Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 2 из 84

To nie miało sensu. Te groby powi

Weszła stara zako

Ojciec Menard uniósł się, by odebrać tacę.

– Merci, siostro Bernardo. To bardzo miło ze strony siostry. Bardzo miło.

Zako

– Ile lat ma siostra Bernarda? – zapytałam sięgając po rogalika. Sałatka z łososia i zwiędła sałata.

– Dokładnie nie wiadomo. Była już w zakonie, kiedy zacząłem tu przychodzić jako dziecko, przed wojną. Drugą wojną. Potem wyjechała na misje.

Długo przebywała w Japonii, następnie w Kamerunie. Chyba ma dziewięćdziesiąt kilka lat.

Pociągnął łyk kawy. Siorbacz.

– Urodziła się w małej wiosce w Saguenay, twierdzi, ze wstąpiła do zakonu, kiedy miała lat dwanaście.

Siorbnięcie.

– Dwanaście. Wtedy nie prowadzono zbyt dokładnych zapisków w rolniczym Quebecu. Dokładnych nie.

Odgryzłam kawałek kanapki i zmarznięte palce owinęłam wokół ciepłego kubka. Cudowne takie ciepło.

– Ojcze, może są jeszcze jakieś i

Poruszałam palcami. Żadnego czucia.

Wykonał ruch ręką w kierunku papierów, które pokrywały biurko, i wzruszył ramionami.

– To jest wszystko, co dała mi siostra Julie

– Tak, wiem.

Korespondowałyśmy ze sobą i rozmawiały od dawna. To właśnie ona opowiedziała mi o projekcie. Od samego początku mnie zaintrygował. Tym razem nie chodziło o zwykłą pracę dla koronera, to nie miał być ktoś, kto zmarł niedawno.

Archidiecezja prosiła, bym przeprowadziła ekshumację i analizę szczątków świętej. No, może nie była naprawdę święta. Ale o to właśnie chodziło. Elisabeth Nicolet miała być beatyfikowana. Poproszono, bym znalazła jej grób i sprawdziła, czy znajdujące się w nim kości należały właśnie do niej. Miały zostać wysłane do Watykanu.

Siostra Julie

No to gdzie była Elisabeth Nicolet?

– Moglibyśmy jeszcze zapytać. Może siostra Julie

Zaczął coś mówić, ale zmienił zdanie.

– Jestem pewien, że powiedziała mi o wszystkim, ale mogę iść zapytać. Spędziła nad tym mnóstwo czasu. Mnóstwo.

Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi, skończyłam swoją kanapkę i wzięłam następną. Usiadłam po turecku, wsuwając stopy pod siebie i potarłam palce u nóg. Nieźle. Wracało czucie. Popijając kawę wzięłam do ręki list, który leżał na biurku.

Już go czytałam. Czwarty sierpnia, tysiąc osiemset osiemdziesiąty piąty. Epidemia ospy w Montrealu. Elisabeth Nicolet napisała do biskupa Eduarda Fabre błagając, by nakazał szczepić parafian, których nie dotknęła jeszcze choroba, i umieścić chorych w szpitalach miejskich. Charakter pisma precyzyjny, francuski staromodny, ale oryginalny.

Klasztor Nieskalanego Poczęcia Notre-Dame nie odpowiedział. Zamyśliłam się. Przyszły mi na myśl i

Gdzieś daleko usłyszałam bicie dzwonu, zaraz potem szuranie w korytarzu. Stara zako

– Serviettes - zaskrzeczała.

Podskoczyłam i wylałam sobie na rękaw kawę. Jak tak mała osoba mogła wydawać tak głośne dźwięki?

– Merci.

Wyciągnęłam rękę, by wziąć od niej serwetki.

Zignorowała mnie, podeszła bliżej i zaczęła pocierać plamę. Z prawego ucha wystawał maleńki aparat słuchowy. Czułam jej oddech i widziałam białe włoski na jej brodzie. Pachniała wełną i wodą różaną.

– Eh, voila. Trzeba to wyprać, kiedy wróci pani do domu. W zimnej wodzie.

– Tak, siostro. – Odruch.

Spojrzała na list w mojej ręce. Na szczęście nie wylała się na niego kawa. Pochyliła się nad nim.

– Elisabeth Nicolet to była wspaniała kobieta. Oddana Bogu. Taka czysta. Taka skromna.

Gdyby litery listu Elisabeth mogły przemówić, to powtórzyłyby to za nią.

– Tak, siostro. – Znowu miałam dziewięć lat.

– Ona zostanie świętą.

– Tak, siostro. Dlatego właśnie próbujemy odnaleźć jej kości. Żeby można je było odpowiednio potraktować. – Nie byłam pewna, jak się traktuje kości świętego, ale zabrzmiało dobrze.

Pokazałam jej diagram.

– To jest stary kościół. – Przesunęłam palcem wzdłuż ściany północnej i wskazałam prostokąt. – A to jej grób.

Zako

– Jej tam nie ma – zagrzmiała.

– Słucham?

– Nie ma jej tam. – Sękatym palcem postukała w prostokąt. – To nie jest to miejsce.

Wtedy wrócił ojciec Menard. Wraz z nim przyszła wysoka zako

Nie musiałam powtarzać tego, co powiedziała siostra Bernarda. Słyszeli ją, kiedy szli korytarzem. Słychać ją chyba było w Ottawie.

– To nie jest to miejsce. Szukacie w złym miejscu – powtórzyła.

– Co siostra ma na myśli? – zapytała siostra Julie

– Szukają w złym miejscu. Tam jej nie ma.

Ojciec Menard i ja spojrzeliśmy na siebie.

– To gdzie ona jest, siostro? – zapytałam.

Znowu się pochyliła nad diagramem i palcem popukała w południowo-wschodni róg kościoła.

– Ona leży tutaj. Razem z mere Aurelie.

– Ale sio…

– Zostały przeniesione. Dano im nowe trumny i położono pod specjalnym ołtarzem. Tam.

Znowu wskazała południowo-wschodni róg.

– Kiedy? – zapytaliśmy jednocześnie.

Siostra Bernarda zamknęła oczy. Pomarszczone, stare wargi poruszały się w niemej kalkulacji.

– W tysiąc dziewięćset jedenastym. Wtedy przyszłam tutaj jako nowicjuszka. Pamiętam to, bo kilka lat później kościół spłonął i okna zostały zabite deskami. Moim obowiązkiem było chodzenie tam i stawianie kwiatów na ołtarzu. Nie lubiłam tego. Bałam się chodzić tam sama. Ale obiecałam Bogu.

– Co się stało z ołtarzem?

– Zabrano go jeszcze w latach trzydziestych. Stoi w kaplicy Dzieciątka Jezus w nowym kościele. – Złożyła serwetkę i zaczęła zbierać naczynia. – Była kiedyś tablica przy tych grobach, ale już jej nie ma. Nikt już tam nie chodzi. Tablicy też już nie ma.

Znowu popatrzyliśmy na siebie z księdzem. Lekko wzruszył ramionami.

– Siostro – poprosiłam – czy mogłaby nam siostra pokazać, gdzie leży Elisabeth?

– Bien sur.

– Teraz?

– Czemu nie? – Porcelana zadźwięczała o porcelanę

– Proszę zostawić naczynia – powiedział ojciec Menard. – Niech siostra włoży płaszcz i buty i pójdziemy do kościoła.