Страница 3 из 84
Dziesięć minut później znowu byliśmy w starym kościele. Pogoda się nie poprawiła, było nawet zimniej i bardziej mokro niż rano. Wiatr nadal wiał. Gałęzie nadal stukały o deski.
Siostra Bernarda niepewnie szła przez kościół, oboje z księdzem trzymaliśmy ją pod rękę. Przez warstwy ubrania wydawała się krucha i lekka.
Za nami szły zako
Zako
Gestem przywołałam Guya ze światłem. Siostra nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Po chwili odsunęła się nieco od ściany Głowa w lewo, głowa w prawo, potem znowu w lewo. W górę. W dół. Znowu sprawdziła swoje położenie i obcasem wyznaczyła w piasku linię.
– Ona leży tutaj. – Piskliwy głos odbił się echem od kamie
– Jest siostra pewna?
– To tutaj. – Nie brakowało jej pewności siebie.
Wszyscy popatrzyli na linię.
– Leżą w małych trumnach. Nie takich zwykłych. Zostały tylko kości, więc wszystko zmieściło się do małych trumien. – Wyciągnęła drobne ręce, by pokazać ich długości. Jedna z rąk się trzęsła.
Guy skierował światło na miejsce u jej stóp.
Ojciec Menard podziękował wiekowej zako
Poprosiłam Guya, by przyniósł jeszcze jeden reflektor. Przyniosłam moją sondę, koniec przyłożyłam w miejscu, które wskazała siostra Bernarda, i pchnęłam rączkę w kształcie litery T. Ani drgnęła. W tym miejscu ziemia nie była tak rozmrożona. Nie chciałam, by cokolwiek, co mogło znajdować się pod ziemią, zostało uszkodzone, a zaokrąglony czubek nie chciał gładko przejść przez częściowo zmrożoną warstwę ziemi. Spróbowałam znowu, tym razem mocniej.
Spokojnie, Bre
Zdjęłam rękawiczki, owinęłam palce wokół rączki i znowu pchnęłam. Tym razem ziemia ustąpiła i sonda wsunęła się w podglebie. Choć drżałam z niecierpliwości, sprawdziłam ziemię, z zamkniętymi oczami wyczuwając tę drobną zmianę w jej strukturze. Mniejszy opór mógł oznaczać obszar powietrza tam, gdzie coś uległo rozkładowi. Większy mógł być dowodem na to, że pod powierzchnią znajdowała się kość lub artefakt. Nic. Wyciągnęłam sondę i powtórzyłam czy
Przy trzeciej próbie poczułam opór. Spróbowałam piętnaście centymetrów dalej. I znowu coś. Niezbyt głęboko pod powierzchnią znajdował się jakiś przedmiot.
Uniosłam kciuk w kierunku księdza i zako
Zamieniłam szuflę na kielnię, pochyliłam się nad wykopem i ostrożnie wygładziłam jego dno, usuwając luźne grudki. Niemal natychmiast pojawił się owalny kształt. Zabarwiony kawałek ziemi miał jakieś dziewięćdziesiąt centymetrów długości. Nie byłam pewna szerokości, bo częściowo pokrywała go odkopana ziemia.
– Tu coś jest – oznajmiłam prostując się. Mój oddech zamieniał się w obłok pary unoszący się tuż przed moją twarzą.
Jak jeden mąż wszyscy zbliżyli się i spojrzeli w dziurę w podłożu. Rączką kielni nakreśliłam owalny kształt. W tym samym momencie przyłączyła się do nas eskorta siostry Bernardy.
– To może być trumna, chociaż jest to raczej małe. Kopałam nieco w lewo, więc będę musiała tę część rozebrać. – Wskazałam miejsce, gdzie kucnęłam.- Odkryję go z zewnątrz i odkopię wzdłuż i w głąb. W ten sposób otrzymamy przekrój grobu. Tak będzie łatwiej kopać. Będzie nam też łatwiej wyjąć trumnę z boku.
– Skąd to zabarwienie ziemi? – zapytała młoda zako
– Kiedy coś organicznego ulega rozkładowi, ziemia robi się o wiele ciemniejsza. To może być spowodowane przez drewno trumny albo zakopane z nią kwiaty. – Nie chciałam opisywać procesu rozkładu. – Takie zabarwienie to pierwszy znak grobu.
Dwie zako
– To Elisabeth czy mere Aurelie? – zapytała starsza siostra. Jej dolna powieka drgnęła.
Rozłożyłam ręce w geście “nie mam pojęcia”. Założyłam rękawiczki i zaczęłam usuwać ziemię z prawego kawałka ciemnej plamy, poszerzając wykop, by odkryć owal i półmetrowy pas ziemi po jego prawej stronie.
Nikt nic nie mówił, aż w końcu usłyszałam:
– Tu chyba coś jest – Najwyższa z sióstr wskazała siatkę.
Podniosłam się, by spojrzeć, wdzięczna za stworzenie mi okazji do wyprostowania się.
Siostra wskazywała mały, czerwono-brązowy kawałek.
– Oczywiście, siostro. To chyba drewniany kawałek trumny.
Miałam ze sobą zapas papierowych toreb. Jedną z nich zaopatrzyłam w datę, miejsce i kilka i
– To do pracy. Siostro Julie
Zako
Gotowe były do pracy po tylu godzinach obserwowania. Ja usuwałam ziemię, siostry Powieka i Harcerka przesypywały ją przez siatkę. Pojawiło się więcej kawałków i wkrótce dostrzegliśmy zarys czegoś w ciemnej ziemi. Drewno. W złym stanie. Niedobrze.
Kielnią i gołymi rękami zaczęłam odkrywać coś, co miałam nadzieję było trumną. Chociaż było bardzo zimno i nie miałam czucia ani w palcach rąk, ani nóg, pod kurtką oblewał mnie pot. Proszę, niech to będzie ona. I kto tu się modlił?
Przedmiot stawał się coraz szerszy. Wreszcie było już wyraźnie widać, że ma kształt sześciokąta. Kształt typowy dla trumny. Musiałam się powstrzymać, by nie krzyknąć “Alleluja!”. Słowo pasowałoby do miejsca, ale zachowałabym się bardzo nieprofesjonalnie.
Garść po garści odrzucałam ziemię, w końcu górna część przedmiotu była już wyraźnie widoczna. To była mała trumna i odkrywałam ją w kierunku głowy. Odłożyłam kielnię i wzięłam do ręki pędzel. Napotkałam wzrok jednej z moich pomocnic przy siatce. Uśmiechnęłam się. Ona też. Jej prawa powieka zadrgała.
Jednym pociągnięciem pędzla za drugim usuwałam zeskorupiałą ziemię. Już nikt nie pracował, wszyscy przyglądali się temu, co robię. Wreszcie na wieku pojawił się wypukły kształt. Dokładnie tam, gdzie powi
Oczyściłam ją dokładnie i była już wyraźnie widoczna. Owalna, metaliczna, ze zdobieniami na brzegach. Żeby dokładnie oczyścić powierzchnię, potrzebowałam szczoteczki do zębów. Pojawiły się litery.
– Czy może mi siostra podać latarkę? Jest w plecaku. Pochyliły się jednocześnie. Pingwiny u wodopoju. Światło latarki skierowałam na tabliczkę. “Elisabeth Nicolet 1846-1888. Femme contemplative.”
– Mamy ją.
– Alleluja! – krzyknęła Harcerka. Wystarczy tej kościelnej etykiety.
Ekshumacja szczątków Elisabeth zajęła kolejne dwie godziny. Tak zako
Nie było łatwo wyjąć trumnę. Choć była mała, drewno było mocno zniszczone, a jej wnętrze tak pełne ziemi, że ważyła chyba tonę. Miałam rację kopiąc z boku, choć okazało się, że potrzebujemy jeszcze więcej miejsca. Trzeba było powiększyć wykop o ponad pół metra, bym mogła wsunąć pod trumnę sklejkę. W końcu zdołaliśmy unieść wszystko za pomocą liny.