został odcięty od pobożnych z Massachusetts.
– Tak mówi historia. Rdze
Estelle zamilkła tak, że przez chwilę Qui
– Twisse przybył do Hollow, noszącego już nazwisko Richarda Hawkinsa, który wraz z żoną i dziećmi założył tu w tysiąc sześćset czterdziestym ósmym roku małą osadę. Musisz wiedzieć, że najstarsza córka Richarda miała na imię A