Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 144 из 151

– Na Armadzie jest tyle statków… Parowce dotarły do krawędzi bokiem i przekręciły się wzdłuż własnej osi, domy i wieże osypywały się z nich jak okruszki, spadł deszcz cegieł i ciał, setki wierzgających konwulsyjnie ludzi leciały wiele, wiele kilometrów w dół, mijając wszystkie wewnętrzne warstwy świata. A ja nawet się nie modliłem. Nie znalazłem w sobie siły. Potrafiłem tylko patrzeć… Pomosty i cumy pękały. Trawlery rozpadały się w powietrzu. Barki, szalupy, holowniki, drewniane okręty woje

– Przez moment widziałem przez wodę kile statków, które znajdowały się nade mną, patrzyłem, jak zmierzają ku zagładzie. Mknąłem w przepaść razem z resztą „Wielkiego Wschodniego” i wszystkimi i

– Pękła… – Rozwarłem powieki, kiedy aerostat pomknął ku niebu, wymijając się ze spadającymi fragmentami miasta, wydostał się z cienia tej ściany oceanu, bombardowany lawiną metalu i rozpłatanego drewna, wyfrunął z Blizny pod niebo. Wyrwałem się z tego wąwozu, oplatając ramionami rozpórkę. Przeżyłem. Pode mną końcówka Armady zsuwała się do Blizny. Deszcz małych statków Targu Zimowej Słomy. „Uroc”, „Człekozwierz”, zakład dla obłąkanych, stare łodzie z trocin w nawiedzanej dzielnicy… wszystko unicestwione. Wszystko spadało, rozbryzgując wodę, aż w końcu powierzchnia Ukrytego Oceanu wygładziła się. Wzlatując, spojrzałem w głąb Blizny. Spadająca Armada wyglądała z tej odległości jak obłok kurzu. Wirujący awank owijał się w trzydzieści kilometrów łańcucha, bezskutecznie usiłując wyrwać się ze szponów grawitacji. Nawet ten gigantyczny stwór w końcu zmniejszył się do rozmiarów punkcika. Zadarłem głowę, wykończony i oszołomiony faktem, że żyję, a kiedy ponownie spojrzałem w dół, nie zobaczyłem już nic.

Hedrigall umilkł, aby po kilku chwilach podjąć swoją opowieść.

– Poleciałem wyżej niż kiedykolwiek. Tak wysoko, że mogłem zobaczyć Bliznę w jej właściwym wymiarze: rysa na obliczu świata, nic więcej. Nie wiem, czy jacyś i

– Przez dwa dni byłem sam z tymi obrazami. Myślałem, że umrę. Chwilami łudziłem się, że jeśli utrzymam się przy życiu dostatecznie długo, to może prądy zaniosą mnie na Wezbrany Ocean, tam gdzie czekają nasze statki. Ale nie jestem naiwny, wiedziałem, że to mrzonki. I nagle… to. – Po raz pierwszy, odkąd rozpoczął swoją niezwykłą opowieść, Hedrigall sprawiał takie wrażenie, jakby zamierzał znowu się załamać. – Co to jest? – pytał histerycznie. – Co to jest? Myślałem, że jesteście przedśmiertnym majakiem. Przecież widziałem, jak zginęliście – wyszeptał. – Widziałem, jak zginęliście. Kto wy jesteście? Co to za miasto? Co się ze mną dzieje?

Hedrigall zrobił się niebezpieczny, wrzeszczał rozgorączkowany i przerażony. Kochankowie uspokajali go, ale upłynęła dłuższa chwila, zanim jego bredzenia ucichły i zapadł w nerwowy sen.

Zapadła długa cisza. Bellis wskoczyła z powrotem we własną skórę, kiedy prysł urok opowieści Hedrigalla. Jej skóra była naładowana elyktrycznie, iskrzyła napięciem. Bellis czuła się pijana zgrozą.

– Co się stało? – syknął zimno Kochanek stężałym głosem.

– Wiem, o co chodzi – szepnął Ta

– Jabberze kochany i jasna cholera.

W pokoju na górze Kochankowie i Uther Doul kłócili się. Któryś z mężczyzn wysunął tę samą hipotezę co Ta

– Nie pieprz bzdur! – bluznęła. – To tak nie działa. Nawet gdyby rzeczywiście wyciekł, to myślicie, że byśmy na niego trafili? Ukartowali to sobie. To jest nasz Hedrigall, który nie uciekł. Ukartowali to sobie, żebyśmy zawrócili. Nie gadaj mi tu o jakichś zasranych wybroczynach z Blizny! – Była wściekła. Nie dopuszczała nikogo do głosu. Złorzeczyła Utherowi Doulowi, a nawet, ku zdumieniu Bellis, Kochankowi. Błagał ją żeby się uspokoiła, żeby spróbowała pomyśleć logicznie. Dotarli tak blisko celu, lecz wyprawa była zagrożona, dlatego Kochanka grzmiała. – Coś wam powiem – denerwowała się. – Nie nabiorę się na te brednie. Przetrzymamy tego gnoja, dopóki nie wyciśniemy z niego prawdy. Powiemy ludziom, że musi odzyskać siły. Wydobędziemy z niego, co się naprawdę stało. Nie nabiorę się na te brednie – powtórzyła.

– Czy ona zwariowała? – syknął Ta

– Widać gołym okiem, że chcą wywołać panikę – podjęła Kochanka. – Chcą pokrzyżować nam plany. Hedrigall spiknął się z bogowie wiedzą kim, ale my im nie pozwolimy dopiąć swego. Uther, zabierz go do celi. Dokładnie poucz strażników, a przede wszystkim stara