Страница 47 из 76
Roarke przechylił głowę, by lepiej przyjrzeć się komputerowL Feeneya.
Niezły zestaw.
– Sześć tygodni walczyłem z tymi od budżetu o pieniądze. Ja, szef całego WPE, muszę żebrać o środki na zakup nowocześniejszego sprzętu. To żałosne.
– Twój nowoczesny sprzęt za pół roku będzie przeżytkiem.
Feeney pociągnął nosem.
– Słyszałem o twoim 60T8zM i o nowej wersji 75000TMS. Widziałem je co prawda tylko u was w domu, w gabinecie Dallas. Musisz chyba mieć jakieś problemy, skoro zamierzasz wypuścić je na rynek dopiero za pół roku.
– Nie nazwałbym tego problemami. Co byś powiedział na T8M, pracujący w systemie 100000, który jest w stanie wykoywać do pięciuset zadań jednocześnie?
– Taki system nie istnieje. Zaden laser nie osiągnie takiej j prędkości. Nie ma takiego układu scalonego czy nawet zespołu układów, który mógłby temu podołać.
Roarke uśmiechnął się tajemniczo.
– Już jest.
Feeney nagle pobladł i położył rękę na sercu.
– Nie baw się moim kosztem, kolego. Takie żarty mogą doprowadzić człowieka do rozstroju nerwowego.
– Nie zechciałbyś przetestować dla mnie prototypu? Sprawdzisz szybkości i powiesz, co o tym sądzisz. Bardzo jestem ciekaw twojej opinii.
– Mój pierworodny syn jest mniej więcej w twoim wieku, ale me sądzę, żeby ci się na coś przydał. Mów, czego chcesz w zamian?
– Chcę, żebyś wykorzystał swoje wpływy podczas negocjacji warunków kontraktu, na mocy którego Roarke Industries wyposaży najpierw całą nowojorską policję, a potem policję w całym kraju w najnowocześniejszy sprzęt, w tym także we wspomniany przeze mnie model. Oczywiście, w zależności od waszego budżetu. Co ty na to?
– Jeśli twój sprzęt faktycznie jest taki szybki, jak mówisz, możesz na mnie liczyć. Zrobię, co w mojej mocy. Kiedy go podrzucisz?
– W ciągu tygodnia. Dam ci znać. – Roarke ruszył ku drzwiom.
– Po to przyszedłeś?
– Tak. A poza tym chciałem się zobaczyć z żoną, zanim pójdę. Mam kilka spotkań. – Odwrócił się i spojrzał Feeneyowi w oczy. – Udanych łowów.
Feeney potrząsnął głową. Nie mógł się uwolnić od myśli o nowym modelu 100000T8rM. Westchnął z rozmarzeniemi wrócił do pracy. Spojrzał na swój komputer i ze zdziwieniem zauważył leżącą obok niego dyskietkę. Nie było jej tu przed pojawieniem się Roarke”a, stwierdził ze zdumieniem.
Może i był zmęczony, a oczy trochę go piekły, ale jeszcze nie oślepł! Niech to diabli, jeśli zauważył, kiedy on ją tam położył.
Wziął dyskietkę, dokładnie się jej przyjrzał i chichocząc, wsunął do stacji. Ciekawe, co też mu podrzucił ten przebiegły Irlandczyk?
W uroczym trzypiętrowym domu w centrum miasta Sylyester Yost kończył lekki lancz, składający się z wegetariańskiego makaronu w sosie winegret, zakrapianego doskonałym Fume Blanc i rozkoszował się dźwiękami arii finałowej z „Aidy”.
Nieczęsto pijał wino o tak wczesnej porze, ale dziś uznał, że zasłużył na nagrodę. Wychodząc z budynku, minął tabun agentów federalnych i ekipę taktyczną FBI. Dosłownie na kilka minut przed rozpoczęciem akcji wsiadł do swojej długiej czarnej limuzyny i z uśmiechem na twarzy obserwował zajście przez przyciemniane szyby.
Nie przeszkadzało mu, że miał tak mało czasu. Takie akcje to zwykle miła odmiana w rutynie codzie
Mimo to nie był zadowolony. Dopiero wino poprawiło mu humor. ściszył muzykę i sięgnął po łącze. Zarówno on, jak i jego rozmówca zawsze blokowali przekaz wideo. Na samym początku znajomości zgodzili się też korzystać z elektronicznego alternatora głosu. Profesjonalista, który wie, jak się do tego zabrać, potrafi odkodować nawet najlepiej zabezpieczone łącza.
– Jestem na miejscu – zaczął Yost.
– To dobrze. Mam nadzieję, że niczego panu nie brakuje.
– Na razie wszystko jest w porządku. Poniosłem dziś straty. Same dzieła sztuki były warte kitka milionów. Będę musiał na nowo skompletować całą garderobę.
– Zdaję sobie sprawę. Liczę, że uda nam się odzyskać, jeśli niecały, to chociaż część pańskiego majątku. Proszę dać mi trochę czasu. Jeżeli-nie, zwrócę panu połowę kosztów. Nie mogę i nie wezmę na siebie całej odpowiedzialności za to, co się stało.
Yost mógł się targować, ale uważał się za uczciwego biznesmena. To, że został wykryty i naraził się na straty, było po części jego winą. Teraz musiał się dowiedzieć, gdzie i kiedy popełnił błąd.
– Zgadzam się, ale tylko dlatego, że zdążył mnie pan w porę zawiadomić i odpowiada mi kryjówka, którą pan dla mnie przygotował. Plan nadal obowiązuje, czy tak?
– Naturalnie. Jutro uderzy pan w kolejny cel.
– Jak pan sobie życzy. – Yost małymi łyczkami sączył popołudniową kawę. – Jeszcze jedno, myślę, że powinien pan wiedzieć, że wkrótce zamierzam zlikwidować porucznik Dallas. Narobiła już dość kłopotów. Za dużo wie.
– Nie zapłacę panu za Dallas.
– Proszę się nie obawiać. To prezent.
– Od początku panu mówiłem, dlaczego nie włączyłem jej do planu. Jeśli coś się jej stanie, Roarke będzie mnie ścigał do końca swoich dni. Wystarczy, że znajdziemy jej coś i
– Dallas jest moja. Zrobię to na własną rękę i w odpowiednim czasie. To nie jest część kontraktu i pan nie ma z tym nic wspólnego. Nie interesuje mnie pańska opinia w tej sprawie. Wypełnię kontrakt, tak jak się umówiliśmy. – Yost zaczął delikatnie i rytmicznie bębnić palcami po stole. – Jest mi coś wi
– Ona nie jest pańskim celem.
– Znam swoje cele. – Bębnienie stawało się coraz głośniejsze. Yost szybko zauważył swoje zdenerwowanie. Opanował się i położył rękę na stole. Ku własnemu niezadowoleniu uświadomił sobie, że wcale nie jest taki spokojny, jak myślał. Targała nim wściekłość. W jego wnętrzu tliło się jeszcze jedno uczucie, którego nie doznał od tak dawna, że zapomniał już, jak smakuje.
Strach.
– Jutro go zlikwiduję. Zgodnie z planem. Nie będzie powodu do zmartwień. Roarke nikogo nie będzie ścigał, kiedy zajmę się gliną. Zamierzam go wyeliminować i pan za to zapłaci.
– Jeśli zdoła pan skasować Roarke”a w czasie określonym w załączniku, dostanie pan swoje honorarium. Czy kiedykolwek pana zawiodłem?
– A zatem na pańskim miejscu zacząłbym przygotowywać się do transferu funduszy.
Yost bez pożegnania przerwał transmisję, wstał od stołu i zaczął przemierzać salon. Kiedy poczuł, że wściekłość powoli zaczyna mu przechodzić, udał się na piętro do pomieszczenia multimedialnego, by rozstawić swój sprzęt.
Usiadł, silą woli opanował emocje i z jasnym umysłem przystąpił do przeglądania informacji, jakie zebrał na temat Eve.
15
Roarke nie dotarł do biura Eve. Zastał ją na korytarzu, przy jednym z automatów z żywnością. Wyglądało na to, że wdała sięw poważną awanturę z oporną maszyną.
– Ty zachła
Próba uszkodzenia lub zniszczenia zostanie potraktowana jako przestępstwo.
Roarke był pewny, że spokojny, śpiewny głos automatu podniósł
Eye ciśnienie.
Automat wyposażony jest w skaner, który zarejestrował numer twojej odznaki. Dallas Eye, porucznik. Proszę wrzucić odpowiedni żeton kredytowy lub podać kod kredytowy, a następnie wskazać produkt. Powtarzam, nie niszcz mienia. Proszę powstrzymać się przed próbami uszkodzenia automatu.
– No dobra, ty elektroniczny złodzieju. Powstrzymam się przed próbami zniszczenia lub uszkodzenia. Po prostu to zrobię.
Przyjęła pozycję, gotowa kopnąć prawą nogą. Roarke z doświadczenia wiedział, że Eye potrafi jednym ciosem wywołać paraliż. Nie zdążyła wykonać ruchu, bo stanął przed żoną i lekko ją szturchnął, wytrącając z równowagi.