Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 66

I czy chłopiec poszedł do swojej demonicznej szkoły.

Postanowiła, że rozpieści swoje obolałe ciało długą kąpielą w tej czarującej wa

ROZDZIAŁ 06

Cal siadał właśnie przy barze, żeby zjeść śniadanie, kiedy zobaczył wchodzącą Qui

Na szyi zawiązała bajecznie kolorowy szalik, który przy rozpiętej kurtce nadawał jej radosny wygląd. Spod kurtki wystawał sweter w kolorze dojrzałych jagód.

Miała w sobie coś takiego, pomyślał, co dodawałoby jej jasności i barw, nawet gdyby była utarzana w błocie.

Patrzył, jak Qui

Zauważyła go. Uśmiechnęła się tym swoim stuwatowym uśmiechem i ruszyła w jego stronę. Cal poczuł się jak dzieciak przy ustalaniu składu drużyn do gry w piłkę, jakby wybrano go spomiędzy wszystkich i

– Dzień dobry, Caleb.

– Dzień dobry, Qui

– Z wielką chęcią. – Pochyliła się nad jego talerzem i z dramatycznym westchnieniem powąchała naleśniki obficie polane masłem i syropem. – Założę się, że są przepyszne.

– Najlepsze w mieście. – Nabił spory kawałek na widelec i wyciągnął w jej stronę. – Spróbujesz?

– Nigdy bym nie poprzestała na jednym kawałku. To jak choroba. – Usiadła na stołku i odwiązując szalik, odwróciła się z szerokim uśmiechem do kelnerki. – Dzień dobry. Poproszę kawę i czy macie może jakieś muesli, które można by posypać owocami?

– Mamy Nestle Fitness i mogłabym wkroić do nich banana.

– Idealnie. – Wyciągnęła dłoń nad barem. – Jestem Qui

– Pisarka z Pensylwanii. – Kelnerka skinęła głową i mocno uścisnęła dłoń młodej kobiety. – Meg Stanley. Uważaj na tego tutaj, Qui

– A my wygadane sztuki jesteśmy szybkie. Meg roześmiała się, nalewając kawę.

– Szybkość to spora zaleta. Przyniosę ci te płatki.

– Dlaczego – zastanawiał się głośno Cal, odkrawając kolejny kawałek naleśnika – ktokolwiek mógłby z własnej woli jeść na śniadanie surowe zboże?

– To kwestia wyrobionego smaku. Ja nad swoim jeszcze pracuję. Ale znając siebie, wiem, że jeżeli będę przychodziła tu na śniadanie, to w końcu ulegnę czarowi naleśników. Czy w mieście jest jakaś siłownia lub klub sportowy, a może jakiś napakowany koleś wypożycza swojego Atlasa?

– W piwnicy domu kultury jest mała siłownia. Potrzebna będzie karta członkowska, ale mogę ci ją załatwić.

– Naprawdę? Ty to masz kontakty, człowieku.

– Ano mam. To jak, chcesz zmienić zamówienie? Najpierw wyżerka, a potem Atlas?

– Nie dzisiaj, ale dzięki. A zatem – Qui

– Jakim cudem przegapiłem pierwszą?

– Postawiłeś mi pizzę i piwo i zabrałeś mnie na kręgle. W moim słowniku tak brzmi definicja randki. A teraz zaprosiłeś mnie na śniadanie.

– Płatki i banan. Lubię tanie randki.

– A kto nie lubi? Ale skoro się spotykamy i w ogóle… – Cal się roześmiał, a Qui

Popatrzyła na Meg, która postawiła przed nią śnieżnobiałą miskę pełną płatków i pokrojonego banana.

– Pomyślałam, że pewnie chciałabyś do tego odtłuszczone mleko.

– Bardzo rozsądnie, dziękuję.

– Przynieść ci coś jeszcze?

– Mamy wszystko, Meg – powiedział Cal. – Dzięki.

– Jak coś, to wołajcie.

– Przeżycie – przypomniał Cal, gdy Meg odeszła.

– Miałam sen. Cal poczuł lodowaty ucisk w żołądku, jeszcze zanim Qui

– Wiedziałam, że to sen – powiedziała na koniec. – Zawsze wiem i zwykle bardzo lubię swoje sny, nawet te przerażające. Bo, wiesz, to się nie dzieje naprawdę. Wcale nie wyrasta mi druga głowa, żebym mogła dyskutować sama ze sobą, ani nie skaczę z samolotu z pękiem czerwonych balonów w ręce. Ale to… nie mogę powiedzieć, żeby ten sen sprawił mi przyjemność. Ja nie śniłam, że jest mi zimno, mnie wtedy było zimno. Nie śniłam, że upadam i toczę się po ziemi, bo rano zobaczyłam na biodrze siniaki, których nie miałam, zanim położyłam się do łóżka. Jak może coś ci się stać we śnie, jeśli to tylko sen?

W Hawkins Hollow może, pomyślał Cal.

– Spadłaś z łóżka?

– Nie, nie spadłam. – Po raz pierwszy usłyszał w jej głosie cień irytacji. – Kiedy się obudziłam, ściskałam słupek od łóżka, jakby to był mój długo niewidziany kochanek. A to wszystko wydarzyło się, zanim znowu zobaczyłam tego małego czerwonookiego sukinsyna.

– Gdzie?

Qui

– Czytałeś „Miasteczko Salem” Kinga?

– Oczywiście. Spokojne miasteczko, wampiry. Dobra rzecz.

– Pamiętasz taką scenę: mali chłopcy, bracia. Jeden z nich został porwany w lesie i przemieniony. I pewnej nocy składa bratu wizytę.

– Nie ma nic bardziej przerażającego niż dzieci – wampiry.

– W każdym razie niewiele. I ten dzieciak – wampir po prostu unosi się za oknem. Fruwa i drapie paznokciami w szybę. Wczoraj było tak samo. Chłopak przyciskał twarz do szyby, a pamiętaj, że mieszkam na drugim piętrze. Potem wykonał piękne salto w tył i zniknął.

Cal przykrył rękami dłonie Qui

– Masz mój numer domowy i na komórkę, dlaczego nie zadzwoniłaś?

Qui

– Wiem, że się spotykamy, Cal, ale nie dzwonię do facetów, z którymi byłam na kręglach, o trzeciej trzydzieści nad ranem, żeby wołać „ratunku”. Przedzierałam się przez bagna Luizjany w poszukiwaniu śladów królowej wudu – i dobrze wiem, jak to brzmi. Na wybrzeżu Maine spędziłam sama noc w rzekomo nawiedzonym domu i rozmawiałam z facetem, który twierdził, że jest opętany przez trzynaście duchów. W Talahassee pisałam o rodzinie wilkołaków. Ale ten chłopak…

– Nie wierzysz ani w wilkołaki, ani w wampiry, Qui

– Mam umysł tak otwarty jak sklep całodobowy i, zważywszy na okoliczności, ty też powinieneś mieć, ale nie, nie sądzę, żeby ten chłopak był wampirem. Przecież widziałam go w biały dzień. Nie jest też człowiekiem, ale to nie oznacza, że nie jest prawdziwy. Stanowi część Kamienia Pogan i tego, co tu się dzieje co siedem lat. I pojawił się wcześniej, prawda?

Tak, pomyślał Cal, jej umysł nie przestawał pracować i był bystry jak górski potok.

– To nie jest najlepsze miejsce na analizowanie szczegółów.

– Powiedz gdzie.

– Obiecałem, że jutro zabiorę cię do Kamienia Pogan, i dotrzymam słowa. Wtedy o wszystkim porozmawiamy. Dzisiaj nie mogę – powiedział, zanim zdążyła otworzyć usta. – Mam mnóstwo roboty, poza tym jutro ma być lepsza pogoda. – Wyjął portfel z kieszeni na biodrze. – Ma świecić słońce, więc śnieg powinien trochę się roztopić. – Położył pieniądze na barze i popatrzył na kozaczki Qui

– Zdziwiłbyś się, do czego jestem zdolna.

– Nie wątpię. Do zobaczenia jutro.

Qui

– Podstępny. Miałaś rację.