Страница 17 из 66
– Znałam tego chłopaka, jeszcze zanim się urodził. Rozbawiona Qui
– A zatem, Meg, co jeszcze wiesz? Na przykład o Kamieniu Pogan.
– Stek bzdur, jeśli chcesz znać moje zdanie.
– Naprawdę?
– Ludzie po prostu lubią trochę tego – postukała się w szyję kantem dłoni – od czasu do czasu. Zajrzą do kieliszka, nakręcą się. I tak jedno wydarzenie prowadzi do następnego. To dobre dla interesów, te wszystkie spekulacje. Mamy tu mnóstwo turystów, którzy zadają pytania, robią zdjęcia i kupują pamiątki.
– Ciebie nigdy nie spotkało nic dziwnego?
– Widziałam kilku rozsądnych ludzi, którzy zachowywali się jak idioci i kilku podelców, którzy przez chwilę byli jeszcze gorsi. – Wzruszyła ramionami. – Ludzie są tylko ludźmi i czasami bardziej to z nich wyłazi.
– Chyba masz rację.
– Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, powi
– Mistrzyni kręgielni? Meg roześmiała się.
– O tak, Sally lubi grać w kręgle. Dyrektorka biblioteki. Zagada cię na amen, jeśli zadasz jej jakieś pytanie. Uwielbia mówić i nigdy nie traci wątku, chyba że zalepiłabyś jej usta taśmą klejącą.
– Tak zrobię. Macie tu taśmę? Meg znów się roześmiała i potrząsnęła głową.
– Jeśli naprawdę chcesz dowiedzieć się czegoś sensownego, porozmawiaj z panią Abbott. Ona kierowała starą biblioteką, a do nowej też wpada codzie
Zgarnęła pozostawione przez Cala banknoty i poszła dolać kawy gościom po drugiej stronie baru.
Cal poszedł prosto do biura. Czekała na niego zwykła, pora
Pomyślał o kuli ognia, która zapłonęła zeszłej nocy na Main Street. Dodać do tego dwa widzenia Qui
Niepokoił go też sen Qui
Mogła być jego daleką krewną – będzie musiał zbadać tę możliwość. Ale Cal miał wielu krewnych i nikt, nawet z jego najbliższej rodziny, nigdy nie mówił o takim doświadczeniu, nawet podczas Siódemki.
Przechodząc przez kręgielnię, pomachał do Billa Turnera, który polerował tory. Niskie buczenie maszyny rozchodziło się echem po pustej sali.
Gdy tylko znalazł się w biurze, sprawdził pocztę i westchnął z ulgą na widok mejla od Gage'a.
Praga. Mam parę spraw do załatwienia. Powinienem wrócić do Stanów za kilka tygodni. Nie róbcie beze mnie nic głupszego niż zwykle.
Żadnego pozdrowienia ani podpisu – cały Gage Na razie to będzie musiało mu wystarczyć.
Odpisał:
Daj znać, jak tylko wrócisz. Już się zaczęło. Nie będziemy robić głupot bez ciebie, bo jesteś w tym najlepszy.
Nacisnął „wyślij” i napisał jeszcze wiadomość do Foxa.
Musimy pogadać. U mnie, o szóstej. Mam piwo. Przynieś coś do żarcia, byle nie pizzę.
Nic więcej nie mógł teraz zrobić. Życie musiało płynąć dalej.
Qui
Najwidoczniej Caleb Hawkins nic jej do jutra nie powie.
Gdy weszła do hotelowego foyer, zobaczyła za ladą rezolutną blond recepcjonistkę – Mandy, przypomniała sobie po szybkim przeszukaniu akt osobowych w głowie – I brunetkę, która właśnie się meldowała.
Qui
Qui
– Witamy z powrotem, pa
– Nic mi nie trzeba, dziękuję. Qui
– Już panią zameldowałam, pa
Idąc do góry, Qui
Przyjechała z wizytą do rodziny lub przyjaciół, ale w takim razie dlaczego u nich nie nocuje? Ale Qui
Może jest w podróży służbowej, uznała, otwierając drzwi pokoju.
Cóż, jeśli Czerwona Torba Której Tak Bardzo Pragnę zostanie tu kilka godzin, Qui
Zapakowała laptop, dodatkowy notes i kilka ołówków, na wypadek gdyby jej się poszczęściło. Wyłączyła dźwięk w telefonie, nastawiając go na wibracje – nie ma nic bardziej irytującego niż komórka dzwoniąca w bibliotekach czy teatrach – i wsunęła do torby mapę okolicy, na wypadek, gdyby poczuła ochotę na zwiedzanie.
Tak zaopatrzona ruszyła na wyprawę na drugi koniec miasta do Miejskiej Biblioteki Hawkins Hollow.
Qui
Parkując samochód, podziwiała ławki i drzewa. Zapewne latem dawały czytelnikom cieniste schronienie.
W środku pachniało biblioteką. Książkami, kurzem i ciszą.
Qui
Rozejrzała się dookoła. Komputery, długie stoły, wózki, kilka osób kręcących się między półkami. Paru starszych mężczyzn przeglądało gazety. Słyszała cichy szum kopiarki i stłumiony dzwonek telefonu w punkcie informacyjnym.
Nakazując sobie koncentrację – była przekonana, że jeśli zacznie krążyć bez celu, natychmiast wpadnie w trans na skutek czaru, rzucanego przez wszystkich bibliotekarzy – ruszyła prosto do informacji i cichym głosem, zarezerwowanym jedynie dla kościołów i bibliotek, zwróciła się do żylastego mężczyzny siedzącego za ladą:
– Dzień dobry. Szukam książek dotyczących historii miasta.
– Drugie piętro, skrzydło zachodnie. Schody na lewo, winda za panią. Szuka pani czegoś konkretnego?
– Nie, dziękuję, chcę się tylko rozejrzeć. Czy jest pani Abbott?
– Pani Abbott przeszła na emeryturę, ale przychodzi prawie codzie