Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 66

– Nazywana Kamieniem Pogan.

– Tak. Giles nikomu nie wadził i znał się trochę na leczeniu, więc ludzie w chorobie czy po wypadku często do niego przychodzili. Niektóre źródła podają, że Dent był uważany za Poganina i stąd nazwa skały.

– Ale pani ma i

– Możliwe, że nazwa weszła w użytek i przyjęła się właśnie w tamtych czasach, ale skała była Kamieniem Pogan na długo przed przybyciem Gilesa Denta i Lazarusa Twisse'a. Jedne źródła podają, że Dent parał się czarami, rzucił urok na A

– W obu wypadkach A

– Hawkinsowie zawsze byli silni. A

– Istnieje wiele sprzecznych relacji – zaczęła Qui

– Uważam, że chciała chronić życie, które w sobie nosiła.

– Przed kim?

– Przed Lazarusem Twisse'em. Twisse ze swoimi wyznawcami przybył do Hawkins Hollow w tysiąc sześćset pięćdziesiątym pierwszym roku. Był charyzmatycznym człowiekiem i wkrótce cała osada znalazła się pod jego rządami. Zakazał tańca, śpiewu, muzyki i czytania i

– Tyle jeśli chodzi o wolność religijną.

– Wolność nigdy nie była celem Twisse'a. Jak każdy człowiek żądny władzy zastraszał, terroryzował, karał, zabraniał, grożąc ludziom gniewem swojego Boga. W miarę jak wzrastała siła Twisse'a, kary stawały się coraz surowsze. Dyby, chłosta, golenie głów kobietom, które uznano za bezbożne, piętnowanie oskarżonych o przestępstwo. I w końcu spalenie tych, których uznał za czarowników. W nocy siódmego lipca tysiąc sześćset pięćdziesiątego drugiego roku, na skutek oskarżenia rzuconego przez młodą kobietę Hester Deale, Twisse poprowadził motłoch z osady do Kamienia Pogan i do chaty Gilesa Denta. Co się tam wydarzyło…

Qui

– Cóż, istnieje wiele przekazów, tak, jak wielu ludzi tam zginęło. Dawno zasiane w tej ziemi ziarna drgnęły i niektóre zakiełkowały, tylko po to, by spłonąć w pożarze. Dużo mniej wiadomo o tym, co działo się w następnych dniach i tygodniach. W swoim czasie A

Obciążywszy kieszenie kamieniami, pomyślała Qui

– Wie pani, co się stało z jej córką? Albo z dziećmi A

– Zostały jakieś listy, zapiski, rodzi

– Mogę coś pani przynieść? Albo odwieźć panią do domu?

– Dobra z ciebie dziewczyna. Przyjedzie po mnie mój wnuk. Myślę, że już rozmawiałaś z jego synem, Calebem.

Coś w jej uśmiechu sprawiło, że umysł Qui

– Caleb jest pani…

– Prawnukiem. Można powiedzieć, że honorowym. Mój brat Franklin i jego żona, moja ukochana przyjaciółka Maybelle, zginęli w wypadku na krótko przed urodzeniem Jima, ojca Caleba. Joh

– W takim razie pochodzi pani z rodziny Hawkinsów.

– Tak, a jedna z naszych linii prowadzi wprost do założyciela rodu, Richarda Hawkinsa, a przez niego do A

– Z tego, co widziałam, bardzo dobrze sobie z tym radzi.

– To dobry chłopak – powtórzyła Estelle i wstała. – Wkrótce znowu porozmawiamy.

– Odprowadzę panią na dół.

– Nie rób sobie kłopotu. W pokoju służbowym czekają już na mnie ciasteczka i herbata. Jestem tutaj maskotką – w najmilszym znaczeniu tego słowa. Wspomnij Calebowi o naszej pogawędce i że chciałabym jeszcze z tobą pomówić. Nie spędzaj całego pięknego dnia z nosem w książkach. Uwielbiam je, ale życie czeka.

– Pani Abbott?

– Tak?

– Jak pani sądzi, kto zasiał te ziarna przy Kamieniu Pogan?

– Bogowie i demony. – Oczy Estelle były zmęczone, ale jasne. – Bogowie i demony, a przecież granica między nimi jest tak cienka, prawda?

Qui

Bestia. Łacińskie słowo oznaczające potwora.

Beatus. Po łacinie „błogosławiony”.

Devotio – specjalny rodzaj poświęcenia, votum, rytuał woje

No dobrze, dobrze, pomyślała, skoro idziemy tym torem, to trzeba wezwać posiłki.

Wyjęła telefon. Usłyszała automatyczną sekretarkę i niecierpliwie poczekała na sygnał.

– Cyb, cześć, tu Q. Jestem w Hawkins Hollow, w Maryland. I, kurczę, złapałam coś dużego. Możesz przyjechać? Daj mi znać, jak możesz. I daj mi znać, jeśli nie możesz, żebym mogła cię przekonać do zmiany zdania.

Odłożyła telefon i na kilka minut pozostawiając stosik książek, które wybrała, pilnie sporządziła notatki z tego, co powiedziała Estelle Hawkins Abbott.

ROZDZIAŁ 07

Cal miał wreszcie wolną chwilę, żeby „zdać kram ojcu” – jak to nazywał. Pora

W salonie gier aż wrzało, jak zwykle między ostatnim szkolnym dzwonkiem a porą kolacji, ale tam dowodził Cy Hudson, a Holly Lappins zajmowała się recepcją. Jake i Sara pilnowali grilla i fonta

Wszystko i wszyscy byli na swoich miejscach, Cal mógł więc usiąść z ojcem przy barze i napić się kawy przed wyjściem i przekazaniem tacie kręgielni na wieczór.

Mogli też posiedzieć chwilę w ciszy. Ojciec Cala lubił ciszę. Nie, żeby miał coś przeciwko życiu towarzyskiemu, wydawał się lubić ludzi tak samo jak własne towarzystwo. Miał pamięć do imion i twarzy i mógł rozmawiać z każdym na każdy temat, nie wyłączając polityki i religii, nikogo przy tym nie obrażając, co – zdaniem Cala – stanowiło jeden z największych talentów ojca.

Jego piaskowoblond włosy – które co dwa tygodnie przycinał u miejscowego fryzjera – przez ostatnie lata pokryły się siwizną. W dni robocze rzadko rozstawał się z „mundurem” złożonym ze spodni khaki, adidasów i niebieskiej koszuli.

Niektórzy mogliby nazwać Jima Hawkinsa nudnym, ale Cal uważał, że jest niezawodny.

– Na razie mamy dobry miesiąc – powiedział ojciec ze swym śpiewnym akcentem. Pił słodką i słabą kawę i na rozkaz żony po szóstej nie brał kofeiny do ust. – Przez tą pogodę nigdy nie wiadomo, czy ludzie zakopią się w domach czy dostaną takiej klaustrofobii, że będą chcieli być gdziekolwiek byle nie wśród własnych czterech ścian.